Przegląd Australijski
Image Map

Strona
główna
Australia
z oddali
Świat Tubylców
Australijskich
Wędrówki
kulinarne
Piórem,
Pędzlem i...
„Panorama”
- miesięcznik
Ostatnia aktualizacja: 29.12.2012

Bal Debiutantek

Panorama, październik 2004

O balu, którym każdy się zachwycał i każdy chwalił



Bal Debiutantek to zwyczaj angielski. Niegdyś dorastające dziewczęta z tak zwanych dobrych domów matki wprowadzały na ich pierwszy dorosły bal w życiu. To znaczyło, że panna była do wzięcia...

Dziewczęta wprowadzano na salony, by poznawały chłopaków z towarzystwa. To były po prostu kandydatki na żony. To był niegdyś faktycznie arystokratyczny zwyczaj, ale w Australii jest on bardzo powszechny. W każdym mieście i w mieścinie nawet organizuje się takie bale. W naszym polonijnym środowisku debiuty odbywały się co roku. Ale teraz coraz mniej dziewcząt zgłasza się do tej imprezy. Ostatni Bal Debiutantek w Adelajdzie odbył się trzy lata temu – powiedziała nam Ewa Gruszka w tekście zatytułowanym „Będzie wielki bal”.

I ta impreza, przez dziewczęta i ich matki długo oczekiwana, odbyła się w Centralnym Domu Polskim w Adelaide.

Jak tu opowiedzieć o balu, którym każdy się zachwycał i każdy chwalił? Nawet Lord Mayor Adelaide, Mr Michael Harbison wraz z małżonką Kate Harbison, nie szczędzili słów uznania dla polskiej gościnności i urody polskich dziewcząt. Może ktoś powie: — „uprzejmi byli”. I pewnie będzie to prawda. Ale czy którykolwiek polityk albo urzędnik państwowy z czystej tylko uprzejmości będzie się bawił do północy, a nawet dłużej?

A tak właśnie było. W sobotę, 28 sierpnia 2004 roku.

To pamiętna data dla czternastu dziewcząt, które uczestniczyły w Balu Debiutantek, ich rodzin, przyjaciół i znajomych. Duża sala Centralnego Domu Polskiego w Adelajdzie zmieściła tego wieczoru ponad 500 gości. Honorowym gościom, państwu Harbison, prezentowano czternaście tegorocznych debiutantek.

Pannom towarzyszyli chłopcy w mundurach z okresu Księstwa Warszawskiego, tancerze z Zespołu Pieśni i Tańca „Tatry”. W towarzystwie ułanów, swoich partnerów, dziewczęta podchodziły do honorowych gości, którym towarzyszyła pani Ewa Gruszka, i oddawały im piękny ukłon. Dziewczęta miały okazję do wymiany zdań, do krótkiej rozmowy z państwem Harbison.

Ogromne wrażenie na zaproszonych gościach zrobił polonez w wykonaniu naszej młodzieży, ćwiczony przez wiele tygodni pod kierunkiem Joasi i Marka Trepów. Poloneza Wojciecha Kilara, który skomponował go do filmu „Pan Tadeusz” tańczyły dziewczęta ubrane w białe, długie, eleganckie suknie, do tego długie, atłasowe rękawiczki. Na głowach najnowocześniejsze, ale bardzo eleganckie i szykowne fryzury. Dookoła słychać było też wymowne westchnienia: — „jaka to szkoda, że współczesne chłopaki ułańskich mundurów już nie noszą”... I niech to westchnienie wystarczy za całą prezentację naszych młodych ułanów...

Dziewczęta i chłopcy prezentowali się naprawdę znakomicie!

Dźwięki poloneza rozlegały się tego wieczoru dwukrotnie. Tańczyli go także rodzice dziewcząt. Debiutantka prosiła do tańca swojego ojca, a jej partner – matkę dziewczyny. A potem cała sala tańczyła walca... To jest nasz adelajdzki zwyczaj wprowadzony przez Ewę i Jerzego Gruszków kilkanascie lat temu.

Michael Harbison i Ewa Gruszka

— Bardzo ważne jest utrzymywanie i pielęgnowanie swojej narodowej kultury — powiedział Michael Harbison. — Wszyscy zyskujemy na wielokulturowości w Australii. Dla mnie, jako Anglika, niesamowite jest, że w Rzymie, na papieskim tronie, zasiada Polak, który reprezentuje tę kulturę, którą widzę teraz w Centralnym Domu Polskim... Piękny wieczór, piękne dziewczyny... Jestem naprawdę zaszczycony, że jestem z wami.

Wielu bywalców debiutanckich balów podkreślało, że tegoroczny był wyjątkowy. Dlaczego? Nie każdy potrafił odpowiedzieć Dlatego pozwólcie na osobistą opinię.

Otóż uważam, że Bal Debiutantek roku 2004 udał się wspaniale dlatego, że członkowie komitetu Tatr, którzy to wszystko zorganizowali i przygotowali, to bardzo prężny, znakomicie współpracujący ze sobą zespół ludzi, którym zależy na tym, by czegoś dobrego dla adelajdzkiej Polonii dokonać. Jego członkowie potrafią, gdy zajdzie taka potrzeba, uszyć zasłony, zwolnić się na jeden dzień z pracy, by udekorować salę, przygotować ją na przyjęcie gości...

A ponadto, o czym przecież wszyscy wiedzą, nie szczędzą wysiłku i trudu, by naszą Polonię rozsławiać swoim tańcem i śpiewem w Australii i na świecie.


Lidia Mikołajewska


Poleć ten artykuł znajomemu | zobacz co słychać na forum
Copyright © Przegląd Australijski 2004-2011