Przegląd Australijski
Image Map

Strona
główna
Australia
z oddali
Świat Tubylców
Australijskich
Wędrówki
kulinarne
Piórem,
Pędzlem i...
„Panorama”
- miesięcznik
Ostatnia aktualizacja: 29.12.2012

Cieniutko, oszczędnie i rozwojowo

maj 2007

Czy wyobrażacie to sobie? Któregoś dnia staniecie przed drzwiami wejściowymi Centralnego Domu Polskiego przy Angas Str. i zauważycie, że są one zamknięte na przysłowiowe cztery spusty. Nikt nie przyszedł do pracy w biurze, nikt nie wydał kluczy do kuchni...


Oj, nie! Lepiej o tym nie myśleć, bo bez tych pierogów, bigosu, gołąbków i kartofelków polskim sposobem omaszczonych nie będzie naszego Domu i już.

Realizacji takiego czarnego scenariusza raczej nikt nie przewiduje, choć nie brakuje obaw, że Dom będzie funkcjonował rzadziej, niż do tej pory. Kryzys! Koszty utrzymania Domu systematycznie rosną, a ludzi, którzy te pieniądze wypracowują – ubywa.

W czwartek, 19 kwietnia, o godzinie 6.30 po południu w Centralnym Domu Polskim odbyło się spotkanie tych wszystkich, których interesuje przyszłość tego największego i najładniejszego ośrodka etnicznego w Adelaide. Żadna inna nacja nie może pochwalić się ośrodkiem, w którym byłyby tak obszerne i dogodne pomieszczenia; sala, która pomieści na uroczystej kolacji 800 osób; w której z powodzeniem można zorganizować bal, potańcówkę, konferencję...

Dom jest największy i problem ogromny co z tym naszym bogactwem zrobić? W jaki sposób nim pokierować, by zadowolić jak największą liczbę rodaków i ich australijskich przyjaciół? Co zaproponować, co wymyślić, by zechcieli w tym Domu częściej bywać i zostawiać w nim swoje pieniądze za smaczny obiad, za lampkę wina, za możliwość towarzyskiego spotkania?

Działalność naszego ośrodka stoi, w pewnym sensie, pod wielkim znakiem zapytania, i dlatego właśnie jest o czym rozmawiać. Chyba jednak niewielu z nas to interesuje, skoro na spotkanie przyszło raptem 30 osób. Znajome twarze członków zarządu z prezesem Jerzym Syrkiem na czele, wolontariusze, których można spotkać w tym Domu niemal każdego dnia...

- A gdzie akcjonariusze? - pytał Zenon Sobecki. - Gdzie ci wszyscy, którzy ten Dom z takim trudem wznosili ponad 30 lat temu? Gdzie przedstawiciele innych kół i organizacji polskich w Adelaide?

Spotkanie zagaił Piotr Leśniewski stwierdzając optymistycznie, że „finanse idą dobrze”. Prezes Syrek też potwierdził, że „finanse owszem, cienko, cienko, ale stosik rośnie”. A z tej kupki pieniędzy się specjalnie nie wyciąga. To zapewne z powodu swoistego kompleksu tych, którzy pamiętają najgorsze dla Domu czasy - mozolne wyciąganie CDP z długów, liczenie każdego wydawanego dolara i centa. To przecież tak niedawno było.

Więc skoro finansowo powodzi się nieźle, to skąd obawy?

Bo jesteśmy „skazani” na działaczy społecznych – stwierdził na wstępie Piotr Leśniewski. Na tych, co nie licząc dnia i godziny przyjadą na każde wezwanie, posprzątają, wyniosą śmiecie, pomyją, ugotują, a potem jeszcze – późną porą – pozamykają wszystkie drzwi... Czynią to w imię dobra wspólnego i własnej satysfakcji. Ostatnio także za kilka dolarów, które stanowią zwrot kosztów za dojazd do pracy.

Ale problem w tym, że oni – dobrze nam znani także z łamów „Panoramy” - od lat przeciążeni pracą są już zmęczeni i mają zwyczajnie dość. Danuta Najnert powiedziała mi wręcz, że jeszcze nigdy w życiu tak ciężko nie pracowała, jak teraz w CDP. Praca w fabryce, za którą otrzymywała wynagrodzenie, była lżejsza. Może dlatego właśnie następców nie widać?

Brak wolontariuszy - to argument, który podczas czwartkowej rozmowy niejednokrotnie zamykał usta dyskutantom. Na przykład Lidia Świetlik zauważyła, że w tym Domu organizuje się niewiele polskich imprez, a możnaby więcej. - Ależ proszę bardzo! Stoimy otworem! - prezes Syrek na to. - A kto ma się tym zająć? - zauważył Zenon Sobecki. - Na tę garstkę wolontariuszy padnie?!

Gdy Paweł Zając zaproponował należyte rozreklamowanie naszego Domu w australijskich środkach przekazu, by jeszcze lepiej, niż do tej pory zarabiać na wynajmie sal, to usłyszał: - A kto to będzie obsługiwać?

Tadeusz Świetlik przytomnie więc zauważył, że wolontariat w Centralnym Domu Polskim się kończy. Jest jednak w Południowej Australii organizacja zrzeszająca wolontariuszy, która może skierować ich do pracy w CDP. - No tak, ale co to za praca wolontariusza, który MUSI pracować, a nie czyni tego z własnej woli? Nie ma lepszego od kogoś takiego, kto się ciężko napracuje i jeszcze się cieszy i ma satysfakcję.

- A gdzie sponsorzy? Polscy milionerzy w Adelaide? Zamożne polskie firmy? Może z nimi porozmawiać, niech wspomogą – Tadeusz Świetlik nie dawał za wygraną.

- Do tego Domu jeszcze Polacy przychodzą – na smaczną zupkę, na bigos, pierogi... Ale jak długo jeszcze? - pytał Józef Glapa. - Nie mamy szans na konkurowanie w gotowaniu obiadów z Wietnamczykami, Chińczykami, którzy szykują tego więcej i taniej. Dlatego pan Józef proponuje: - Tak długo, jak długo panie wolontariuszki w kuchni pracują, niech pozostanie jak jest. A gdy podziękują, to jakiemuś „kontraktorowi” pomieszczenia wynająć i niech on się martwi zakupami i gotowaniem.

Henryk Czuchwicki, któremu sprawy kuchni głęboko leżą na sercu, nie zdzierżył, bo „gdzie się będziemy wtedy spotykali?!” Zdaniem pana Henryka CDP da się finansowo utrzymać, tak jak do tej pory. Ale co z polskością tego Domu? Jest to centrum, które musi służyć nam, Polakom. Ojcowie go budowali, a ich dzieci nawet zajrzeć tu nie chcą.

- Jak „Millenium” powstało – sala pękała w szwach – wspominał podczas tego spotkania Janusz Rajkowski. Dziś nawet połowa z tych ludzi nie przychodzi. Wszędzie ta sama bieda. Ale prezes Rajkowski chwali się, że on w Domu „Millenium” biura nie utrzymuje, a gdy trzeba, to klucze do wynajętych pomieszczeń osobiście klientom przynosi.

- Kiedyś – jak zauważył również Józef Glapa - mury Domu od disco się trzęsły, a dziś... - No tak, ale skąd wziąć takiego człowieka, który to będzie wymyślał, organizował i jeszcze za to odpowiadał? - usłyszał.

- Eee tam, dzisiejsza młodzież wychodzi z domu na zabawę o 11 w nocy, a wraca o piątej nad ranem, więc nie dla niej godziny otwarcia naszego Domu.

- Nawet obiady młodzi chcą jeść „po australijsku”, czyli o piątej, szóstej po południu, a wtedy Dom jest dla nich zamknięty. Szkoda, bo też lubią pierogi i gołąbki.

- Zabawy? Arts Klub próbował je urządzać, ale mało kto przychodził...

Podczas tej rozmowy padło sporo przykrych słów pod adresem tych rodaków, którzy przynoszą na zabawę własny alkohol zamiast kupować go w barze (jak zauważyła Ewa Gruszka: - w naszym barze jest on najtańszy w Adelaide) i w ten sposób finansowo wspierać Dom. Nawet akcjonariusz, któremu powinno zależeć na zamożności jego Domu miewa pretensje, że za drinka zapłaci kilka dolarów. Zjemy i pójdziemy sobie. Tymczasem należy jeszcze po sobie posprzątać, bo to nie jest typowa restauracja. Ale który przeciętny zjadacz obiadu w CDP o tym pomyśli? Prawie nikt! Wolontariusze zrobią...

* * *

Żale, żalami, ale pomyśleć trzeba, co z naszym Domem w przyszłości będzie. Może angażować do pracy w kuchni i w biurze (to dwa główne filary CDP) i za pracę wynagradzać? – to jedna z propozycji.

Przeczekać! To druga opinia na ten sam temat. Najlepiej uzasadnił ją Józef Glapa, który już na początku spotkania podziękował zarządowi za doskonale zorganizowane zebranie Udziałowców w marcu tego roku. Józef Glapa jest więc przekonany, że ten zarząd zasługuje na zaufanie, bo „jeśli wy nie potraficie, to nikt nie potrafi”. - Ten Dom cieszy się renomą zarówno u starszego jak i średniego pokolenia Polaków w Adelaide - zapewniał. - Stąd propozycja: pracować cieniutko, oszczędnie, sale wynajmować i na starych nie liczyć. To potrwa zaledwie kilka lat, gdy nasze dzieci przejdą na emerytury. A jak już będą emerytami, to na pewno do Domu trafią! Przecież się w nim wychowały... Przyjdzie nowe starsze pokolenie, znacznie bogatsze od poprzedniego. I będzie dobrze.

- Utrzymać ten Dom za wszelką cenę – Cezary Pawlisz też nie ma wątpliwości. - I pokazać polskiej młodzieży, że to ich własność...

- Pracować cieniutko, ale rozwojowo – podsumował prezes Jerzy Syrek, który – jak mi się wydaje – nie powiedział jeszcze ostatniego słowa i jakieś pomysły w zanadrzu trzyma.

Jak się po spotkaniu okazało, wiele osób przedstawia prywatnie inne propozycje i uwagi, co z tym „fantem” zrobić. W miarę możliwości będziemy prezentowali je na łamach „Panoramy”. Pod warunkiem oczywiście, że będziecie dzielić się z „Panoramą” swoimi pomysłami. Bo to spotkanie było zaledwie początkiem rozmów o przyszłości Centralnego Domu Polskiego w Adelaide.

- Sylwester odbędzie się w nim na pewno! - prezes Syrek nie ma wątpliwości.

I tym optymistycznym sylwestrowym akcentem na razie kończę.


Lidia Mikołajewska


Poleć ten artykuł znajomemu | zobacz co słychać na forum
Copyright © Przegląd Australijski 2004-2011