Przegląd Australijski
Image Map

Strona
główna
Australia
z oddali
Świat Tubylców
Australijskich
Wędrówki
kulinarne
Piórem,
Pędzlem i...
„Panorama”
- miesięcznik
Ostatnia aktualizacja: 29.12.2012

Orbita światła


Rozdział 4: Tajemniczy folder – plik II Exodus


Nie jestem tu bezpieczny. Głosy żałują mi mleka, rzucają we mnie dla zabawy ciężkimi butami. Wczoraj nie zdążyłem uskoczyć i mam teraz opuchnięty pyszczek, a kiedy go zamykam – jeden ząbek zostaje mi na zewnątrz. Jak będę zdobywać pożywienie? Nie jest dobrze. Muszę coś zrobić. Może jest gdzieś ktoś, kto na mnie czeka, komu jestem potrzebny, trzeba go tylko odnaleźć. Wychodzę przez niedomknięte drzwi tartaku do lasu. Nikt mnie zresztą nie pilnuje. Moi prześladowcy śpią po posiłku, który popijali jakimś płynem z brudnej butelki. Coś widzę, w oddali, niewyraźnie. To coś, czego nie znam. Biegnę, jak mogę najszybciej. Muszę sprawdzić, co to takiego. Może to pojazd wysłany po mnie z mojego dawnego świata. Jakiego świata? Niewiele pamiętam. Ile jest tych światów? Nie, teraz nie ma czasu na myślenie. Wszystko ma swój czas. To czas działania. Biegnę. Tylko to jest teraz ważne.

Małe pomieszczenie na kołach. W środku siedzi na fotelu jakaś istota z jasnymi, długimi włosami. Nie jest podobna do mnie, ale coś mnie do niej ciągnie. Drzwiczki są uchylone. Wskakuję, wącham. Ładnie pachnie – tak jakoś bezpiecznie. Siedzę cichutko obok jej nóg i zastanawiam się, co dalej. Nagle, od strony tartaku, nadchodzi druga istota – widzi mnie.

– Jak chcesz mieć kota, to go trzymaj – mówi.

- Jak to mieć? Mieć kota?

Z wrażenia wyprężyłem się do granic wytrzymałości. No tak, zapomniałem, przecież jestem teraz kotem. Kotem ale nie rzeczą. Dlaczego nikt nigdy nie pyta czego ja chcę? Ale teraz to nieważne! Teraz właśnie wiem, że chcę być jej! Dlaczego nie odpowiada? A może mnie wcale nie chce? Może powinienem uciekać? Z nadmiaru emocji czuję się, jak sparaliżowany. Nie mogę nawet ruszyć łapką.

Istota z długimi włosami bierze mnie na ręce – sadza sobie na kolanach, przygląda mi się i mówi – (niestety nie do mnie, dlaczego? Czy myśli, że ja nic nie rozumiem? Ale ważne jest to, co mówi):

– Jeśli nie ucieknie przez trzy dni, będzie nasz.

To brzmi, jak muzyka.

– Nie ucieknę – przecież to ciebie cały czas szukałem – krzyczę w myślach, a ona dotyka ręką mojej łapki i całuje mnie w pyszczek.

Druga istota wsiada. Pomieszczenie zaczyna kołysać się i warczeć – i – jedziemy – dokąd? Nieważne, ważne jest tylko to, co się przed chwilą stało – jestem jej, a ona jest moja. Mam swoją panią. Nikt i nic już tego nie zmieni. Poczułem to, kiedy mnie przytuliła.

Trzy dni byliśmy w naszym małym domku w lesie. Jeden raz wskoczyłem na drzewo i wtedy moja pani zaczęła krzyczeć i płakać. Zrozumiałem, że się o mnie boi, więc zaprzestałem takich zabaw. Przez te dni jadłem to samo, co państwo i spałem razem z nimi na kołdrze (bardzo miękkiej, wełnianej kołdrze), a nie na zimnej podłodze, jak dotychczas. Ale co będzie po trzech dniach? Pani zapakowała mnie do torby i zaciągnęła suwak. Trochę mnie to niepokoi. Miauczę pytająco, aby jej uświadomić, że to mi się nie podoba. Pani otwiera lekko suwak, głaszcze mnie leciutko po pyszczku i mówi.

– Nic się nie bój Borysku – jedziesz do swojego domu. Nie mam tu koszyka, więc musisz podróżować w tej torbie.

Borysku – powiedziała do mnie Borysku – mam swoje imię, jestem kimś.

Imię – to takie ważne aby je mieć i aby było odpowiednie do osoby. Pani nosi piękne imię zwycięskiej Wiktorii. Pan na imię niezbyt do niego pasujące, więc pani czyli Wiktoria nazywa go od dawna Kotem. Od teraz jest nas troje – Pani czyli Wiktoria, Pan czyli Kot i ja czyli Borys.


Powrót

Poleć ten artykuł znajomemu | zobacz co słychać na forum
Copyright © Przegląd Australijski 2004-2011