Przegląd Australijski

Strona
główna
Australia
z oddali
Świat Tubylców
Australijskich
Wędrówki
kulinarne
Piórem,
Pędzlem i...
„Panorama”
- miesięcznik
Ostatnia aktualizacja: 29.12.2012

Opowiadanie


Biurowe romanse i australijskie sny


Czasami tak się dziwnie dzieje, że dwie osoby myślą o sobie jednocześnie w tym samym czasie, ale nie są w stanie (a może nawet już nie chcą) się porozumieć. Tak było z Edwardem i Gabrielą.

Edward od lat starał się trzymać swoje emocje na wodzy. Nie wchodził w bliższe związki, a do seksu podchodził jak do sportu. Dawno temu postanowił, że nie pozwoli sobie nigdy na to aby zapanowało nad nim uczucie. Nie i koniec. Jest silnym facetem, a przynajmniej za takiego chce uchodzić. Nie będzie się rozczulał ani nad sobą ani nad innymi. Kobiety? Tak, ale na jego warunkach.

Kwitnąca dżakaranda

Gabriela zawsze starała się wszystko analizować. Może dlatego, że miotały nią uczucia i namiętności. Musiała jakoś zapanować nad własnymi emocjami. Jeśli podobał się jej dany mężczyzna zaczynała widzieć w nim chodzący ideał i brała własne marzenia za rzeczywistość.

Tak było w przypadku Edwarda, właściciela firmy w której pracowała. Zachwycało ją wszystko – jego głos, wygląd, spojrzenie, nawet te krótkie urywane zdania wygłaszane na przydechu.

Najbardziej ze wszystkiego jednak podobało się jej to, że Edward dzwonił co parę dni i pytał czy może przyjść na herbatę z konfiturami.

Starała się nie myśleć o nim jako o mężczyźnie i potencjalnym kochanku, ponieważ początkowo z jego strony nie było widać chęci do zalotów.

– Widocznie lubi ze mną rozmawiać ze względu na moją inteligencję – tłumaczyła sobie Gabi i wzdychała. – Może to i lepiej niż gdyby chciał się ze mną kochać – dodawała w myślach, starając się znaleźć jakieś pocieszenie.

Nagle, po pół roku znajomości okazało się, że Edward jest jednak zainteresowany, bardzo zainteresowany i to nie tylko walorami umysłowymi Gabrieli.

Nie robił by chyba przez całe pół roku starań aby mnie do siebie przekonać, gdyby chciał się tylko ze mną przespać – myślała gorączkowo. – Czyżby darzył mnie uczuciem? Namiętność plus przyjaźń i współpraca – to chyba nawet więcej niż miłość, albo właśnie to jest miłość – ekscytowała się.

Gabriela uwierzyła, że tak właśnie jest, prawdopodobnie dlatego, że bardzo tego pragnęła.

Potem było kilka namiętnych spotkań, które zaczynały się zawsze od tego, że Edward zdzierał z niej ubranie. Uprawiali ostry seks. Rozmów było coraz mniej i Gabrieli zaczynało tego brakować. Myślała, że z czasem wszystko się ułoży.

– Musimy się siebie nauczyć – powtarzał Edward. I było to jego jedyne zdanie wypowiedziane w całości. – Ale jak on to wypowiadał – zachwycała się Gabriela.

Po miesiącu amant zniknął. Przepadł nie wiadomo gdzie i na jak długo.

Gabi tęskniła i czekała.

Najpierw sądziła, że zachorował, że spotkało go coś złego, potem, że uwiodła go inna kobieta, a może mężczyzna?

Po jakimś czasie zmieniła zdanie i doszła do wniosku, że Edward ją testuje i sprawdza czy będzie umiała czekać. Umiała. Przegoniła dwóch potencjalnych kandydatów do bliższej znajomości.

Sytuacja nie ulegała zmianie. Edward się nie odzywał. Przysłał tylko list, w którym było, wystawione na Gabi, upoważnienie do reprezentowania firmy.

W tym samym czasie jeden z kontrahentów firmy wspomniał coś o tym, że Edward planował wyjazd do Australii.

– Pojechał beze mnie, po prostu uciekł – jęknęła w duchu Gabriela, która całe życie marzyła o takiej podróży. Nie zapytała o nic więcej. Nie chciała plotek. Współpracownicy myśleli, że to ona wie najwięcej o szefie. Była przecież jego zastępczynią i oficjalnie miała jego pełne zaufanie. O ich stosunkach prywatnych nie wiedział nikt. Rzadko zdarza się aby udało się utrzymać tajemnicę tego typu, ale tak było właśnie w tym przypadku.

Od tego czasu Gabi miała australijskie kolorowe sny. Widziała w nich Edwarda jak zwiedza wielkie przestrzenie Antypodów i robi zdjęcia magicznych kamieni, kopców termitów, dziwnych aborygeńskich rysunków, strusi, kangurów i dziobaków, a także kwitnących drzew dżakarandy i eukaliptusów…

Potem śniły się jej te fotki. Postać Edwarda była na nich jakaś niewyraźna, nigdy nie było widać jego twarzy. Na przedostatniej z fotek widziała tylko zarys postaci na tle czerwonych wydm, a na ostatniej była już tylko pusta wydma.

Po pewnym czasie Gabriela zaczęła postrzegać Edwarda zupełnie inaczej niż na początku znajomości. Przypomniały się jej jego błędy językowe, nieporadne wypowiedzi, spłoszone spojrzenie i brak konsekwencji w działaniu. Co mnie właściwie w nim tak zachwyciło? Zastanowiła się i postanowiła przeanalizować sprawę.

–To wszystko przez to, że byłam przekonana o jego uczuciu do mnie. – wydedukowała. Gdyby był mój – byłby dla mnie najmądrzejszy, najprzystojniejszy i najbardziej inteligentny. Ale skoro nie jest mój – to widzę ostro i wyraźnie, że jest po prostu sprytnym fałszywym dwulicowcem i obrzydliwym tchórzem, który nie umiał mnie docenić ani nie miał odwagi spojrzeć mi w oczy i powiedzieć o wyjeździe.

Po tej analizie Gabi poczuła się o wiele lepiej.

Nie przyszło jej nawet do głowy, że w tym samym czasie Edward (który wcale nie wyjechał do Australii) bił się z myślami i namiętnymi pragnieniami. Rzeczywiście był typem, który nie chciał się wikłać w trwałe związki. Bał się tego, że kobieta na której mu zależy, może go zdominować. Poza tym unikał zawsze kobiet inteligentnych. Wolał takie, którym było łatwo imponować.

Teraz też topił swoją frustrację zadając się z panienkami z agencji, które wyśpiewywały mu chórem – „Tu jest moje niebo nie chcę mieć innego”…

Poza tym chodził na siłownię, ponieważ wyczytał w jakimś modnym piśmie, że macho (za jakiego chciał uchodzić) musi mieć wyrzeźbione mięśnie.

Najgorsze, że nie mógł przestać myśleć o Gabrieli. Wracała w snach. Widział ją niewyraźnie, jakby była bardzo daleko wśród egzotycznej flory i fauny. Chciał do niej podejść, robił wysiłek aby się zbliżyć i… oddalał się coraz bardziej. A właściwie to oddalała się Gabriela. Potem zniknęła. Śniły mu się już tylko same wyludnione pejzaże pozbawione wody i roślinności, najczęściej czerwone wydmy. Odczuwał silne pragnienie.

Pewnego razu sen był wyraźniejszy i Edward dostrzegł pasaż miejski, a na nim trzy posążki świnek, z których jedna piła wodę stojąc na dwóch łapach. Dziwne, że nie mógł dostrzec ani jednej postaci ludzkiej. Chciał napić się wody, ale nie mógł ruszyć się z miejsca. Obudził się zlany potem.

– Co to jest?, Chyba tracę zmysły. – przeraził się. A może to jakieś ostrzeżenie?

Starał się przeanalizować sytuację w jaką sam się wpędził, chciał rozdzielić sprawy prywatne od służbowych i sprowadzić całą tę sytuację do wymiaru wyłącznie profesjonalnego, ale i tu napotykał na kłopot. Gabriela była dobrym współpracownikiem. Nawet za dobrym, bo kilka razy zauważyła jego błędy. Przy niej musiałby się starać – cały czas, nie byłoby taryfy ulgowej. To niewygodne i stresujące.

A jednak tęsknił do jej dotyku, spojrzenia, pieszczoty, do wielkich uniesień i do ostrego seksu, którego nie unikała pomimo swojej kruchości i delikatności. Doszło do tego, że on – Edward, silny mężczyzna nie wiedział, co ma zrobić. Sam nie mógł w to uwierzyć.

– Co ja najlepszego robię – wyrzucał sobie. Jak długo Gabi jeszcze będzie czekać? Co o mnie myśli? Przecież w końcu uzna mnie po prostu za świra i nie odbierze nawet mojego telefonu. Stracę za jednym zamachem kochankę, przyjaciółkę i współpracownika…

Tak myślał ale niczego nie robił aby zmienić sytuację. Na dodatek wypowiedział nieopatrznie, a proroczo – brzemienne w skutkach słowo „świr”. Czasami nie zdajemy sobie sprawy z mocy słów przez nas wypowiadanych. Tak było w tym wypadku.

Właśnie w tym czasie, kiedy Edward zastanawiał się co robić i czy w ogóle coś robić – Gabriela otrząsnęła się ostatecznie ze swego zauroczenia. Zadzwoniła do przyjaciółki i powiedziała –

– Wreszcie uświadomiłam sobie, że w ostatnim czasie miałam do czynienia z totalnym świrem. Przez wiele miesięcy byłam jak oczarowana czy może opętana. Ale już znowu jestem sobą, chociaż jest mi smutno. Jestem WOLNA!

– OKI – odpowiedziała przyjaciółka. Jak będziesz miała jakiekolwiek wątpliwości powiedz sobie tylko głośno słowo „świr”. To pomoże. A może chciałabyś oderwać się od smutnych wspomnień i pojechałabyś ze mną na wielką i daleką wyprawę? – dodała tajemniczo.


Jurata Bogna Serafińska

Warszawa, 17.III.2010


Powrót

Poleć ten artykuł znajomemu | zobacz co słychać na forum
Copyright © Przegląd Australijski 2004-2011