Przegląd Australijski
Image Map

Strona
główna
Australia
z oddali
Świat Tubylców
Australijskich
Wędrówki
kulinarne
Piórem,
Pędzlem i...
„Panorama”
- miesięcznik
Ostatnia aktualizacja: 29.12.2012

Adelajda kulturalna

kwiecień 2009

Gdy wszyscy Polacy to jedna rodzina...


Ostatnie dni lata były bardzo udane kulturalnie dla polskiej społeczności w Adelajdzie.

Można by powiedzieć, że imprezy polonijne chodzą stadami jak swojego czasu autobusy w Warszawie. Przez dwie godziny nic, a po dwóch godzinach jeden za drugim tak, że można było sobie nawet miejsce przy oknie znaleźć.

Międzynarodowy Festiwal Filmowy uraczył nas interesującym czarno-białym obrazem pt. „Pora umierać”. Tytuł niezbyt zachęcający, ale ponieważ w roli głównej występowała gwiazda lat 50., Danuta Szaflarska, w której to mój brat durzył się beznadziejnie, postanowiłem się wybrać i zobaczyć jak to, ta piękna kobieta wygląda dziś. Jak na 90-letnią damę - zachwycająco. Porusza się jak młódka, dowcip i piękna polszczyzna w jej ustach dźwięczy nadal doskonale. Nawet słowo „d...” w jej wykonaniu zabrzmiało wdzięcznie. Partnerem jej w grze aktorskiej jest psica imieniem Filadelfia. Wspaniały tandem.

Na sali trochę polonijnych widzów i miłośników dobrego kina. A film - interesujący. Mój przyjaciel powiedział, że w pewnym sensie optymistyczny, bowiem wynika z niego, że nawet po śmierci nasze zdanie jest na wierzchu. Kto widział ten film, to wie o czym mówił mój przyjaciel.

Ledwo projekcja polskiego filmu się skończyła, a tu już Zespół Teatralny „Ottoway” zafundował nam akademię i film historyczno-dokumentalny pt. „Kahlenberg”. Film obejrzałem z zainteresowaniem, podziwiając niezwykłe bogactwo zebranych dokumentów. Dla mnie niezbyt obytego z tematem – odkrywczych. Sądzę, że była to piękna lekcja historii dla nas wszystkich. Trochę w tym dokumencie przeszkadzały mi fabularyzowane wątki historyczne, ale całość bardzo udana i jak słyszałem film ma się pojawić w różnych wersjach językowych, a więc - szczęść Boże.

Na akademii-koncercie niezbyt mogłem się skupić, bowiem mój kolega, który dobrnął do Parks Community Centre taksówką, zamęczał mnie pytaniami, czy to na pewno go odwiozę do domu i o której się program skończy, bo on musi nakarmić kota sąsiadów, którzy wyjechali na wakacje, a on się podjął opieki nad zwierzęciem, a poza tym ma w telewizji „Deal or not Deal”. Dlatego też kiedy Polski Teatr „Stary” ogłosił w radiu nową premierę, nic mu nie mówiłem i postanowiłem udać się sam, aby uniknąć jego marudzenia.

Szykowałem się na ten kabaret, bo tego typu rozrywka na naszym polonijnym rynku jest dość rzadka. Już sam tytuł był intrygujący „Oto Polska - kabaret”, a ponieważ nie przepadam za szafowaniem patriotyzmem bez okazji, więc z pewnymi obawami udałem się na ten występ. Obawy jednak prysły w ciągu pierwszych minut - nikt nie recytował wierszy naszych wieszczów, nie tańczono poloneza, ani nie kazano nam śpiewać hymnu państwowego. I mimo tych braków, rzecz była jak najbardziej o Polsce i o nas Polakach, choć w nieco krzywym zwierciadle satyry. Mogła się w nim przejrzeć polska megalomania, głupota i brak manier, ale abyśmy nie popadli w czarną rozpacz z tekstów i piosenek nam zaprezentowanych iskrzyło poczucie humoru, które jak wiadomo świadczy o inteligencji tak autorów, jak i aktorów.

Najpierw o autorach. Mówiąc krótko wzięto ich z najwyższej półki - Tuwim, Młynarski, Osiecka, jeśli wymienić tylko tych mnie znanych. Wielką ozdobą kabaretu był zespół piosenkarski, któremu akompaniowała p. Cecylia Koprowska, p. S. Seroczyński i p. J. Szociński.

Aktorzy, nie śmiem ich nazwać amatorami, bo wielu z nich podziwiam od lat na scenie jak p. Gałązkiewicz, p. Kobyłeckiego, p. Strzelbickiego czy p. Masiewicz. Słowa szczerego uznania należą się p. Lichtańskiemu, który wystąpił jako gość i godnie reprezentował Stowarzyszenie Górali w Adelajdzie. Chciałbym się jednak na chwilę zatrzymać przy rolach debiutantów - p. Byrt, p. Króla i p. Wajsa. Cóż za doskonała trójka komików! Oby dali się oklaskiwać i to jeszcze nie raz na scenie w niedalekiej przyszłości.

I tu pozwolę sobie na wspomnienia. Otóż przed laty w Teatrze Polskim w Adelajdzie (bo tak bodaj że nazywał się ów teatr, który w miarę upływu lat przybrał nazwę „Stary” ) na scenie występowano całymi rodzinami -słynna rodzina Demczuków, Gawędów, małżeństwo Balceraków... Cieszy mnie, że ta tradycja jest nadal podtrzymywana, bo w programie teatralnym znalazłem nazwiska pp. Najdowskich, pań Leśniewskich i Byrt.

A teraz o odbiorcach - czyli o nas widzach. Nie wypada mi uogólniać, ale patrząc na rozbawioną salę odniosłem wrażenie, że wszyscyśmy się bawili doskonale i śledziliśmy całą akcję z zainteresowaniem. Bowiem był to kabaret, który opowiadał o przeżyciach młodego człowieka, który po śmierci babci przyjeżdża do jej ojczyzny w celu odnalezienia korzeni. Prosta historyjka niczym z serialu telewizyjnego Who Do You Think You Are? Tylko, że bohaterowie kabaretu nie sięgali do historii, ale wędrowali z przewodnikiem turystycznym w ręku, aby zagubionemu przybyszowi przedstawić piękno polskich regionów, piękno polskiej mowy i specyficzny polski charakter tkwiący w nas wszystkich, aby na zakończenie zaśpiewać „Bo wszyscy Polacy to jedna rodzina”... A chociaż wśród przedstawionych tekstów i piosenek kilka było dość ryzykownych, niechaj podtytuł kabaretu „tylko dla dorosłych” złagodzi ich obcesowość.

Całość opracowała i wyreżyserowała p. Ewa Leśniewska z prawdziwym wyczuciem sceny i czasu. Trzygodzinny program nie nudził, a pieśń biesiadną „Bo wszyscy Polacy to jedna rodzina” śpiewaliśmy razem z zespołem aktorskim bijąc brawo na stojąco aż do definitywnego opuszczenia kurtyny.

Obyśmy tylko wierzyli w to, że nieważne to, co nas dzieli, ale ważne to, co nas łączy...

A łączy nas dobre serce, a raczej „Otwarte serce” pod takim tytułem Dom Kopernika zorganizował koncert dobroczynny dla poszkodowanych przez pożary w Wiktorii. Wzruszająca impreza w której wzięli udział niemal wszyscy uzdolnieni artystycznie Polacy z Adelajdy.

Była młodzież reprezentowana przez Polski Kościół Chrześcijański, zespół Jana Klisia, zespół „aPL.AU.s”, aktorzy Polskiego Teatru Starego, chór Polanki, bracia Stirrat, pani Cecylia Koprowska, pan Tollego Lewan, Nicola Grant.

Osobne słowa uznania należą się p. Wali Grant, która to wszystko (i to nie po raz pierwszy) zorganizowała. I jeszcze sugestia - czy kierownictwo Domu Kopernika nie zechciałoby tej wspanialej śpiewaczce urządzić koncertu? Przepiękny głos i repertuar akurat dla nas, seniorów, odpowiedni.

PS. Mój przyjaciel się na mnie pogniewał, nie tylko dlatego, że mu nie przypomniałem o występie Teatru „Starego”, ale że nie zamówił biletu wcześniej i że jak się dopchał do kasy, udało mu się kupić jeden z ostatnich biletów i wolne krzesło odnalazł dopiero pod samą sceną zupełnie z boku. Mam nadzieję, że po pewnym czasie mu przejdzie. Ani ja mu swat, ani brat. Ale jak to w rodzinie bywa, wybaczy mi, wszak - Polacy jesteśmy i mamy otwarte serce...i umysły.


Jerzy Grzelak

Fot. Radek Czyż


Poleć ten artykuł znajomemu | zobacz co słychać na forum
Copyright © Przegląd Australijski 2004-2011