Przegląd Australijski
Image Map

Strona
główna
Australia
z oddali
Świat Tubylców
Australijskich
Wędrówki
kulinarne
Piórem,
Pędzlem i...
„Panorama”
- miesięcznik
Ostatnia aktualizacja: 29.12.2012

Tysiąc tygodni temu…

Panorama, listopad 2005

Rozmowa z Panem Jerzym Dudzińskim, szefem radia PBA FM, z okazji zbliżającej się tysięcznej audycji.


Jerzy Dudziński

Panie Jerzy. Jakie były początki naszego radia? Tysiąc tygodni temu?

— Tysiąc tygodni temu pragnęliśmy przybliżyć naszym radiosłuchaczom polską muzykę klasyczną. Dlatego prowadziliśmy pierwsze audycje w języku angielskim i nadawaliśmy kompozycje Karola Szymanowskiego i Henryka Wieniawskiego. Pomysłodawcą i inicjatorem był Karol Herisz. W prowadzeniu tych audycji pomagała Krystyna Kubiak.

Byli to więc pierwsi prezenterzy polskiej audycji w języku angielskim nadawanej w piątki ze stacji PBA FM?

— Tak. Okazało się jednak, że to nie był najlepszy pomysł. Dlatego zmieniliśmy język angielski na język polski i zmieniliśmy koncepcję naszych audycji.

Czy to znaczy, że Polacy domagali się audycji w języku ojczystym, a nie angielskim?

— Prowadziliśmy badania, żeby się dowiedzieć, kto nas słucha. I okazało się, że naszego radia słuchają Polacy, a nie Australijczycy, do których ta audycja była przede wszystkim kierowana. Zmieniliśmy więc język i daliśmy więcej informacji dla polskich słuchaczy. Trzeba przy tym pamiętać, że nie było wtedy tak łatwego kontaktu z Polską, jaki dziś mamy. Ktoś jechał do kraju, ktoś przemycał kasetę, przegrywał... Nie mieliśmy wtedy stałej informacji z Polski, bo to było zwyczajnie niemożliwe.

Niewątpliwie zespół prowadzących zmieniał się przez te tysiąc audycji...

— Gdy tylko zmieniliśmy język audycji na polski i jej charakter, wówczas dołączyły do zespołu osoby dobrze znające  język polski.

Jak Pana znam, to Pan zawsze zwracał uwagę na czystość języka polskiego w swoich audycjach i na jego urodę. Zawsze zależy Panu na tym, żeby audycje prowadziły osoby, które biegle posługują się tym językiem. Chyba się nie mylę?

— No, do pewnego stopnia myli się pani. To było pod koniec lat pięćdziesiątych. W Polskiej Macierzy Szkolnej uczyło się języka polskiego około 600 dzieci i młodzieży. Ale... Znam tylko czwórkę, która mówiła swobodnie po polsku. Jedną z nich była Zuzanna Pawlak (dziś Zuzanna Nowak). Ta młodziutka wówczas panienka prowadziła nasze audycje, ale... niektórym naszym radiosłuchaczom to się nie podobało. Raził ich jej leciutki akcent. Mówili więc, że tylu jest ludzi mówiących dobrą polszczyzną... Że należy szukać prezenterów wśród tych, którzy to potrafią.

A więc to radiosłuchacze domagali się prezenterów mówiących nienaganną polszczyzną?

— Tak. Niektórzy z nich byli bardzo wrażliwi na czystość języka i uważali, że raczej trzeba to prowadzenie oddać komuś, kto dobrze mówi, a nie młodzieży tu urodzonej. Ja byłem przeciwnego zdania. Zawsze twierdziłem, że trzeba popierać tę młodzież, która, dzięki swoim rodzicom, poznała język polski. Ten lekki akcent Zuzanny dodawał uroku naszym audycjom.

Skąd brał Pan zespół do prowadzenia audycji?

— Po prostu z naszego społeczeństwa. Z tych, którzy mieli ochotę to robić oraz mieli pewne predyspozycje i zdolności.

Chyba trudno policzyć wszystkich...

— O tak trudno. Nikt z pionierów dzisiaj nie pracuje. Ale powspominajmy dalej. Oto mamy lata osiemdziesiąte i ogromny napływ z Polski wykształconych ludzi, którzy nie tylko znali świetnie język ojczysty, ponadto mogli coś ciekawego nam – wcześniejszej emigracji - powiedzieć... Mówię o tzw. emigracji solidarnościowej. Dużo się ludzi wtedy w radiu zmieniało. Nie potrafię dziś wymienić wszystkich, którzy nasze audycje tworzyli...

... Wiem, że to trudne. Nie o nazwiska mi chodzi. Ciekawa jestem raczej ówczesnej atmosfery, jaka w radiu panowała. Wiem, że wymyślono wtedy audycję specjalnie dla dzieci...

— Audycja dla dzieci była troszkę później. Trzeba najpierw wspomnieć, że do tego czasu nasze audycje trwały jedną godzinę. I wtedy, 25 lat temu, zaczęło brakować zwyczajnie czasu! Dostaliśmy więc na dwie godziny audycji, żeby zaspokoić wszystkie potrzeby antenowe i żądania wielu rodziców audycji dla dzieci. Te audycje prowadziliśmy raz w miesiącu przez pół godziny...

Czy coś się od tych dwudziestu kilku lat zmieniło?

— Nie. Nie bardzo. I wtedy i dziś tworzyłem zespoły, które odpowiadały za swój czas antenowy. Zmiany są takie, że znacznie łatwiej nam o informacje z Polski. Granice są otwarte, internet działa i można stamtąd dostać dużo materiału drukowanego i mówionego. Chętnie z tego korzystamy. Wykorzystujemy też audycje prosto z Warszawy przygotowywane  dla Polonii oraz Radio Watykan, który nadaje codziennie 15 minut bardzo ciekawych wiadomości nie tylko dotyczących Kościoła.

Z tego co wiem, to wielu radiosłuchaczy czeka na watykańskie wiadomości...

— Trzeba wspomnieć, że znakomitym okresem dla tego radia i słuchaczy był okres pontyfikatu Jana Pawła II. Wtedy – to ciekawe – wielu ludzi, którzy nie chodzili do kościoła i nie mieli z religią nic wspólnego, także słuchali papieża, bo to był wielki Polak.

Panie Jerzy. Chciałabym zapytać czym dla Pana osobiście jest to radio? Przecież Pan tu trwa od samego początku! Jest Pan jego twórcą...

— Działałem społecznie w wielu organizacjach polonijnych, np. w Dożynkach. Ale w pewnym momencie za dużo tego było i z części obowiązków sobie narzuconych musiałem zrezygnować. Powiem szczerze, że radio jest tym, co mnie naprawdę trzyma. Najważniejszy dla mnie jest kontakt z naszymi radiosłuchaczami. On zmusza mnie do tego, żeby przygotować materiały i je zaprezentować.

Kontakt z radiosłuchaczami jest zawsze miły. Prawda?

— O tak. Wspaniały! Chciałbym jednak, żeby był jeszcze większy. Dawniej organizowaliśmy konkursy z nagrodami. Jak była płyta polska do wygrania, to telefony się urywały, Tuż po audycji było ich 20 – 25. Teraz – po pierwsze – nie mamy tyle nagród, ile było dawniej. A po drugie redaktorzy chyba inaczej podchodzą do tej sprawy. Dlatego kontakt ze słuchaczami nie jest taki, jak dawniej. A tak bardzo zależy mi na tym, żeby sympatyk naszego radia częściej, niż do tej pory, zadzwonił i wyraził swoją opinię na temat prezentowanych piątkowych programów.

Czy pamięta Pan szczególnie świetną audycję? I od razu drugie pytanie o największą wpadkę na przestrzeni tysiąca tygodni?

— Ooo! Jest tego taka masa, że trudno pamiętać i wymieniać, ale mam swoje ulubione audycje, bardzo głębokie w treści i pełne informacji. W ogóle uważam, że polskie radio PBA FM robi dobrą robotę informując o różnych sprawach, często takich, których nikt inny nie podaje.

A czy Pan sądzi, że radio nadające w języku polskim w Adelajdzie, jeszcze za rok, dwa będzie komukolwiek potrzebne?

— Trudno powiedzieć. To zależy od nowej emigracji. Stara emigracja z lat pięćdziesiątych, to nasi najwięksi słuchacze, powoli wymiera. Ale nasze radio pracuje też dla nowej emigracji! Z tym, że otwarcie granicy na Zachód i możliwości pracy dla Polaków we Francji, Niemczech czy w Anglii, troszkę nam popsuło sprawę. Po prostu mniej ludzi przyjeżdża teraz do Australii...

Tak więc radiosłuchaczy, Pana zdaniem, będzie ubywało?

— Uratuje nas tylko nowa wielka fala emigracyjna.

Może na zakończenie warto powiedzieć, że w tym radiu pracują tylko wolontariusze?

— Mam troszkę wyrzuty sumienia, że nawet nie zwracam im kosztów przyjazdu na nagranie audycji. Wszystko robią bezpłatnie. Dziś im za to bardzo dziękuję. I zapraszam na wspólny obiad – wszystkich wolontariuszy na przestrzeni tysiąca tygodni i naszych miłych radiosłuchaczy – do Centralnego Domu Polskiego, w niedzielę, 18 grudnia, na godzinę 12.30. Wspólnie zjemy obiad, złożymy sobie nie tylko gratulacje, ale i świąteczne życzenia.

Serdecznie dziękuję Panu za te wspomnienia i zaproszenie.

Rozmawiała Lidia Mikołajewska


Poleć ten artykuł znajomemu | zobacz co słychać na forum
Copyright © Przegląd Australijski 2004-2011