Przegląd Australijski
Image Map

Strona
główna
Australia
z oddali
Świat Tubylców
Australijskich
Wędrówki
kulinarne
Piórem,
Pędzlem i...
„Panorama”
- miesięcznik
Ostatnia aktualizacja: 29.12.2012

Orbita światła


Rozdział 1: Odliczanie – dzień pierwszy


Był jesienny, deszczowy poranek. Wiktoria obudziła się z zapuchniętymi od płaczu oczami i od razu uświadomiła sobie wydarzenia dnia wczorajszego, wydarzenia, które przytłoczyły ją ciężarem swej nieuchronności.

– A więc dzisiaj zaczyna się pierwszy samotny dzień – pomyślała.

Nie było budzącego ją zwykle miękkiego, ciepłego dotyku. Nikt nie poprosi już o to aby zrobiła śniadanie i nie będzie asystować w kuchni podczas gotowania. Wczoraj – właśnie wczoraj odszedł przyjaciel, z który spędziła ostatnie, trudne czternaście lat. Przyjaciel, na którego zawsze mogła liczyć, który był jej bezgranicznie oddany, interesował się wszystkim co robiła i pomagał w najtrudniejszych momentach… Nie, to nie był mężczyzna, to nie był człowiek, ani przybysz z innej planety, nie była to też postać urojona. Był istotą innego rodzaju – uosobieniem piękna, harmonii, gracji i zdrowia. Jednak tylko do czasu. Dwa lata temu poważnie zachorował. Wiktoria sprowadzała najlepszych lekarzy i nie żałowała pieniędzy na kuracje. Sterydy, kroplówki, odpowiednia dieta… Leki pomagały, ale tylko przez pewien, krótki okres. Potem nie było już ratunku… To stało się tutaj, w miejscu, które wydawało się być bezpiecznym domem, a będzie już teraz tylko pustym mieszkaniem.

Życie toczy się dalej – przypomniał się jej stary slogan.

– Trzeba mimo wszystko zacząć dzień i wstać. – Wiktoria mówi do siebie głośno, chyba po to żeby zmusić się do wykonania pierwszego ruchu.

Śniadanie, poranna toaleta, zakupy w sklepie, powrót do miejsca, w którym nikt nie czeka. Smutek, żal, poczucie bezradności, niechęć do jakiegokolwiek działania. Nagłe skojarzenie – w komputerze jest niedokończony artykuł. Trzeba skończyć i wysłać do redakcji. Po otwarciu komputera ukazuje się nieznany folder. Szybkie skanowanie na obecność wirusa daje wynik negatywny.

– Więc co to jest? Skąd się wzięło? Nikt nie miał przecież dostępu…Nikt?... Nie to niemożliwe… Może wcale się jeszcze nie obudziłam – myśli Wiktoria – a to, co widzę jest po prostu snem.

Jednak nic na to nie wskazuje. Wszystko jest zupełnie normalne, obrzydliwie normalne, tylko ten folder…

– A może znalazłam się w innym, alternatywnym świecie. Nie, gdyby już jakaś siła przeniosła mnie do świata równoległego to chyba w konkretnym celu, chyba nie po to abym nadal była sama.

Wiktoria nie może nadążyć za swymi gorączkowymi myślami…naczytała się ostatnio przeróżnych rozważań na temat tajemniczego kamienia ognia, określanego w czasach starożytnych jako szem-an-na, mfkt, manna, rajski kamień; w średniowieczu nazywanego kamieniem filozoficznym, feniksem, Lapis Elixir; a dziś definiowanego przez naukowców przemysłu kosmicznego mianem ORME. ORME czyli monoatomowe złoto może mieć związek z zaginaniem czasoprzestrzeni, a to prowadzi do teleportacji i światów równoległych, do Królestwa Orbity Światła, Równiny Szar-On do Pola mfkt, do wszystkich tych tajemnic odkrywanych teraz na nowo, a znanych już przed tysiącami lat w starożytnym Egipcie, którego uczeni wiedzieli, że świat nie składa się z atomów ale z wibracji. Koty uznawano tam wtedy za istoty święte. Przecież Bóg Re bywał przedstawiany w postaci Kota triumfującego.

– Czy to wszystko nie jest ze sobą jakoś powiązane – Kot triumfujący, wirujące w tę samą stronę pary elektronów, nektar i ambrozja bogów olimpijskich i kamień ognia, a właściwie wzniosły kamień ognia? – myśli Wiktoria.

- Jak mam to rozstrzygnąć skoro nie wiem nawet czy to wszystko dzieje się naprawdę. Może jeszcze śpię, a może po prostu zwariowałam. To się przecież też zdarza. Może zdarzyło się właśnie mnie? Nie mogę nawet zapytać o radę. Nie mam już kogo.

W tym momencie Wiktoria rozkleiła się i zaczęła płakać. Natychmiast jednak uświadomiła sobie, że musi być silna. Nie może się poddać, a co ważniejsze – nie chce się poddać. Jest sama ale będzie walczyć o wszystko na czym jej jeszcze zależy.

– Dość już teoretycznych rozważań – postanawia – muszę po prostu otworzyć ten tajemniczy folder, przekonać się co zawiera. Ktoś, kto przeznaczył go dla mnie, miał w tym jakiś ważny cel i musiał zadać sobie niemało trudu. Może po zapoznaniu się z nim zrozumiem lepiej samą siebie, może znajdę nowe siły? Może przeniosę się w przeszłość?

I Wiktoria myśląc o tym, co było kiedyś, przeniosła się jakby naprawdę w czasie o wiele lat wstecz. Miała takie wrażenie, że ogląda wielowątkowy, kolorowy film, w którym gra jedną z głównych ról. Widzi siebie i swojego męża Kota, takimi, jacy byli prze laty. Wszystko jest niby takie samo ale przyprawione odrobiną dystansu, gorzkiej wiedzy, żalu, że to tylko filmowa projekcja wspomnień. Najdziwniejsze jednak było to, że widziała również sceny w których nigdy nie brała udziału i słyszała wypowiedzi osób, których rzeczywistym, realnym świecie słyszeć nie mogła.

Kiedyś… kiedyś wydawało się Wiktorii, że rozumie mężczyzn, a zwłaszcza tego jednego – swojego męża. To przekonanie było spotęgowane faktem, że od początku istnienia związku – bezbłędnie odnajdywali siebie – w łóżku. Poza łóżkiem nie mieli wiele wolnego czasu. Codziennie rano pędem do pracy, po pracy jakieś zakupy, obiadokolacja, kąpiel (często wspólna) – i łóżko w przenośni i dosłownie. Nie starczało czasu nawet na obejrzenie filmu w TV. Wiktoria często dopiero po przyjściu do pracy malowała się i robiła porządek z włosami. Mąż Kot – ubierając się w wielkim pospiechu założył kiedyś jej bluzkę o męskim koszulowym kroju. Dopiero koledzy w pracy zauważyli, że guziki zapinają się nie na tę, co trzeba stronę i że Kot wybrał się na ważną, resortową konferencję w damskiej bluzce zamiast w zwykłej męskiej koszuli.

I tak żyli sobie szczęśliwie, ciesząc się sobą i seksem, aż… No właśnie, zawsze jest jakieś aż.

A więc, kiedy po kilku latach, opadły już trochę emocje i uniesienia – Wiktoria zapragnęła znowu czytać, chodzić do opery, poznawać nowe miejsca. Natomiast jej mąż Kot marzył tylko o tym aby odizolować się od ludzi we własnym mieszkaniu.

– My house is my castle – to było jego ulubione powiedzenie i najchętniej potraktował by je dosłownie wykopując fosę i budując zasieki.

Genialnym z tego punktu widzenia posunięciem Kota okazało się kupno działki rekreacyjnej w środku niedostępnego lasu. Wiktoria nie była tym zachwycona, ale nie mogła przecież pozwolić aby jej Kot jeździł tam sam. Działka okazała się pułapką z ciężkim łańcuchem. Trzeba tam było stale jeździć, doglądać, pilnować, ogrodzić teren, postawić chałupkę, siać, grabić, podlewać… Zajęć było tyle, że nigdy nie udawało się zrobić wszystkiego. Za to Kot miał swoją Wiktorię na wyłączność – działka znajdowała się bowiem na odludziu i dojazd do niej był wyjątkowo trudny.

Wiktoria nie podejrzewała wtedy podstępu ze strony Kota. Ale wiele lat później doszła do wniosku, że to jednak był podstęp. Bardzo chytry podstęp zazdrosnego Kota, który zresztą zemścił się w przyszłości najbardziej na nim samym. Tylko, co z tego, że Wiktoria o tym wie? Ta wiedza się jej już do niczego nie przyda. Nie będzie znowu zakochaną osiemnastolatką. Nie spotka po raz drugi swego Kota. A może? Przecież tak naprawdę niczego nie możemy być pewni…

Czas wreszcie przejrzeć pliki w folderze.


Powrót

Poleć ten artykuł znajomemu | zobacz co słychać na forum
Copyright © Przegląd Australijski 2004-2011