Przegląd Australijski
Image Map

Strona
główna
Australia
z oddali
Świat Tubylców
Australijskich
Wędrówki
kulinarne
Piórem,
Pędzlem i...
„Panorama”
- miesięcznik
Ostatnia aktualizacja: 29.12.2012

Wysłuchiwanie zwierzeń

kwiecień 2008

Będziemy podejmowali starania dotarcia do Polaków w Australii


Wysłuchiwanie zwierzeń („La porte ouverte") jest programem społecznym, realizowanym w Warszawie od 6 grudnia 2005 roku. Celem programu jest niesienie pomocy ludziom samotnym lub odczuwającym samotność poprzez bezpośredni kontakt "TWARZA W TWARZ" z drugim człowiekiem. Tym człowiekiem, który słucha jest WOLONTARIUSZ, charakteryzujący sie życzliwym stosunkiem do rozmówcy, umiejący słuchać, nie krytykujący i nie ingerujący w treść i przesłanie rozmowy.

www.wz.org.pl

Daniel Truszkowski - artysta malarz o wszechstronnych zainteresowaniach. Stosuje technikę olejną. Organizator i uczestnik plenerów i wystaw indywidualnych i zbiorowych. Działacz i członek zarządu Mazowieckiego Towarzystwa Kultury i Stowarzyszenia Marynistów Polskich. Za działalność artystyczną otrzymał wyróżnienia i nagrody od Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego RP.

Panie Danielu, współpracuje Pan z wieloma organizacjami i klubami. Z kim ostatnio?

- Współpracuję z pięcioma organizacjami, wszystko to w ramach pracy społecznej,. A w tym aktualnie z dwoma grupami twórczymi: tzn. Mazowieckim Towarzystwem Kultury i Stowarzyszeniem Marynistów Polskich. Poza tym udzielam się w Samorządzie Praga – Południe oraz, jako wolontariusz, przy realizacji programu ,,Wysłuchiwania Zwierzeń” (rodzaj telefonu zaufania, tylko w sposób bezpośredni, na dyżurach), z grupą o nazwie (dawniej VOX Humana), obecnie Towarzystwo Przyjaźni Polsko – Francuskiej, w Warszawie. Program rozwija się przy naszej pomocy, również w innych miastach Polski oraz poza granicami kraju wśród Polaków na emigracji.

Czy Program ten obejmuje też Polaków, którzy wyemigrowali do Australii i czy miał Pan z nimi kontakt? Jeśli tak to jaki?

- Dotychczas nie mamy kontaktów ze środowiskiem Polaków, którzy wyemigrowali na dłuższy, krótszy lub na stały pobyt do tego kraju. Ale jesteśmy otwarci całym sercem na taką współpracę. Będziemy podejmowali starania dotarcia do Polaków w Australii. A obecna próba bezpośredniego dotarcia po raz pierwszy, jest tego dowodem.

Poniżej podam kilka adresów kontaktowych do naszej grupy (centrum) - naszej strony internetowej. www.wz.org.pl , na której jest przedstawiony temat w sposób wyczerpujący. Można się tu dowiedzieć kim jesteśmy, co robimy i jaki jest zespół osób realizujących program W.Z.

A poza tym podam adresy email do osób z którymi można się kontaktować, w celu otrzymania niezbędnych informacji dla potrzeb tworzenia, już tu w Australii klubów i punktów spotkań ,,Wysłuchiwania Zwierzeń”. Z naszych obserwacji wynika, że poza granicami kraju są one jeszcze bardziej potrzebne jak tu w Polsce. Praca naszego zespołu odbywa się na zasadach wolontariatu. Dajemy osobom potrzebującym swój czas i siebie bezinteresownie. Bo przecież zgodnie z dewizą ,,człowiek jest tyle wart ile potrafi dać siebie innym”.

  • aldonagawecka@poczta.onet.pl
  • szewczyk.janina@wp.pl
  • echalasinska@autograf.pl
  • daniel.truszkowski@op.pl

Tak więc zachęcam i serdecznie zapraszam do współpracy osoby, którym los ludzki nie jest obcy i spełniają predyspozycje do podjęcia się tego zadania.

Od jak dawna Pan maluje? Czy to jest ta najważniejsza sprawa w Pana życiu?

- Moja przygoda z malarstwem rozpoczęła się w 1967 r. w szkole średniej. Tam miałem szczęście spotkać wspaniałą osobę, historyka sztuki i pedagoga. Panią prof. Marię Dworak, która posiadała szeroką wiedzę i umiejętność przekazania tej wiedzy, na temat historii sztuki w ogóle i sztuk plastycznych. A w tym rysunku, malarstwa, stosowania różnych technik i środków wyrazu. I od tej pory zacząłem podejmować próby doskonalenia się w tym kierunku, bo wydało mi się ważne.

I jeśli chodzi o hierarchię w moim życiu, to zajmuje ta sprawa miejsce na równi np.: z wolnością, zdrowiem i w ogóle życiem, więc myślę, że jest to sprawa bardzo ważna.

Jaki rodzaj malarstwa Pan uprawia?

- Zajmuję się malarstwem sztalugowym w szerokim tego słowa znaczeniu. Preferuję malarstwo w technice olejnej, ze względu na duże możliwości twórcze, efekt wyrazu i trwałość prac. Maluję: pejzaże, architekturę, sceny rodzajowe, martwą naturę i portret.

Ma Pan olbrzymi dorobek artystyczny. Czy mógłby Pan dokonać podsumowania i powiedzieć ile miał Pan wystaw indywidualnych? Która z nich była dla Pana najważniejsza i dlaczego?

- Dorobek artystyczny stworzył się niepostrzeżenie, jak gdyby sam, w czasie tej mojej aktywności twórczej. Ja tylko starałem się coś robić i być aktywny, bo przecież aktywność to prawdziwe życie. W swoim dorobku mam między innymi, około dziesięciu wystaw indywidualnych w różnych galeriach i salach wystawowych. Do każdej wystawy ma się stosunek emocjonalny i trudno tu którąś wyróżnić. Bywało, że wernisaże tych wystaw odbywały się w szczególnie uroczysty sposób, przy dobrej oprawie, z udziałem środków masowego przekazu, wśród licznego grona przyjaciół. Jest to każdorazowo duże przeżycie dla autora

Jakie wystawy zbiorowe uważa Pan za ważne? Ile było tych wystaw?

- Jeśli chodzi o wystawy zbiorowe, to w większości, brałem lub biorę czynny udział przy organizacji, ze względu na sprawowanie przewodnictwa w grupach. Tak jak to się dzieje obecnie w Mazowieckim Towarzystwie Kultury, w ramach pracy społecznej z grupą, i dawniej przy współpracy z klubem Twórczości „ŻAR”, w okresie czterech lat. Zdarzało się to również, w Stowarzyszeniu Marynistów Polskich. Myślę jednak, że w szczególny sposób zapadają w pamięć wystawy konkursowe, w tym konkretnym przypadku, konkursowa ogólnopolska w Bibliotece Narodowej w Warszawie w 2003r, kiedy to zostałem wyróżniony nagrodą i dyplomem, po raz pierwszy przez Ministra Kultury. Ogólnopolski konkurs plastyczny w klubie „ŻAR”, którego byłem pomysłodawcą, autorem pełnej dokumentacji i organizacji konkursu. W sumie tych wystaw zbiorowych, z moim udziałem, odbyło się około trzydziestu w ciągu czterdziestu lat.

Ponad rok temu otrzymał Pan odznakę Honorową ,,Zasłużony dla kultury Polskiej”. W jakich to było okolicznościach?

- W 2007 r otrzymałem honorową odznakę ”Zasłużony dla Kultury Polskiej” od Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego, na wniosek Mazowieckiego Towarzystwa Kultury, którą wręczono mi oraz pozostałym uhonorowanym, w Muzeum Łazienki Królewskie w Ermitażu w Warszawie.

W Pana notce biograficznej znalazłam informacje o współpracy z Muzeum Tyflologicznym w Warszawie i wystawie zorganizowanej w jego Bibliotece Centralnej w roku 2002. Czy to stała współpraca?

- Od 2000 do 2004 roku współpracowałem z Klubem Twórczości „ŻAR” Polskiego Związku Niewidomych i Osób Niedowidzących. W tym okresie utworzyłem tam strukturę organizacyjną sekcji plastycznej z luźno istniejących w klubie członków, o zainteresowaniach plastycznych, która w tym stanie działała w okresie czterech lat. Jako opiekun tej grupy miałem w swoich obowiązkach miedzy innymi organizacje wystaw dla grupy, które odbywały się w różnych miejscach , również w Bibliotece Centralnej, Muzeum Tyflologicznego w Warszawie w 2002r. Miałem przyjemność być tam powtórnie w 2003r. i po raz kolejny zaproszono mnie w 2007.r. Ale nie ma to charakteru stałej współpracy.

Z którą grupą jest Pan najsilniej związany emocjonalnie (Maryniści, Miłośnicy Mazowsza)???

- Więcej czasu poświęcam współpracy z grupami twórczymi, a najbardziej z Mazowieckim Towarzystwem Kultury i sekcją plastyczna, której przewodniczę. Przy okazji zajęć z sekcją plastyczną, w M.T.K. zorganizowałem sekcję fotograficzną w 2006r, z osób zajmujących się ta tematyką, której jestem członkiem. Sekcja działa od dwóch lat. Rok temu przewodnictwo i opiekę, nad sekcją fotografików przekazałem koleżance z sekcji, ze względu na nadmiar zajęć i ciągły brak czasu.

Słyszałam, że maluje Pan zawsze mając w pobliżu maskotkę słonika na szczęście? Skąd się wziął słonik?

- Tak. Słonik, jako symbol przysparzający SZCZĘŚCIA ludzkości.... Myślę, że może nie powinienem rozwodzić się tutaj bardzo na ten temat, ponieważ mogę spłoszyć to SZCZĘŚCIE. Skoro o tym mówimy... To było to tak. Mój obecny słonik, trafił w moje ręce bardzo pokaleczony. Walcząc gdzieś w bojach o szczęście dla ludzkości, a w tym również swojej opiekunki Hani. Pracując usilnie, zapobiegliwie i wytrwale, znosząc czasami trudy i nie łatwe warunki bytowe - wręcz nie do wytrzymania! Napierały na niego silne żywioły! w czasie licznych wojaży - czego wtedy nie mógł ani przewidzieć, ani uniknąć i aż stracił swoje pół ucha i obydwa kły; które poturlały się gdzieś w przestrzeni globu ziemskiego.

Po takich oto przejściach, sytuacjach i stanie, pewnego lata w Cichym koło Zakopanego na plenerze, trafił w moje ręce jako dar serca. I od tej pory mieszkamy razem pod jednym dachem, wspominając tamte dzieje. Kły dorobiłem mu z zapałek, a ucha nie mogłem, no trudno...

Nad czym pracuje Pan obecnie?

- W takich oto warunkach pracuję obecnie, nad pięcioma obrazami na raz dla urozmaicenia pracy. Różna jest ich technika i tematyka są to: pejzaże, architektura, portret i kwiaty.

Jakie są Pana plany na przyszłość?

- Jeśli chodzi o moje plany na przyszłość, to nie są one zbyt odległe lub wygórowane. Pragnę najbardziej móc więcej malować, w zamkniętej swojej pracowni, gdzie w spokoju i ciszy można by odciąć się od tej zwykłej prozy życia, zapominając o wszystkich problemach i niedostatkach, nękających ludzi tego świata, zarówno tu w Polsce w Azji czy w Afryce, w tym moich. Chociaż bardzo lubię te wszystkie moje działania obok malarstwa, jako społecznika i wolontariusza, ale w obecnym okresie, efekty takiej pracy przychodzą coraz trudniej. Ale powinniśmy być zapatrzeni w przyszłość z optymizmem.

Dziękuję za rozmowę i życzę Panu spełnienia się wszystkich planów i zamierzeń w tym namalowania serii następnych wspaniałych obrazów.

Rozmowę przeprowadziła Jurata Bogna Serafińska


Poleć ten artykuł znajomemu | zobacz co słychać na forum
Copyright © Przegląd Australijski 2004-2011