Przegląd Australijski
Image Map

Strona
główna
Australia
z oddali
Świat Tubylców
Australijskich
Wędrówki
kulinarne
Piórem,
Pędzlem i...
„Panorama”
- miesięcznik
Ostatnia aktualizacja: 29.12.2012

Dożynki 2008

styczeń 2009

Krystyna Zygadło

– Z wielką przyjemnością zapakowaliśmy się tamtej niedzieli całą rodziną do samochodu, by pojechać na stadion Polonii i uczestniczyć w Dożynkach. Dla mnie była to okazja, by razem z dziećmi – Milenką i Maksiem – spędzić niedzielne popołudnie.

Dzieci miały wrażeń co niemiara! Przejażdżki wielbłądem i na osiołku, podskoki na wielkim dmuchanym materacu, oglądanie na scenie występów ich rówieśników – Olka i Krzysia Stirrat, Natalii Kunc, Viktorii Łyko, Michała i Alexa Dyryndów... No i zespołu „Tatr”! Zwłaszcza, że na scenie tańczyli także nasi dobrzy znajomi – Dawid i Łukasz Rewakowie. Z rodzicami Dawida i Łukasza – z Anią i Michałem Rewakami – z przyjemnością oglądaliśmy i komentowaliśmy występy tego powszechnie lubianego i docenianego w Australii polskiego zespołu pieśni i tańca. Trzymaliśmy kciuki, żeby wszystko dobrze poszło, by nikt w tańcach kroku nie pomylił...

Tego dnia spotkaliśmy wielu znajomych. Jola Matysek dopytywała, kiedy przyślę Milenkę do szkoły języka polskiego w Parafield Gardens. Z tym musimy jeszcze trochę poczekać. Na razie nie, bo zapisałam ją na tańce do klubu w Seaton. Może kiedyś zasili szeregi „Tatr”?

Bogdan Wilczyński

– Przez cały czas naszego pobytu w Australii nigdy nie opuszczamy z żoną Hanią Dożynek. To świetna impreza z wieloma elementami polskiej kultury, która jest mi bardzo bliska.

Pogoda w tym roku wyjątkowo dopisała, dlatego spędziliśmy z Hanią na tej imprezie prawie pięć godzin. Nie żałujemy, bo: roztańczone i rozśpiewane „Tatry” były – jak zwykle – cudowne. Obrazy polskich artystów naprawdę mi się podobają i z przyjemnością je oglądałem. Polskie jedzenie było „jak u mamy”. I polski „Żywiec” też wyśmienity!

Dla mnie osobiście „Dożynki” są dobrą okazją na „odświeżenie” znajomości. Zabiegani na codzień nie zawsze mamy czas na przyjacielskie spotkania i pogawędki. A na „Dożynkach”? Powitaniom nie ma końca...

Spotkaliśmy wielu znajomych, którzy dzielili się z nami swoimi radościami i smuteczkami. Najszczęśliwsi ludzie, których tego dnia spotkaliśmy – to Jagoda i Jurek Syrkowie – świeżo upieczeni dziadkowie! Są oni w siódmym niebie! To szczęście spłynęło na nich wraz z wnuczką, która się niedawno urodziła. Opowiadali więc o swojej wnusi jaka jest śliczna i zdrowa. Mówili też o synu, któremu dobrze się wiedzie i prywatnie i zawodowo. Ja też miałem się kim pochwalić. Córka Kamila zdała właśnie maturę! Mówi, że dobrze jej poszło...

Ewa Leśniewska

– Każdy ma inny obraz Święta Dożynkowego – organizatorzy, uczestnicy i goście. Należę do grupy zwanej “goście” – to znaczy jestem zaproszona dzięki ogłoszeniom radiowym oraz plakatom, płacę za bilet i pamiętając święta ludowe znad Wisły wiem, że będę mogła kupić “przysmaki kuchni polskiej”, posłuchać muzyki ludowej i spotkać się ze znajomymi.

Na ziemi Klubu Polonia rozstawiono stragany polskich biznesów różnej kategorii: jadło – religia – literatura – rzeźba – koszulki z patriotycznymi napisami… i jakoś wszystko współgrało. Tłumy kłębiły się tam, gdzie karmiono… Stolików i krzesełek dla zmęczonych nie zabrakło, a to że gdzieniegdzie jadło już wystygło, że książki przywiezione z Melbourne sięgały niebotycznych cen, i że jak przystało na ludową zabawę, pod wieczór, z niektórych głów nieźle się kurzyło... te drobne uchybienia trzeba wpisać w charakter Dożynek.

Mojemu 5-letniemu znajomemu najbardziej podobały się wielbłądy i zapytał rezolutnie – czy dużo wielbłądów mieszka w Polsce? Odpowiedziałam, że nie wiem i w ten sposob straciłam w jego oczach szacunek. Ale organizatorom Dożynkowego dnia 2008 szacunek się należy.

Stan Ciechanowicz (Silver Sponsor Dożynek '08)

– Tegoroczne Dożynki cieszyły się wyjątkową frekwencją. Po pierogi – kolejki, jakich jeszcze w Adelajdzie nie widziałem! „Żywca” zabrakło już koło południa! Moja firma sprzedała tego dnia rekordową ilość kiełbasek, golonek pieczonych po śląsku, kaszanki robionej według oryginalnej polskiej receptury, kapusty... Także okolice stadionu wręcz zawalone były samochodami! Stąd mój wniosek, że Polonia, nie tylko adelajdzka, dopisała jak rzadko. Przyjechało do nas wielu Polaków z innych stanów. Może przyczyniła się do tego wyjątkowa tego dnia pogoda?

22 lata temu, gdy Południowa Australia obchodziła 150 jubileusz, a adelajdzka Polonia organizowała po raz pierwszy Dożynki, umyśliłem sobie, że na 150-lecie stanu zrobię salami długości 150 stóp (według brytyjskiej miary). Mówiąc po naszemu – wyprodukowałem ze swoją załogą salami 47 metrów długości o wadze 497 kilogramów. 12 godzin trwało nadziewanie mięsem delikatnej osłonki. Udało się, bo salami nie pękła! Na jej końcówce umieściłem orła z koroną. Salami okazała się najdłuższa na świecie i była nominowana do Księgi Guinnessa. Filmowała to wszystko adelajdzka TV, dziennikarze robili ze mną wywiady, dorośli i dzieci smakowali wyrób.

Kocham nasze Dożynki, dlatego „od zawsze” je sponsoruję.

Jerzy Adamuszek (z Montrealu)

– Organizatorzy Dożynek sprawili mi dużą przyjemność udostępniając miejsce przy stoliku, gdzie podpisywałem swoje książki i reklamowałem spotkanie ze mną w Centralnym Domu Polskim. Pod „namiot artystyczny" zaglądało sporo ludzi. Nie tylko ze zwykłej ciekawości, ale w celu zapoznania się z twórczością lokalnych malarzy i rzeźbiarzy polskiego pochodzenia i autorów książek.

Pomimo że my, Polacy lubimy narzekać „jak to u nas źle z czytaniem”, powiem, że według moich obserwacji nie jest z nami – pod tym względem – najgorzej! Byłem tego dnia naprawdę zajęty. Zawsze z kimś rozmawiałem. Podobnie było przy sąsiednich stoiskach adelajdzkich artystów.

Opuściłem Dożynki jeszcze za dnia, wróciłem do domu, czyli do wujostwa Ireny i Mieczysława Adamuszków w Royal Park, ale znajomi opowiadali, ze wszyscy bawili się do końca znakomicie. Ktoś inny znów stwierdził, że takie imprezy winny być bliżej centrum miasta, aby przyciągnąć więcej ludzi z innych grup etnicznych i samych Australijczyków. Należy również zauważyć, że tego tylu imprezy nie obywają się bez alkoholu. Na Dożynkach piwa i, być może, mocniejszych trunków nie brakowało. Ale... wiele osób dogadywało się między sobą, kto prowadzi, a kto wypije kufel piwa. Szczególnie młodzi biorą te kwestie pod uwagę z całą powagą.

Krzysztof Deja

– Dożynki? To tradycja spotkań Polaków w atmosferze wspólnego świętowania. Pewnie nie jednemu przypomina trochę festyn ludowy czy odpust z rodzinnych stron. Innym kojarzy się z tłumami spacerowiczów z miast ich młodości. Obojętnie z czym się kojarzy, czy jakie obrazy przywołuje, jest to doskonały czas na spotkania.

Dla mnie są właśnie taką, doroczną okazją do zobaczenia znajomych i swobodnej rozmowy. Od pewnego czasu siedzę sobie z moimi książkami w towarzystwie artystów malarzy z ich interesującymi obrazami. Tuż obok plastyk Zbigniew Mazurczak ze swoimi dziełami z którym prowadziłem frapujące dyskusje. W tym roku dołączył do nas niezmiernie ciekawy człowiek z Kanady – Jerzy Adamuszek. Człowiek dla którego nie ma barier poznawania świata. On wszędzie pojedzie, popłynie, wejdzie i zaliczy. Taka niespokojna dusza podróżnika i do tego pisze książki.

Byli ludzie z teatru, z radia, konsul Jopkiewicz, ksiądz Szablewski i wielu innych, których nie wymienię z nazwiska. Oczywiście, obraz byłby niepełny gdybym nie wspomniał o występach, które niestety oglądałem tylko z doskoku, no i o pysznych pierogach i o polskim piwie. Na koniec trzeba podkreślić doskonałą organizację imprezy.

Do zobaczenia za rok!


Zebrała Lidia Mikołajewska


Poleć ten artykuł znajomemu | zobacz co słychać na forum
Copyright © Przegląd Australijski 2004-2011