Przegląd Australijski
Image Map

Strona
główna
Australia
z oddali
Świat Tubylców
Australijskich
Wędrówki
kulinarne
Piórem,
Pędzlem i...
„Panorama”
- miesięcznik
Ostatnia aktualizacja: 29.12.2012

Opal – królem klejnotów

Przegląd Australijski, styczeń 2008

Przemysł opalowy to jeden z najpiękniejszych i najbardziej i lukratywnych przemysłów Południowej Australii

Spotkaliśmy się zimową porą w Coober Pedy, w centrum Pustyni Gibsona, miasteczka (osady?) liczącego sobie około 4 tysiące mieszkańców. Ciepłe powietrze owiewało twarz zwróconą w kierunku miasta-niemiasta, miasta-widma... Po całym dniu jazdy z Adelaide, po pokonaniu ponad 800 kilometrów, podróży od świtu do zmroku, był czas na wypoczynek

Tymczasem na peryferiach Coober Pedy ujrzałam najpierw hałdy piachu, ciemniejsze zarysy koparek i ciężarówek, ale ludzi prawie nie było widać. Gdzieniegdzie tylko spostrzec można było uwijające się między tymi koparkami punkciki. Ani śladu roślinności. Księżycowy pejzaż. W centrum też nie lepiej – jedna główna ulica z typowymi australijskimi domkami...

Do domu Zofii i Włodka droga wiodła przez te piaszczyste wertepy, między skałkami. Sama nigdy bym do nich nie trafiła. Na szczęście Włodek czekał na mnie przy głównej trasie wiodącej do tego miasta z Adelaide. Poprowadził między skałami i zwałami piachu. Przyznaję, że zręczny z niego kierowca swojego jeepa.

Dom to czy nie dom? Na powierzchni niby normalnie – okno, drzwi wejściowe, korytarzyk. Tymczasem za chwilę okaże się, że mieszkanie wydrążone jest po prostu w ogromnej skale. Za chwilę gospodarz pokaże w nim najprawdziwszy szyb kopalniany, którym powietrze tylko hula. Z ciekawością oglądam wykute w kamieniu pomieszczenia, podłogi wyłożone zbieraniną terakoty i płytek, przyozdobione kolorowymi chodnikami i dywanikami. Sypialnie i łazienka bez okien. Chyba się tu uduszę! – przeraziłam się. – Jak oni mogą tu żyć?

A jednak żyją, bo inaczej nie można. W „normalnym” domu nie przetrwaliby kilkudziesięcio-stopniowych letnich upałów. A śpi się w takim domu – zapewniam – wyśmienicie. W tych sypialniach i „salonach” przez okrągły rok panuje stała temperatura. Latem jest chłodniej niż na powierzchni ziemi, a zimą cieplej. Teraz rozumiem, skąd wzięła się nazwa miasta Coober Pedy. Jak wiele innych australijskich nazw – z jednego z języków aborygeńskich. „Kupa piti” oznacza „kryjówkę białego człowieka”. Większość ludności Coober Pedy żyje tu w podziemnych mieszkaniach lub w nieczynnych kopalniach. Nawet kościółki drąży w kamieniu. Ciężko pracuje, licząc na szczęście i bogactwo, prawie cztery tysiące Polaków, Greków, Włochów, Filipińczyków, Wietnamczyków, Hindusów, Chińczyków... wydobywców najcenniejszych w świecie opali. Bo właśnie z tęczowo mieniących się opali słynie Coober Pedy.

Pierwszy taki kamień znaleziono tutaj w 1915 roku, w okresie tzw. „gorączki złota”, gdy w całej Australii złota właśnie poszukiwano.

Wydobycie opali rozwinęło się po pierwszej wojnie światowej. To dzięki napływowi wielu uchodźców z Europy, którzy pragnęli szybko się wzbogacić. I tak zostało do dziś. Tu każdy górnik szuka swej wymarzonej wielkiej żyły. Kupuje kawałek ziemi, wyznacza granice i kopie, kopie, kopie. Aż znajdzie bryłkę tęczowego kamienia. Albo i nie.

Tu zobaczycie Australię w pigułce. Australię, w której mieszają się rozmaite kultury, wyznania i języki. To wszystko spotkać można wieczorową porą w knajpkach i restauracyjkach, gdzie uraczycie się egzotycznym jadłem z różnych stron świata. To tutaj dopiero odczujecie, co to znaczy „wielokulturowość” – przy muzyce i tańcu, przy jadle i napitku...

Południowa Australia, to nie tylko stan „winem płynący”, ale słynący opalami najpiękniejszymi na świecie. Chociaż... tu w Australii jest taki przesąd, że jest to kamień przynoszący nieszczęście. Może nie bez przyczyny tak mówią? Wydobywcy potrafią opowiadać przygody mrożące krew w żyłach. Zarówno o szczęściu i bogactwie, jak i o pechu, klęsce i nędzy.

Zofia

Zofia miała 23 lata i troje dzieci, gdy zamieszkała w Coober Pedy ponad trzydzieści lat temu. – Życie było ciężkie – przyznaje.– Bez elektryczności, bez brukowanych dróg, bez gorącej wody. Opale stały się moją pasją w chwili, gdy zobaczyłam pierwsze, lśniące jak tęcza, kamienie. Wydobywaliśmy je wtedy ręcznie, kilofem i łopatą. Używaliśmy kołowrotów i materiałów wybuchowych. Nie tylko pomagałam mężowi w ich wydobywaniu. Także skupowałam je i sprzedawałam.

W 1982 roku Zofia zamieszkała jednak w Adelajdzie, aby umożliwić dzieciom zdobycie wyższego wykształcenia, którego ona sama zdobyć nie mogła, co osobiście boleśnie odczuwała. Wprawdzie dużo zawsze czytała, uczyła się pilnie także języka angielskiego, ale wyższe wykształcenie było poza jej możliwościami. Jednak w 1985 roku zdobyła maturę w szkole dla dorosłych i to był jej wielki sukces. Kolejny przyszedł wkrótce. Kilka lat temu otrzymała dyplom „Bachelor of Arts” Uniwersytetu w Adelajdzie. To był najszczęśliwszy dzień jej życia. Niewiele jednak brakowało a zapłaciłaby za to swoim małżeństwem. – Mój mąż zabronił mi studiować po pierwszym roku uniwersytetu, więc studiowałam w sekrecie, gdy przebywał w Coober Pedy. W końcu dał za wygraną. i sam mnie woził na wykłady – opowiada. – Uczyłam się między dziesiątą wieczorem a drugą, trzecią nad ranem, po wypełnieniu moich obowiązków żony i matki. Znajomi myśleli, ze zwariowałam.

Jej zamiłowanie do opali pozostało jednak do dziś. Dzięki wykształceniu biedna i zahukana Zofia przerodziła się w businesswoman. Zajmuje się handlem opalami, wciąż szuka nowych rynków zbytu. – Dotychczas jeszcze nie wylądowałam w więzieniu, lecz mój małżonek przepowiada, że to się kiedyś stanie, gdy mu opowiadam o moich przygodach z celnikami. Często wszystko robię jak trzeba, lecz czasami wypełnianie kwestionariuszy okazuje się nad moje siły, wtedy szukam innych sposobów. Tak było w Brunei, gdzie poleciałam na zaproszenie ministra handlu. Gdy celnik zapytał czy mam alkohol lub narkotyki do zadeklarowania odpowiedziałam, że mam tylko to i pokazałam mu torbę z nieszlifowanymi opałami. Nie był zainteresowany, machnął ręką na znak, że mogę przejść...

* * *

Australia dostarcza ponad 90 procent światowej produkcji opali, a z tego 86 procent pochodzi z Południowej Australii. Andamooka, Cober Pędy, Mintabie i Lambrina, to cztery główne osady wydobywające opal w Południowej Australii. Opale wydobywa się również w Lightning Ridge i White Cliffs w Nowej Południowej Walii oraz w Winton w Quinsland.

Zobacz też: Z Martyną i ekipą TVN w Australijskim Outbacku


Lidia Mikołajewska

Fot. Stan Guziński


Poleć ten artykuł znajomemu | zobacz co słychać na forum
Copyright © Przegląd Australijski 2004-2011