KATHARSIS

Kto leciał ponad Ziemią, pomimo zmęczenia
I ciężar ponad siły dźwigał niewidoczny,
Kto marzył, że już wreszcie w spokoju odpocznie,
Ale nie miał zamiaru zaprzestać tworzenia?

Smutny pejzaż wieczorny, opary na bagnach,
Brak światła, by w zeszycie spisać nocne zjawy…
Na koniec wybaczenie – karharsis dla Mistrza.

W sumie – cała historia przedziwna i nagła,
Finał dziwny lecz w swojej dziwności ciekawy
I postać, co w promieniach srebrzystych… najwyższa…

Kto leciał raz ostatni do swojej przystani…
W której czekała jego szlafmyca wieczysta –
(I … tylko Margot z własnej woli tutaj przyszła)
Ten przekroczył, nie wiedząc, strumień Letą zwany.

(Z tomiku wierszy: „Behemoty”)


Wróć do spisu wierszy