Przegląd Australijski
Image Map

Strona
główna
Australia
z oddali
Świat Tubylców
Australijskich
Wędrówki
kulinarne
Piórem,
Pędzlem i...
„Panorama”
- miesięcznik
Ostatnia aktualizacja: 29.12.2012

Orbita światła


Rozdział 2: Tajemniczy folder – plik I Genesis


Pamiętam, że na początku widziałem i czułem światło, a może wyszedłem ze światła, albo nim byłem… Potem zrobiło się ciemno, właściwie czarno. Ta czerń była głęboka, aksamitna i zupełna, zawierała w sobie wszystko. Nagle, nie tracąc niczego ze swej zupełności – zmieniła się w czerwień – bardzo jaskrawą, mieniącą się czerwień, a następnie w śnieżną biel. W tej bieli dojrzałem jednak czerwone światło lampki. Ale w następnej chwili lampkę zastąpił deszcz świetlików, potem wszystko przesłonił dym… Dym się rozwiał i wtedy zobaczyłem najważniejszą i najwspanialszą rzecz we wszechświecie… To okropne, ale nie umiem tego opisać. Wszystko działo się zbyt szybko, bym mógł zapamiętać szczegóły, w ułamkach sekundy, albo tak mi się wtedy wydawało. Może naprawdę mijały całe wieki, tysiąclecia, epoki…Pamiętam tylko świetlisty blask złota i powtarzające się głośne, dźwięczące, spiżowe słowa.

– „Siódmy poziom egzystencji”.

Potem była bezpieczna, ciepła, tętniąca, syta rzeczywistość fizycznego istnienia. Moje ego było jakby przytłumione, moje myślenie spowolnione. Cały organizm, zaprogramowany do wielkiej regeneracji i przemiany. Nie pamiętam już gdzie byłem przedtem i kim byłem (chociaż jeszcze niedawno to wiedziałem), nie zdążyłem pomyśleć o tym kim teraz będę. Została mi jednak świadomość cykliczności następujących po sobie światów czy epok.

Tutaj jestem tak długo, jak sięga moja świadoma pamięć, a może dużo dłużej. Jest mi dobrze. Ktoś się mną troskliwie opiekuje – przytula, karmi, ogrzewa. Aż nagle – jakaś siła wyrzuca mnie gwałtownie do innej rzeczywistości. Brak mi tchu i całym ciałem czuję ostre, rażące światło i przejmujące zimno. Przerażony, leżę bez ruchu. Jestem zbyt słaby i bezradny, by uciekać albo się bronić. Nie widzę. Jestem zdany całkowicie na nieznane mi, obce siły.

- Ale brzydactwo – słyszę głos – może lepiej się go pozbyć?

- No nie, jest przecież zamówiony, na skórkę…– pomęczysz się z nim najwyżej dwa tygodnie – to głos drugi, niższy od poprzedniego. – Mówią chyba o mnie.

Dni mijają. Jestem głodny. Moja mama gorączkuje i ma mało pokarmu. Zaczynam jeść samodzielnie, z miseczki. Już widzę. Odróżniam kolory. Głosy ciągle narzekają, że jeszcze nikt mnie nie zabiera, a sprawiam tyle kłopotów i powoduję dodatkowe, niepotrzebne koszty.

Rozglądam się wokół. Usiłuję się zorientować gdzie jestem. Za oknami sosny, wewnątrz pomieszczenia jakieś piły i stosy desek. Dużo pyłu. Brudno. Głosy należą do zatrudnionych tu istot. To wyrobnicy. Nie ma wśród nich uczonych filozofów, kapłanów, władców. Nie prowadzą dyskusji filozoficznych. Ich rozmowy dotyczą spraw pospolitych. Ich sposób jedzenia jest odrażający, mowa – prymitywna i wulgarna. Mam takie wrażenie jakby cywilizacja i kultura cofnęły się, zamiast rozwinąć. Może cofnąłem się w czasoprzestrzeni?... Tak mało pamiętam…

Mojej pięknej, ciepłej, szarowłosej mamy już nie ma. Dzisiaj rano pobiegłem, jak zwykle, do jej posłania – było puste. Coś się stało. Coś okropnego. Wiem, że nie zostawiła by mnie samego, nie z własnej woli.


Powrót

Poleć ten artykuł znajomemu | zobacz co słychać na forum
Copyright © Przegląd Australijski 2004-2011