Przegląd Australijski
Image Map

Strona
główna
Australia
z oddali
Świat Tubylców
Australijskich
Wędrówki
kulinarne
Piórem,
Pędzlem i...
„Panorama”
- miesięcznik
Ostatnia aktualizacja: 29.12.2012

Głód


Faux – pas albo Święty Mróz


Zima 1952. Bułeczka ma już cztery i pół roku. Mieszka razem z rodzicami i bratem w Zalasku pod Warszawą. Wszyscy są już zmęczeni czekaniem na przydział mieszkania w stolicy. Panowie (ojciec i brat Bułeczki) codziennie jeżdżą kolejką do Warszawy do pracy, wieczorem wracają bardzo późno. Bułeczka może z nimi porozmawiać i pobawić się tylko w niedziele i święta. Całe dnie spędza tylko z matką, która od najwcześniejszych lat budzi w niej lęk.

Na Święta Bożego Narodzenia tatuś przynosi zaproszenie na „choinkę” organizowaną przez zakład pracy. Jadą wszyscy – tatuś, dorosły brat, mamusia i Bułeczka. W domu zostaje tylko Lama i Milusia czyli pies i kot. Bułeczka ma na sobie błękitną aksamitną sukienkę, w tym samym kolorze i odcieniu kokardę w blond loczkach i białe, ciepłe rajtuzy.

Najpierw jest część artystyczna, którą Bułeczka podziwia siedząc wygodnie na kolanach swego tatusia. Potem nadchodzi punkt centralny imprezy – czyli wręczanie dzieciom prezentów. Prezenty wręcza koło choinki Dziadek Mróz przebrany za Świętego Mikołaja, a może odwrotnie. Bułeczka ma problemy z zapamiętaniem właściwego nazewnictwa.

Święty Mróz czy też Dziadek Mikołaj wywołuje Bułeczkę. Bułeczka biegnie po prezent, odbiera go i pędzi szybko z powrotem na swoje miejsce na kolanach tatusia. Sadowi się jak zwykle tyłem, nie odwracając się za siebie. Patrzy na matkę i brata i widzi ich dziwne uśmiechy. Dziwny uśmiech maluje się też na twarzy tatusia, siedzącego między nimi. Jak to – tatuś jest przed nią – przecież ona siedzi na kolanach… Bułeczka odwraca się szybko za siebie, zeskakuje i ucieka bardzo zawstydzona. Przez jakiś czas siedziała na kolanach u zupełnie obcego pana, który miał takie same spodnie jak tatuś i podobnie jak on przytrzymywał ja za sukienkę. Jak mogła nie zauważyć różnicy, czy jest aż taką gapą?

To była pierwsza towarzyska gafa małej Bułeczki, z której nie wynikało zresztą nic złego. A jednak te scenę Bułeczka zapamięta na całe życie. Dlaczego? Może już nigdy potem nie czuła się tak bezpieczna jak przed swoją pierwszą omyłką?

Czy może w tym krótkim epizodzie były zakodowane wszystkie późniejsze błędy, jakie miała popełnić? Kodu do tajemnicy nikt nie złamał, więc nawet jeżeli była jakaś tajemnica przed którą los chciał ostrzec małą Bułeczkę – ostrzeżenie do niczego się nie przydało? A może? Niczego nie można być pewnym w stu procentach.


Powrót

Poleć ten artykuł znajomemu | zobacz co słychać na forum
Copyright © Przegląd Australijski 2004-2011