Przegląd Australijski
Image Map

Strona
główna
Australia
z oddali
Świat Tubylców
Australijskich
Wędrówki
kulinarne
Piórem,
Pędzlem i...
„Panorama”
- miesięcznik
Ostatnia aktualizacja: 29.12.2012

Dzwoń do Alojzego!

styczeń 2007

Trawę skosić? Dziurę w płocie załatać? Z kranu kapie? Komputer szaleje? Dzwoń do Alojzego!


Alojzy Runiewicz

Na łamach „Panoramy" czytamy ostatnio tekst reklamowy zatytułowany „Polacy Polakom”, a w nim oferta nie do odrzucenia: świadczenie wzajemnych usług po możliwie najniższych kosztach.

Pomysłodawcą i wykonawcą tego przedsięwzięcia jest Alojzy, czyli p. Alojzy Runiewicz. To taka „skrzynka”, „punkt kontaktowy”, który gromadzi adresy i telefony wszystkich potrzebujących oraz tych, którzy pomóc bliźniemu chcą i potrafią.

Do kogo właściwie jest kierowana ta oferta?

– Najkrócej mówiąc do tych wszystkich, którzy potrzebują pomocy i do tych, którzy potrafią jej udzielić. Nie jestem pewny ilu Polaków mamy w Adelaide. Jedni twierdzą, że 8 tysięcy, drudzy że 15 tysięcy. Jeżeli krakowskim targiem ustalimy, że jest nas 10 tysięcy, to i tak jest nas dość dużo i warto podjąć wysiłek, który niedawno przyszedł mi do głowy w – zajemnej sąsiedzkiej pomocy. Z tą ofertą zwróciłem się do p. Grażyny Ścieżki i sprawę przedyskutowaliśmy. Pani Grażyna zaakceptowała pomysł, i to ona zaaranżowała prezentowanie tej informacji zarówno na swoich comiesięcznych, środowych spotkaniach w Centralnym Domu Polskim, jak i na łamach „Panoramy".

Skąd taki pomysł?

– Jest wśród nas, adelajdzkiej Polonii, duża i ciągle rosnąca grupa osób, którzy potrzebują pomocy w prostych wydawałoby się sprawach. Najczęściej są to starsi, samotni ludzie, którzy już nie potrafią poradzić sobie z pewnymi pracami i nie stać ich na profesjonalne, coraz droższe, usługi. Na przykład naprawę cieknącego kranu, czy ustawienie programów w nowo nabytym telewizorze i innym sprzęcie audio-wizualnym. Tu niezbędna jest fachowa pomoc, by nie zepsuć drogiego sprzętu i maksymalnie wykorzystać jego potencjalne możliwości. Są wśród nas tacy, którzy potrafią to robić, a tym samym pomóc sąsiadowi. Idea jest taka, że ten, kto tej pomocy może udzielić, mieszka blisko potrzebującego. Tu od razu wyjaśnienie: to co robię, czynię społecznie. Natomiast ci, którzy dokonują rozmaitych usług, nie robią tego darmo. Pokrywają sobie koszty transportu, materiałów i pobierają niewiele ponad to. Zasada jest tylko taka, że wykonują swoją usługę znacznie taniej, niż wyspecjalizowane firmy, których jakość usług pozostawia czasem wiele do życzenia, a kłócić się z nimi, dochodzić swoich racji po angielsku, bywa, jest trudne lub niemożliwe z powodu słabej znajomości języka angielskiego wśród niektórych Polaków.

Wydaje mi się, że najłatwiej znaleźć tych, którzy pomocy potrzebują, ale skąd wziąć pomocników?

– Ależ oni są wśród nas! Ja sam jestem inżynierem elektronikiem z wykształcenia i chętnie podejmuję się naprawy sprzętu elektronicznego i komputerów. Więcej nawet: gotowy jestem te komputery składać z części i je sprzedawać bardzo tanio, czyli praktycznie po kosztach własnych. Będą one miały nawet gwarancję 30 dni.

To ciekawa oferta, bo coraz więcej osób ze starszego pokolenia, by ułatwić sobie kontakty z bliskimi rozsianymi po świecie, kupuje komputery i uczestniczy w kursach, żeby umieć je obsługiwać.

– Pytasz gdzie takich pomocników znaleźć? Wielu z nas, którzy zakończyli działalność zawodową, posiada to co najcenniejsze: wiedzę, umiejętności i doświadczenie w różnych profesjach. Wielu ma sporo czasu, z którym często nie wiedzą co zrobić. Spędzają samotnie czas przed telewizorem i nie wykorzystują tego, czego uczyli się przez całe aktywne życie. To prawda – niektóre osoby cierpią na dolegliwości, które uniemożliwiają jakąkolwiek aktywność zawodową, ale większość dysponuje zdrowiem i sprawnością. Jeśli mają oni jeszcze iskierkę życia w kościach nie powinni gnuśnieć, ale starać się zrobić coś dobrego dla innych świadcząc rozmaite usługi. Wszystkim chcę przypomnieć jedną najważniejszą rzecz: człowiek jest częścią społeczeństwa i naprawdę dobrze czuje się w grupie. Każdy, choćby podświadomie, chce czuć się potrzebny i mieć satysfakcję. Przy tej okazji można także nawiązać nowe znajomości i przyjaźnie. Ale rzecz dotyczy nie tylko emerytów. Każde sprawne ręce i głowy znajdą coś dla siebie. Dlatego oczekuję na zgłoszenia także młodszych Polaków, którzy chcą i potrafią pomóc, a przy okazji trochę dorobić. Taki przykład: dzwoni do mnie pani, która potrzebuje kogoś, kto pomaluje jej pokoje w domu. I od razu mówi: – a ja potrafię to i to. Też chętnie pomogę! Druga grupa, jak sądzę znacznie większa, to ci, którzy potrzebują różnych, codziennych usług. Będą oni do mnie dzwonić i przeze mnie otrzymywać usługę kogoś, kto najbliżej mieszka, by drożejący transport był jak najtańszy. Proszę zwracać się do mnie we wszystkich problemach. Mam nadzieję, że na większość znajdziemy tanie rozwiązanie.

Twoja oferta pojawiła się na łamach „Panoramy" kilka miesięcy temu. Kiedy jak kiedy, ale przed świętami wielu chyba potrzebowało pomocy?

– Zgadza się. Muszę jednak powiedzieć, że jakkolwiek akcja ta jest jeszcze w embrionalnym stanie rozwoju, to jednak udało mi się pomóc pewnej liczbie osób rozwiązać ich problemy. Chodziło między innymi o pomalowanie szafki w kuchni, o naprawienie kranu, przyklejenie kilku odpadających kafelków w łazience, umycie okna, wypranie i powieszenie w nim firanki, uruchomienie DVD...

Dziękuję za rozmowę i życzę powodzenia w tym zbożnym celu.

– Mam nadzieję, że wszystko nam się uda. Chciałbym, żeby Polacy, tak samo jak inne społeczności etniczne, Chińczycy czy Wietnamczycy, stanowili dobrze zorganizowaną grupę mogącą sobie wzajemnie pomóc.


Rozmawiała: Lidia Mikołajewska


Poleć ten artykuł znajomemu | zobacz co słychać na forum
Copyright © Przegląd Australijski 2004-2011