Przegląd Australijski
Image Map

Strona
główna
Australia
z oddali
Świat Tubylców
Australijskich
Wędrówki
kulinarne
Piórem,
Pędzlem i...
„Panorama”
- miesięcznik
Ostatnia aktualizacja: 29.12.2012

A liczy się przecież „Dobry Adres”…

listopad 2006

Pewnego dnia…do drzwi starej kamiennicy z początku XX-go wieku, położonej w interesującym punkcie dużego portowego miasta, puka światowa oraz pewna siebie Ewa Grossman z Nowego Jorku...


Ola Niewiadomska – Dorota i Piotr Utnicki - Waldek

Jolanta Ratuszyńska - Ewa

Ku zdziwieniu obecnej właścicielki, 25 letniej Doroty - jest zaintersowana natychmiastowym jego kupnem. Jest to historia o transakcji, przeplatana wspomnieniami o jej poprzednich lokatorach, ich zawikłanych dolach i tajemniczych kolejach losu, przypominająca wydarzenia z historii powojennej Polski. Pani Grossman oferuje kwotę 300 tys. zł gotówką. Dlaczego jej zależy na właśnie tym mieszkaniu? Co kryje się w murach tej starej kamiennicy? Na te pytania odpowiada sztuka „Dobry Adres”.

W dniach 21 i 22 października 2006 roku, na scenę sali Teatru The Parks Community Centre w Angle Park w Adelajdzie powróciła ponownie współczesna sztuka gdańskiego poety i dramatopisarza Władysława Zawistowskiego, pod tytułem „Dobry Adres”.

W lekko zmienionej obsadzie, reżyser Teatru Starego w Adelajdzie, Ewa Leśniewska przygotowując z wielką determinacją i wiarą w dojrzałość swojego zespołu, stworzyła po raz kolejny fenomenalny nastrój oraz oryginalną atmosferę podczas przedstawienia.

Fabuła spektaklu była bardzo interesująca, a warto podkreślić, że znaczną rolę w sztuce „Dobry Adres” grało aż pięciu debiutantów, którzy brawurowo przekazali widzom teatru realia polskiej ziemi z tamtych lat. Każdy spośród aktorów zagrał akuratnie z oryginalną ekspresją, nie zniekształcając istniejących postaci.

Sukces tej sztuki to głównie zasługa debiutanta jowialnego Piotra Utnickiego - swawolnego Waldemara Drewicza, który w głównej roli utrzymuje rytm i rozbawia swoim rozwichrzonym przekonaniem o ukrytym skarbie w murach kamiennicy.

Obok naturalna i młodzieżowa gra kolejnej debiutantki – Olimpii Niewiadomskiej w roli młodej Doroty, utrzymuje nowoczesny charakter w sztuce, a wręcz bajeczna intonacja Jolanty Ratuszyńskiej w roli Ewy Grossman dodaje klasy i kuriozalnego tonu całej opowieści.

Sceniczne trio: doświadczenia Jolanty, kreatywność Piotra i Olimpii to zderzenie w stu procentach trafione, przemyślane i z pożytkiem dla lekkości formy w jakiej przekazana została niełatwa treść.

Główni bohaterowie sztuki, na pytanie - Co wniosła w ich życie sztuka “Dobry Adres” i jakie miała znaczenie? – odpowiadają:
Piotr Utnicki - Waldek

– Dla mnie ta sztuka oznaczała powrót do czystej wymowy języka ojczystego. Rola w tej sztuce przypomniała mi część polskiej historii o której słyszałem tylko w dziadkowych opowieściach.

Ola Niewiadomska – Dorota

– Sztuka „Dobry adres” była moim debiutem na deskach sceny teatralnej. Rola Doroty to wspaniałe doświadczenie i wielka przygoda. Sztuka jest współczesną komedią ze szczyptą historii Polski, którą częściowo pamiętam z mojego dzieciństwa a częściowo z opowieści rodziców i dziadków.

Jolanta Ratuszyńska - Ewa

– Postać Ewy Grossman, kobiety biznesu, nie była łatwą rolą do zagrania, dlatego iż, jest przeciwieństwem mojej osobowości. W moim prywatnym życiu pomogła mi stłumić moje emocje i spontaniczność co jest moją prawdziwą naturą, a ja wolę siebie taką i myślę, że otoczenie też. A może to już czas w moim życiu na powagę i skupienie i być może na biznes?.

Na wyróżnienie zasługuje rola Kobielowej, profesjonalnie zagrana przez rewelacyjną Małgorzatę Masiewicz, która uczyniła sztukę sowizdrzalską, a głównie dodała jej humorystycznych barw. Oczywiście nie brakuje tam stateczności oraz klasy jakie wnosi Edward Strzelbicki rolą mecenasa Trzuskolaskiego, jak również celna gra Andrzeja Dąbrowskiego w roli Remka, brata Doroty.

Pojawiajace sie wątki retrospekcyjne ukazujące uwikłanie losów osobistych w historię, zmieniają radykalnie optykę odbioru tej sztuki. To własnie w tych wątkach grają wręcz zawodowo, doświadczeni aktorzy Teatru Starego w Adelajdzie: Marek Markowski w roli docenta Goldfarba oraz Małgorzata Szczepaniak w roli Ireny; Marek Kobyłecki w roli sekretarza Waligóry i Anna Rek w roli Małgosi oraz Henryk Najdowski w roli Romka. Świetna gra mimiczna roli Annelise Wűrtzhoffer zagranej przez Krystynę Gałązkiewicz oraz rola żony majora Sawickiego zagrana przez Elżbietę Kryszkiewicz dodają mistycznej atmosfery sztuce.

Obok doświadczonych gwiazd adelajdzkiej sceny, dołączyła tym razem najmłodsza „gwiazdka”, 5 letnia debiutantka – Julia Duszyńska, która wzorowo stanęła na wysokości zadania.

Całości dopełniają błyskotliwe dialogi, zaskakujące zwroty akcji, z których aż kipi garść uśmiechu, szczypta łez i odrobina zadumy.

Ważną rolę odegrała kameralna inscenizacja, różnorodne stroje dopracowane w szczegółach przez Krystynę Gałązkiewicz, jak również idealny dobór muzyki, wycyzelowany do perfekcji przez Tomasza Wilińskiego. To wszystko podtrzymywało atmosferę i przeniosło w realia wydarzeń po 1945 roku.

Reżyser Ewie Leśniewskiej po raz kolejny udało się opowiedzieć historię w taki sposób, aby widz przez blisko dwie godziny trwania sztuki miał czas na przemyślenia, a jednocześnie dobrze się przy tym bawił. Na wyróżnienie zasługują wszyscy aktorzy!

Podsumowując, mogę stwierdzić, że znakomita obsada oraz nastrój stworzony dzięki muzyce i scenografii wraz z aspektem homorystycznym uwypuklonym głównie grą Piotra Utnickiego - w roli Waldemara uwiódł mnie najbardziej i myślę, że był kluczowy dla pełnego zrozumienia treści sztuki.

Sięgając genezy sztuki należy nadmienić, że powstała ona w 2002 roku w Sopocie. W Australii premiera sztuki odbyła sie w maju 2006 roku a obejrzało ją liczne grono Adelajdczyków polskiego pochodzenia i nie tylko.

Akcja toczy się w kamiennicy „w dużym mieście, gdzieś na polskim wybrzeżu”, a wszystko rozgrywa się w ciągu zaledwie 2 dni i dotyczy z pozoru pułapek życiowych, jakie są ceną transformacji i wyjścia z izolacji politycznej. To własnie tam, po latach powraca szykowna kobieta. Przedstawia się jako Ewa Grossman z Nowego Jorku i, ku zaskoczeniu Doroty, współwłaścicielki mieszkania, oświadcza, że chce je bezzwłocznie kupić, oferując kolosalną kwotę gotówką. Dorocie, żyjącej w związku z fantastą Waldkiem, nie wiedzie się najlepiej, lecz nie ma zamiaru pozbywać się jedynego dachu nad głową. Waldek natomiast, usłyszawszy o całej sprawie, postanawia je sprzedać nawet podbijając cenę. Pani Grossmanowa ponownie zjawia się u Doroty, opowiadając jej o kolejnych lokatorach mieszkania, o oficerze AK z żoną i córką, którego aresztowano w 1948 roku. Potem o doskonałym chirurgu, który czuł się Polakiem, ale jako Żyd musiał w 1968 roku wyjechać z kraju. Kolejną lokatorką była córka ministra, która związała się z podziemną opozycją i przyjęła pod swój dach najpierw drukarza wraz z drukarnią, a po jego zdradzie - nieudanego pisarza.

W niezbyt szczęśliwych, a nawet dramatycznych losach mieszkańców odbija się historia Polski, co przybyszka z Ameryki wyraźnie podkreśla i sugeruje. Życie Ewy Grossman ma związek z tym mieszkaniem, co ma dla niej duże znaczenie emocjonalne. Dorota jest pod wrażeniem opowieści, Waldek natomiast znajduje tylko jedno wytłumaczenie propozycji tajemniczej kobiety: w mieszkaniu ukryte są skarby. Pochłonięty tą wizją, nie chce wysłuchać sąsiadki Kobielowej, którą zresztą uważa za marudę i inteligentkę „older generation”. Przystępuje do burzenia ścian i podłóg, nie znajdując niczego, poza zagubioną dawno temu obrączką Doroty, doprowadzając mieszkanie niemal do ruiny. Odbija się to niekorzystnie na transakcji z Ewą Grossman, o której prawdę wreszcie wyjawia notariusz. Po prostu wszystko skupia się wokół „dobrego adresu”.


Marta Markowska

Fot. Tomasz Wiliński


Poleć ten artykuł znajomemu | zobacz co słychać na forum
Copyright © Przegląd Australijski 2004-2011