Przegląd Australijski
Image Map

Strona
główna
Australia
z oddali
Świat Tubylców
Australijskich
Wędrówki
kulinarne
Piórem,
Pędzlem i...
„Panorama”
- miesięcznik
Ostatnia aktualizacja: 29.12.2012

„Słowianka? A co to znaczy?”

Panorama, lipiec 2006

– Kiedy moja 22-letnia córka zaprzyjaźniła się z Chorwatką, któregoś dnia powiedziała mi: - „tatusiu, ona jest taka fajna, taka inna od wszystkich...” Więc ja jej na to: - „bo to Słowianka, tak samo jak ty”. A ona: - „Słowianka? A co to znaczy?”


Piotr Leśniewski i Goran Jovanov

– Na początku zdziwiłem się – opowiada Piotr Leśniewski – że ona tego nie wie, ale za chwilę uzmysłowiłem sobie, że właściwie skąd miałaby wiedzieć? Nie było innej rady, zacząłem jej tłumaczyć nasze słowiańskie pochodzenie, nasze mało znane dzieje.

W tym momencie naszej rozmowy uprzytamniam sobie, że także moja córka najchętniej przebywa w towarzystwie Jane, koleżanki pochodzenia rosyjskiego. Mówi, że nie wie dlaczego. Po prostu tak jest i już. Teraz wiadomo: słowiańskie dusze!

Tak sobie z Piotrem rozmawialiśmy na zakończenie wyjątkowo interesującego spotkania zorganizowanego przez pana Wacława Jędrzejczaka w ramach comiesięcznych spotkań Polskiego Towarzystwa Kulturalnego. Tym razem, w czerwcu, było o dziejach, kulturze i językach słowiańskich. Słowiańszczyznę rozpracowali na dwa głosy: Polak Piotr Leśniewski (dzieje i kultura narodów słowiańskich) i Macedończyk Goran Jovanov (różnice i podobieństwa języków słowiańskich). Tak więc spotkanie trwało nieco dłużej niż zwykle, ale warto było posłuchać i czegoś interesującego się dowiedzieć.

Jak zwykle na tych spotkaniach bywa, jego uczestnicy też potrafią coś ciekawego dodać. Na przykład pan Marek Grzesik podzielił się z nami taką ciekawostką: przed 30 tysiącami lat ludzkość posługiwała się 10 tysiącami – 15 tysiącami języków. Małe grupy  ludzi mówiły w swój własny sposób. Jeszcze do dziś 5 milionów mieszkańców Nowej Gwinei używa tysiąc języków. Ale języków na świecie ubywa! Przewiduje się, że w następnyym 100-leciu zniknie ich 95 procent – zauważył pan Grzesik, który następnie wyrecytował dowcipne wiersze w językach chorwackim i czeskim. To samo zrobiła pani Zofia Rohozińska, ale w języku rosyjskim. Chociaż tych języków na ogół nie znamy, to i tak wiele zrozumieliśmy.

* * *

Chciałabym zapytać, skąd u ciebie, inżyniera z wykształcenia i zawodu, to zainteresowanie dziejami narodów słowiańskich?Wszak to zupełnie inna dziedzina wiedzy?

– To przypadek. O historii zawsze myślałem, że jest ona prosta i łatwa, a tymczasem są w dziejach ludzkości nierozwikłane jeszcze zagadki, które mnie intrygują – mówi Piotr Leśniewski. – Taką wielką historyczną zagadką, nad którą „pokłonili się” obecnie genetycy, są Słowianie. Skąd przyszli? Nie wiadomo. Praktycznie nie ma żadnych zapisków na ten temat. A to się działo zaledwie tysiąc lat temu! Być może dopiero badania genetyczne wykażą, co w Słowianach „siedzi”, jacy przodkowie. Do zainteresowania tą problematyką zainspirowały mnie spotkania ze Słowianami w Australii – Chorwatami, Serbami, Czechami, Rosjanami, Ukraińcami... Jest nas w tym kraju naprawdę wielu. Nie znamy się wzajemnie, bo tak jak podzielono nas tysiąc lat temu, tak zostało do dziś. Jesteśmy dla siebie egzotyką. Często patrzymy na siebie bykiem. I tak sobie myślę, że gdybyśmy zaczęli poznawać się wzajemnie, pomagać sobie... to nie byłoby źle. Przecież łączy nas tak wiele, prawdopodobnie wspólne pochodzenie, mamy wiele podobnych aspektów kultury, sposobów zachowania, myślenia itp. Tu w Australii borykamy się z podobnymi problemami. Na ogół nasze dzieci nie wiedzą o naszych wspólnych korzeniach, nie znają pojęcia „Słowianin”. Słowianie w Europie – jak wspomniałem – podzieleni są od tysiąca lat. Natomiast w naszym obecnym rejonie, na Pacyfiku, Słowian nikt nigdy nie rozdzielał. Powiem więcej, nikt nie zabrania się im spotykać i wzajemnie poznawać. No cóż, obecna cywilizacja „żywi się” wielkimi, niemal kosmicznymi problemami. Oceany się podnoszą, lód topnieje i jest dziura ozonowa... Także problemy, które utrzymywały ludzi w działaniu, znikły. Nie ma komuny, nie ma wojny, nie ma nazistów... Z braku przeciwników, wojen itp. tracimy kierunek. Każdy sobie...

Mówisz: poznawać się. Na przykład w takim miejscu, jak Centralny Dom Polski? Praktycznie każda grupa etniczna ma swój Dom...

– Tak. I wszędzie, w każdym Domu, jest ten sam przyziemny problem. Starsze pokolenie, zostawia młodszemu swoją spuściznę, zarówno intelektualną jak i materialną – Domy, tradycje rozmaitych imprez, itp. Niestety, zainteresowane są tym wszystkim tylko jednostki. Na ogół młodzieży to nie bawi.

Więc w jaki sposób jednoczyć Słowian w Australii? Zdaje się, że masz pomysł na to?  

– Nie myślę o jednoczeniu, a raczej o pewnej integracji. Popatrzeć na siebie jak dawno nie widzianą rodzinę, byłoby nieźle. Prawda?

Chodziłeś więc po tych wszystkich Domach...

– ...bo chciałem zobaczyć, jak oni sobie radzą. Pisałem o tym na łamach „Panoramy”. Kto to wszystko obsługuje? Jakie mają czynsze? Te ich Domy są tańsze, a więc łatwiejsze do utrzymania, ponieważ znajdują się na przedmieściach. Na ogół w piątki przychodzą na swoje wieczorki. W sumie jednak wszyscy mamy podobne problemy. Może nasze polskie Domy są bardziej eleganckie od tamtych, ale to nie znaczy, że się najczęściej ze sobą spotykamy. 

Wróćmy do początku naszej rozmowy. Mówisz, że to przypadek, że zająłeś się Słowiańszczyzną... Jaki?

– Przeglądałem strony w internecie i zainteresowałem się artykułami na temat Słowian grupy Taraka. Taraka, to nazwa boga irańskiego. Część słowiańskiej kultury jak się okazuje – pochodzi z północnego Iranu. 

My w Europie niewiele o tym wiemy, a w Australii pokolenie naszych dzieci jeszcze mniej. Nikt nam nie pomoże, żeby przerwać ten łańcuch niewiedzy i rozdzielenia. Trzeba więc radzić sobie samemu.

Dziękuję za rozmowę.

Lidia Mikołajewska


Poleć ten artykuł znajomemu | zobacz co słychać na forum
Copyright © Przegląd Australijski 2004-2011