Poemat o don Dogu i pięknej Kotce

(pierwsze siedem ballad)

Prolog – czyli Ballada Trubadura

Kto śpiewa dzisiaj jak trubadur –
Oblicze smętne ma i drżące,
Łzy roni z siłą wodospadu
I marzy na zielonej łące?

To nasz bohater – don Dog Bury,
Co się zakochał w pięknej Kotce –
W Kotce, co ostre ma pazury.
Czy zwiedzie Doga na manowce?

Pazury zdobne są lakierem,
Oczy wytuszowane mocno.
Kotka zwodniczą ma manierę
Lecz Dog śni o niej porą nocną.

Śnią mu się jej ogromne oczy,
Widzi we śnie jej małe uszka.
Kto tak don Doga zauroczył,
Że nie pomogła nawet wróżka?

Śnią mu się włosy Kotki długie,
Śnią mu się łapki Kotki miękkie.
Chce być wybranym – choć na sługę,
Bo z dala od niej – serce pęknie.

Ach! Gdyby Kotka wiedzieć mogła
Co czuje serce w dodżej piersi –
Nie byłaby psia dola podła.
Dla niej więc śpiewa swoje pieśni.

O płocha Kotko – rzuć przesądy,
Odrzuć kaprysy swojej rasy!
Spójrz – jaki z Doga piękny blondyn,
Przystojny amant pierwszej klasy!

O piękna – odrzuć zabobony!
Czy Dog cię kochać nie jest godzien?
Czy z niewłaściwej przybył strony?
Spójrz – pod twym oknem śpi – na mrozie!

Waruje wiernie i przytomnie
I serenadę chce zaszczekać.
A słowa – nie zapomnij o mnie
Płyną jak jego marzeń rzeka.

O Kotko – wyjdź do swego Doga,
On pragnie wszystkim być dla ciebie!
Tylko tyś sercu jego droga
Z tobą on będzie w siódmym niebie.

Przyjmij kokardę na swe uszko,
Bitą śmietankę skosztuj słodką,
Podaj mu łapkę, nie tup nóżką –
Bądź jego marzeń piękną Kotką!

Kotką wyśnioną, ukochaną,
Kotką na wspólną dalsza drogę...
Don Dog rozmarzył się i stanął –
Kotka prychnęła –nie, nie mogę!

Więc śpiewa odtąd Dog – trubadur,
Oblicze drżące ma i smętne.
Łzy roni z siła wodospadu
I w studni się przegląda z lękiem.

A Kotka? Jej przewrotność harda?
Cicho się skrada na psią łąkę.
I choć wolałaby geparda,
Że o tygrysie tu nie wspomnę –

To jednak Doga chce zobaczyć.
Przyjmie kokardę i śmietankę.
Trudno – wygląda on inaczej
Niż kot – lecz będzie z nim nad rankiem.

Tu zakończyła się ballada
O Dogu oraz Kotce płochej.
Fantazja, gra słów i przesada?
I barwnych marzeń także trochę!

Porwanie płochej Kotki

Znów stroskanego widać Doga.
Wszak był szczęśliwy ze swą Kotką?
Czy jakaś tkwi tutaj przestroga?
Nie wszystko się układa słodko?

Grzmot nieszczęść nagłych – tak gwałtownie,
Podła intryga, knuta zdradziecko.
Nie pozostało nic oprócz wspomnień.
Don Dog zapłakał, jak małe dziecko.

Lecz co zdarzyło się pięknej Kotce?
Dlaczego nie jest przy Doga boku?
Czy można wierzyć szeptanej plotce –
Straciła miłość, szczęście i spokój?!

Kotka lubiła strzelać oczami
I drażnić Doga swym powodzeniem,
By się obawiał losu odmiany,
By bał się solo zostać na scenie.

I przesadziła w zabawie płochej,
Spod rzęs zerkając na pana Żbika.
Chciała pobawić się tylko trochę,
A teraz przez to – łzy słone łyka.

Żbik razem z braćmi najechał Doga,
Porwał koteczkę w koszulce nocnej.
Zabieram Kotkę, bo jest mi droga
Rzucił Dogowi swe słowa mocne.

Kotka płakała, machała łapką –
Ratuj mnie, ratuj – Dogu kochany!
Dla Żbika będę tylko zabawką,
On mi nałoży zmartwień kajdany!

Żbik zamknął Kotkę w baśniowej wieży.
Tam dni jej w smutku i żalu płyną.
Na swym szezlongu stroskana leży
I marzy aby uciec przed zimą.

Bo Żbika powrót – zapowiedziany.
Wróci z wyprawy w zimy początku.
Więc Kotka bada więzienia ściany –
Lecz wszystkie mocne są – bez wyjątku.

Don Dog drużynę zbiera dogową.
Pragnąłby odbić swą Kotkę miłą.
Przekupstwem działa oraz namową,
Chce ją odebrać po męsku – siłą.

Może mu uda się eskapada,
Może odbije swą pannę Kotkę.
Nie mówi o tym jeszcze ballada
Czy zakończenie gorzkie czy słodkie.

My się możemy jednak spodziewać –
Powróci Kotka z Dogiem do domu.
Już szumią o tym przydrożne drzewa.
Porwanie Kotki – po co to komu?

Przygotowania do wyprawy don Doga

Don Dog drużynę zebrał dzielną –
Dwóch braci, trzech dalszych kuzynów
I dwóch zaciężnych. Z wielka werwą
Zabiera się do dalszych czynów.

Proporzec z Kotki wizerunkiem,
Dwie halabardy, trzy oszczepy,
Toporek i proca ze sznurkiem...
Armatę wziąć by było lepiej!

Nie ma armaty – jest za droga,
Nie będzie też noktowizora.
Nie jest zasobny portfel Doga,
Gdy na wydatki przyszła pora.

Przygotowania jednak trwają.
Śpieszyć się trzeba, bo czas płynie.
Żbik nie ucieknie – to nie zając.
Po Kotkę wróci prędko – w zimie.

Drużyna w ciepłych kamizelach,
Prowiant na drogę spakowany.
Na wymarsz – dobry dzień – niedziela.
I szybki marsz do wieży bramy.

Już widać jest więzienie Kotki,
Już widać wieżę – smutną, ciemną.
W przydrożnych karczmach słychać plotki
, Pytania – czy nie nadaremno

Cała drużyna dzielnie kroczy?
Nie do zdobycia zda się wieża.
Tak szepcze cicho chór proroczy,
Lecz don Dog zdobyć ją zamierza!

Marzenia o zwycięstwie don Doga

Don Dog wzrok podniósł mocno w górę –
Zobaczyć pragnie ukochaną.
Widzi Koteczki włoski bure
I nosek jej za kraty ramą.

Ach moja Kotko wytęskniona!
Zakrzyknął Dog potężnym głosem –
Uwolnią cię moje ramiona –
Musi się znaleźć jakiś sposób!

To scena, tak jakby z „Romea”.
Koteczka Julia na balkonie?
Czy don Kichota – Dulcynea?
Co będzie w następnej odsłonie?

To będzie bitwa – wielki turniej.
Don Dog swe męstwo chce okazać.
Jeżeli wygra – wtedy utnie
Złowieszczym plotkom – głowę płaza.

Jeżeli wygra? Wygrać musi!
Nie ma innego wyjścia zatem.
Obiecał swojej słodkiej Trusi –
Swojej Koteczce – wczasy latem.

Wtedy, gdy jeszcze byli razem –
Chcieli wyjechać gdzieś daleko.
Cieszyć się baśni krajobrazem
Za siódmą górą, siódmą rzeką.

A więc – do dzieła panie Dogu!
W okienku widzisz swą królewnę.
Wzmocnij się, zjedz parę pierogów –
Niech twe zwycięstwo będzie pewne!

Pojedynek don Doga z dowódcą wojsk Żbika

Don Dog do walki wreszcie ruszył.
Proporzec z wizerunkiem Kotki
Powiewa nad nim, głaszcze uszy,
Przybliża owoc szczęścia słodki.

Lecz przeciwnikom się wydaje,
Że to Lwa portret na obrazku.
Lew ma królewskie obyczaje –
Obróci wieżę w kupę piasku!

Padł strach na wierne sługi Żbika –
Co robić – z królem walki nie ma?!
Dowódca baszty więc łzy łyka,
Wie, że przegrany dostał temat.

Honor zachować jednak trzeba,
Bo Żbik też księstwem możnym włada.
Dowódca patrzy w przestwór nieba
(przy jego boku przodków szpada).

Na pojedynek wzywa Doga.
Zwycięzca będzie obwołany –
Wolna dla niego będzie droga,
Otworzą mu się wszystkie bramy.

Don Dog, co Lwa ma na sztandarze –
Zwycięzcą oczywiście będzie,
Fortuna szczęście mu okaże,
Przeciwnik potknie się na błędzie.

Słychać oklaski i wiwaty,
Krzyki radosne – to Wiktoria!
Więc walkę zakończymy na tym,
Do Lwa wyślemy zaś memoriał!

Wszystko przebiegło zgodnie z planem!
Dowódca żbiczy w pyle leży.
Ma dwa siniaki nad kolanem –
A Dog ma klucze od bram wieży!

Żołnierze wzięli się za bary,
Lecz dobry przykład biorąc z góry –
Jak kazał im obyczaj stary –
Za broń obrali swe pazury!

Nikt więc nie zginął w wielkiej walce.
Trochę siniaków i zadrapań,
Poobijane mocno palce
I jedna wywichnięta łapa.

Drużyna Doga zwyciężyła!
Wielką Wiktorię otrąbiono!
A sprawy taki będzie finał –
Kotka zostanie Doga żoną!

Chwile szczęścia po walce

Dog walczył, jak przystał, dzielnie.
Pobite leżą sługi Żbika.
Wszystko się działo w wielką pełnię –
Miesiąca promień mrok przenikał.

Koteczka w łapki klaszcze miękkie,
Wysuwa mordkę w pocałunku.
Za chwilę ciężka krata pęknie –
Więc nastał koniec już frasunków?

Jeszcze się trochę będzie droczyć –
Ach! Czemu to tak długo trwało?
Wypatrywałam swoje oczy,
Lecz z baszty widać bardzo mało!

Dlaczego marznąć tu musiałam
W tej małej celi poza światem?
Ach! Słuszna mnie spotkała kara –
Poprawię się od dzisiaj zatem!!!

Don Dog, szczęśliwy, objął Kotkę.
Chcieli powrócić w swoje strony.
Okrągłym, tajemniczym spodkiem
Zabrał ich dziwny stwór zielony.

Mówili bracia – uważajcie,
Bo nie wiadomo, o co chodzi.
Może to galaktyczne najście
Kosmitów na świetlistej łodzi.

Lecz Kotce spodek się podobał.
Ach! Lećmy nim kochany Dogu!
Zielona przy sterach osoba,
A lody dają już od progu!

Galaktyczny rekwizyt

Spodek okazał się fałszywy.
To były Żbikownika czary,
Żbiczego stryja, który dziwy
Wyprawiał różne, choć był stary.

Żbikownik dumę czuł rodową.
Pomoc w potrzebie dla bratanka,
Gdy dał mu na to swoje słowo –
To pewnik, żadna niespodzianka.

Pracował kiedyś w filmach akcji,
Wiedział gdzie leżą rekwizyty.
Więc stworzył galaktyczny nastrój –
Chociaż grubymi nićmi szyty.

Kotka się łatwo dała skusić,
Dog nie odstąpił jej na chwilę.
Jak na obiedzie u mamusi –
Bezpiecznie czuli się i mile.

Aż nagle – co to? Portret Żbika?
Co robi tutaj ten porywacz?
Ach! Zgroza Kotkę już przenika,
Gdy całą prawdę tę odkrywa.

Jesteśmy uwięzieni w spodku,
Żbikownik nas tu zaczarował!
A ja myślałam, ze to plotka,
Co mądra mi mówiła sowa!

Ach! Kto nas uratuje teraz?
Dog duma – co też mógłby zdziałać?
Może zadzwonić do premiera?
Prosić o wsparcie – czołgi, działa?

Lecz gdzie telefon, gdzie komórka?
Wypadła gdy do spodka wsiadał.
A gdzie przyjaciół wiernych czwórka?
Czy wiedzą, że w spodku jest zdrada?


Wróć do spisu wierszy