Od piętnastu lat przy każdej nadarzającej się okazji odwiedzam
Polish Hill River – kolebkę polskiej emigracji w Australii.
1989 rok - Jan Rucioch w kapeluszu, obok niego Jadwiga Korczyńska.
Ilekroć mamy gości z Europy, ich również wozimy do tego szczególnego,
dla nas Polaków, miejsca. Tak było, kiedy kilka lat temu była u
nas Marysia Polkowska - redaktorka naczelna „Panoramy”
z Nottingham. Marysia do dzisiaj ze wzruszeniem wspomina kościółek
– Muzeum w Polish Hill River i stary cmentarz w Seven Hill
– opisała pięknie tę wizytę w swojej gazecie.
Ostatnio przebywali u nas goście z Polski. Ich również zawieźliśmy
do tego polskiego Sanktuarium. Wybraliśmy się 1 lutego, gdyż w każdą
pierwszą niedzielę miesiąca członkowie Komitetu do spraw Muzeum
w Polish Hill River mają tam dyżury. Tym razem rolę gospodarzy pełnili
Irena i Janek Sosnowscy oraz Stasia i Henryk Duszyńscy.
Stare i nowe
- Dużo się tu zmieniło od mojej ostatniej wizyty w ubiegłym roku.
Muzeum wzbogaciło się między innymi o kobiecy strój krakowski,
który przyciąga wzrok zwiedzających w dużej sali.
- Z okazji wizyty w Australii byłego prezydenta RP Lecha Wałęsy,
urządzono wystawę poświęconą „Solidarności”. Składają
się na nią ciekawe zdjęcia, wycinki prasowe z tamtych historycznych
lat.
- W tej salce uwagę zwracają wydawnictwa, publikacje naszych adelajdzkich
literatów. Spotkały się więc „stara” i „nowa”
historia polskiej emigracji.
Pełniąca dyżur w muzeum Irena Sosnowska ładnie mówi po
polsku, mimo iż urodziła się na obczyźnie. Znajomość języka polskiego
wyniosła z domu rodzinnego. Zapytałam ją, ile osób przeciętnie odwiedza
Muzeum w czasie niedzielnych dyżurów? Około dziesięciu.
Korzystając z okazji zajrzałam do wyłożonej na stoliku książki
pamiątkowej wizytujących. Pełno tu miłych słów pod adresem tego
miejsca, książka powoli zapełnia się wpisami, datami, nazwiskami
zwiedzających...
Pamiętam jej początki
Konsul Generalny R.P. w Sydney –
Wiesław Osuchowski z małżonką. Konsul dokonuje pierwszego wpisu
do księgi pamiątkowej.
To był rok 1997. W tym czasie funkcję prezesa Komitetu do spraw
Muzeum pełniła Krysia Andrecka, ja byłam sekretarzem. Na
jednym z zebrań Komitetu, które odbywało się w gościnnym domu p.
Krystyny Łużnej – kustosza Muzeum, zapadła decyzja
założenia książki osób wizytujących to miejsce. Zakup tej książki
powierzono mnie.
Zaraz potem odbyła się niezapomniana, piękna wycieczka do Polish
Hill River uczniów szkół polskich, zorganizowana przez Polską Macierz
Szkolną w Adelajdzie.
W wycieczce tej uczestniczył ówczesny Konsul Generalny RP w
Sydney – Wiesław Osuchowski z małżonką. To właśnie pan
Konsul jako pierwszy dokonał wpisu do księgi pod datą 9 listopada
1997 r. Pod tą samą datą znajdują się wpisy opiekunów wycieczki
i uczniów z Polskiej Macierzy Szkolnej.
To jest cząstka historii adelajdzkiej Polonii odnotowana w pamiątkowej
księdze Muzeum. Dalszym celem naszej dzisiejszej wędrówki szlakiem
pionierów polskich emigrantów było Seven Hill.
Stanisław Kostka w Australii
Dostojne mury starego jezuickiego kościoła też są związane z historią
pierwszych Polaków na australijskim kontynencie, gdzie znaleźli
przystań duchową.
Wkrótce dobudowali skromną kaplicę. To było wcześniej, przed powstaniem
skromnego kościółka i szkółki w Polish Hill River.
Pamiątką z tamtych lat jest piękny obraz Stanisława Kostki, patrona
przybyszów z Wielkopolski. Obraz znajduje się po lewej stronie frontowej
ściany w tym australijskim kościele.
W miejscowych katakumbach między zmarłymi jezuitami znaleźli wieczne
schronienie pierwsi polscy księża: Danielewicz i Leon
Rogalski.
Legendy nie umierają
Groby Jana Ruciocha i Jego rodziny.
Zawsze, ile razy jestem w Polish Hill River, odwiedzam cmentarz
w Seven Hill.
Uważam to za swoją powinność wobec tych, którzy torowali drogę
polskości w Australii. Tym razem też przekroczyliśmy bramę tego
małego cmentarza położonego wśród winnic. Pierwsze kroki skierowaliśmy
do polskich grobów i tu... zaskoczenie! Legendarny potomek polskich
emigrantów, Jan Rucioch, ma piękny nagrobek. Również sąsiedni
grób dziadków i matki jest odnowiony.
Napisy na tablicach nagrobnych rodziny Ruciochów są wykonane w
języku angielskim. Informują krótko o datach urodzin i śmierci zmarłych.
Na nagrobku Jana czytamy, że urodził się w marcu 1901 r. a zmarł
3 lipca 2000 roku.
Nie wiem kto zadbał o postawienie tego pomnika. Ale dobrze, że
już jest.Mnie jednak dręczy myśl, że zbyt ogólna jest informacja
o Janie, o człowieku – Polaku, który do końca życia „stał
straży dziedzictwa polskości w Polish Hill River” i był ostatnim
z uczniów polskiej szkoły – dzisiejszego Muzeum, gdzie w jednej
z gablotek znajduje się tabliczkowy „zeszyt” Jana. Na
jego nagrobku poskąpiono mu polskiej informacji, widocznie taka
była wola fundatorów.
A ja mam nadzieję, że w naszej pamięci zachowamy go z podziwem
i szacunkiem – wszak „legendy nie umierają”.
Jadwiga Korczyńska
Zdjęcia z prywatnego archiwum Autorki
|