Przegląd Australijski
Image Map

Strona
główna
Australia
z oddali
Świat Tubylców
Australijskich
Wędrówki
kulinarne
Piórem,
Pędzlem i...
„Panorama”
- miesięcznik
Ostatnia aktualizacja: 29.12.2012

Głód


Panna młoda


Czerwiec 1967 rok. Główny Urząd Statystyczny. Wielka sala, gdzie opracowuje się dokumenty. Treść koduje się tu za pomocą liczb. W GUS-ie to nowość. Peerelowska era przedkomputerowa. Na każdym biurku dwie maszynki do liczenia tak zwane kręciołki. Maszynki liczą po wybiciu działania i zakręceniu korbką. Towarzyszy temu duży hałas. W czasie kiedy maszynka hałasując liczy – wybija się następne działanie na drugim kręciołku.

Bogna liczy na kręciołkach, tak jak jej koleżanki ale myślami jest gdzie indziej. Za trzy dni jej ślub. Ślub, który bierze po roku narzeczeństwa, wbrew woli swojej rodziny. Nie może myśleć o niczym innym. Nie będzie wesela, przyjęcia, białej sukni, życzeń, prezentów ani gości. Ale to niepotrzebne, nieważne. Ten dzień i noc poślubna – to wszystko czego pragnie. A potem? Potem jest nieistotne. Potem świat może wylecieć w powietrze.

Bogna jest nienowoczesna. Do szczęścia potrzebny jest jej nie tylko kochający mężczyzna, ale mężczyzna, który będzie jej własnością – mężczyzna własny i legalny. Taki, który będzie stale obok niej, przy którym będzie miała pewność wspólnych nocy. Do tej pory jeszcze ani razu nie spędziła z narzeczonym całej nocy. Nie było warunków ani środków aby te warunki stworzyć. Dotychczas były tylko szybkie ukradkowe spotkania. Bogna ma jednak bujną wyobraźnię. Lubi sobie wyobrażać, że są razem, nie muszą się śpieszyć. I on wchodzi w nią powoli, mocno i zdecydowanie, pieszcząc jednocześnie wszystkie te miejsca, które tego pragną. Ze słowami miłości Bogna zetknęła się dotychczas tylko w romansach i w czasie seansów filmowych. Nie umie ubrać w słowa tego co odczuwa. Wie tylko, że jest to najwspanialsze doznanie za które mogłaby oddać wszystko. Wie, że chciałaby to robić jak najczęściej i jak najdłużej. Jest zachwycona faktem, że narzeczony zna jej potrzeby lepiej od niej samej. Na tym etapie wydaje się jej, że on wie po prostu wszystko. Jest jakby namiastką boga. To odczucie zaciąży bardzo na jej dalszym życiu. Ale teraz Bogna jeszcze o tym nie wie. Teraz jej radość i szczęście nie mają granic.

To czego pragnie – stanie się właśnie za trzy dni. Bogna czuje się silna, czuje, że mogłaby dokonać rzeczy wielkich. Jakich? Tego jeszcze nie wie, o tym teraz nie myśli. Najchętniej wzięłaby jakąś olbrzymią tubę i wykrzyczała swoje szczęście na cały świat.

W to wielkie szczęście nikt poza nią chyba nie wierzy. Koleżanki w czasie przerwy śniadaniowej szepczą coś po kątach. Bogna nie zna ordynarnego żargonu – nie rozumie więc dlaczego mówią ciągle na temat jakiegoś zatrucia nabiałem i dlaczego tak bardzo je to śmieszy.

Wchodzi kierowniczka.

– No to kiedy nadejdzie ten Pani szczęśliwy dzień? – zwraca się do Bogny.

- Za trzy dni – odpowiada, czerwieniąc się Bogna.

Nie zwraca uwagi na to, że pytanie było wypowiedziane z przekąsem.

– Wobec tego proszę złożyć w kadrach podanie o urlop okolicznościowy – mówi kierowniczka, uśmiecha się i wychodzi.

– Urlop okolicznościowy – dwie doby pełnego szczęścia – myśli Bogna i zapomina o wszystkim, również o tym, że jest teraz w pracy.


Powrót

Poleć ten artykuł znajomemu | zobacz co słychać na forum
Copyright © Przegląd Australijski 2004-2011