Przegląd Australijski

Strona
główna
Australia
z oddali
Świat Tubylców
Australijskich
Wędrówki
kulinarne
Piórem,
Pędzlem i...
„Panorama”
- miesięcznik
Ostatnia aktualizacja: 01.09.2010

Miejsce powrotów i wspomnień

Panorama, marzec 2004

Od piętnastu lat przy każdej nadarzającej się okazji odwiedzam Polish Hill River – kolebkę polskiej emigracji w Australii.


Rucioch

1989 rok - Jan Rucioch w kapeluszu, obok niego Jadwiga Korczyńska.

Ilekroć mamy gości z Europy, ich również wozimy do tego szczególnego, dla nas Polaków, miejsca. Tak było, kiedy kilka lat temu była u nas Marysia Polkowska - redaktorka naczelna „Panoramy” z Nottingham. Marysia do dzisiaj ze wzruszeniem wspomina kościółek – Muzeum w Polish Hill River i stary cmentarz w Seven Hill – opisała pięknie tę wizytę w swojej gazecie.

Ostatnio przebywali u nas goście z Polski. Ich również zawieźliśmy do tego polskiego Sanktuarium. Wybraliśmy się 1 lutego, gdyż w każdą pierwszą niedzielę miesiąca członkowie Komitetu do spraw Muzeum w Polish Hill River mają tam dyżury. Tym razem rolę gospodarzy pełnili Irena i Janek Sosnowscy oraz Stasia i Henryk Duszyńscy.

Stare i nowe
  • Dużo się tu zmieniło od mojej ostatniej wizyty w ubiegłym roku. Muzeum wzbogaciło się między innymi o kobiecy strój krakowski, który przyciąga wzrok zwiedzających w dużej sali.
  • Z okazji wizyty w Australii byłego prezydenta RP Lecha Wałęsy, urządzono wystawę poświęconą „Solidarności”. Składają się na nią ciekawe zdjęcia, wycinki prasowe z tamtych historycznych lat.
  • W tej salce uwagę zwracają wydawnictwa, publikacje naszych adelajdzkich literatów. Spotkały się więc „stara” i „nowa” historia polskiej emigracji.

Pełniąca dyżur w muzeum Irena Sosnowska ładnie mówi po polsku, mimo iż urodziła się na obczyźnie. Znajomość języka polskiego wyniosła z domu rodzinnego. Zapytałam ją, ile osób przeciętnie odwiedza Muzeum w czasie niedzielnych dyżurów? Około dziesięciu.

Korzystając z okazji zajrzałam do wyłożonej na stoliku książki pamiątkowej wizytujących. Pełno tu miłych słów pod adresem tego miejsca, książka powoli zapełnia się wpisami, datami, nazwiskami zwiedzających...

Pamiętam jej początki
Osuchowski

Konsul Generalny R.P. w Sydney – Wiesław Osuchowski z małżonką. Konsul dokonuje pierwszego wpisu do księgi pamiątkowej.

To był rok 1997. W tym czasie funkcję prezesa Komitetu do spraw Muzeum pełniła Krysia Andrecka, ja byłam sekretarzem. Na jednym z zebrań Komitetu, które odbywało się w gościnnym domu p. Krystyny Łużnej – kustosza Muzeum, zapadła decyzja założenia książki osób wizytujących to miejsce. Zakup tej książki powierzono mnie.

Zaraz potem odbyła się niezapomniana, piękna wycieczka do Polish Hill River uczniów szkół polskich, zorganizowana przez Polską Macierz Szkolną w Adelajdzie.

W wycieczce tej uczestniczył ówczesny Konsul Generalny RP w Sydney – Wiesław Osuchowski z małżonką. To właśnie pan Konsul jako pierwszy dokonał wpisu do księgi pod datą 9 listopada 1997 r. Pod tą samą datą znajdują się wpisy opiekunów wycieczki i uczniów z Polskiej Macierzy Szkolnej.

To jest cząstka historii adelajdzkiej Polonii odnotowana w pamiątkowej księdze Muzeum. Dalszym celem naszej dzisiejszej wędrówki szlakiem pionierów polskich emigrantów było Seven Hill.

Stanisław Kostka w Australii

Dostojne mury starego jezuickiego kościoła też są związane z historią pierwszych Polaków na australijskim kontynencie, gdzie znaleźli przystań duchową.

Wkrótce dobudowali skromną kaplicę. To było wcześniej, przed powstaniem skromnego kościółka i szkółki w Polish Hill River.

Pamiątką z tamtych lat jest piękny obraz Stanisława Kostki, patrona przybyszów z Wielkopolski. Obraz znajduje się po lewej stronie frontowej ściany w tym australijskim kościele.

W miejscowych katakumbach między zmarłymi jezuitami znaleźli wieczne schronienie pierwsi polscy księża: Danielewicz i Leon Rogalski.

Legendy nie umierają
Groby

Groby Jana Ruciocha i Jego rodziny.

Zawsze, ile razy jestem w Polish Hill River, odwiedzam cmentarz w Seven Hill.

Uważam to za swoją powinność wobec tych, którzy torowali drogę polskości w Australii. Tym razem też przekroczyliśmy bramę tego małego cmentarza położonego wśród winnic. Pierwsze kroki skierowaliśmy do polskich grobów i tu... zaskoczenie! Legendarny potomek polskich emigrantów, Jan Rucioch, ma piękny nagrobek. Również sąsiedni grób dziadków i matki jest odnowiony.

Napisy na tablicach nagrobnych rodziny Ruciochów są wykonane w języku angielskim. Informują krótko o datach urodzin i śmierci zmarłych. Na nagrobku Jana czytamy, że urodził się w marcu 1901 r. a zmarł 3 lipca 2000 roku.

Nie wiem kto zadbał o postawienie tego pomnika. Ale dobrze, że już jest.Mnie jednak dręczy myśl, że zbyt ogólna jest informacja o Janie, o człowieku – Polaku, który do końca życia „stał straży dziedzictwa polskości w Polish Hill River” i był ostatnim z uczniów polskiej szkoły – dzisiejszego Muzeum, gdzie w jednej z gablotek znajduje się tabliczkowy „zeszyt” Jana. Na jego nagrobku poskąpiono mu polskiej informacji, widocznie taka była wola fundatorów.

A ja mam nadzieję, że w naszej pamięci zachowamy go z podziwem i szacunkiem – wszak „legendy nie umierają”.


Jadwiga Korczyńska


Zdjęcia z prywatnego archiwum Autorki


Poleć ten artykuł znajomemu | zobacz co słychać na forum
Copyright © Przegląd Australijski 2004-2010