Przegląd Australijski
Image Map

Strona
główna
Australia
z oddali
Świat Tubylców
Australijskich
Wędrówki
kulinarne
Piórem,
Pędzlem i...
„Panorama”
- miesięcznik
Ostatnia aktualizacja: 29.12.2012

Ach, co to był za ślub!

Panorama, grudzień 2005

Łza się w oku kręci, gdy wracam wspomnieniem do tamtej soboty, ciepłej i deszczowej.


Dnia 29 października o godz..12 w południe, w domu państwa Rewaków, zebrała się rodzina i grupa przyjaciół domu, aby uczestniczyć w Błogosławieństwie Młodej Pary. Przy akompaniamencie akordeonu i żartach starostów, młodzi uklękli przed rodzicami, prosząc o błogosławieństwo na nową drogę życia.

Pobłogosławieni krucyfiksem i ucałowani przez rodziców i chrzestnych, z wielką powagą i wzruszeniem podziękowali za trudy rodzicielskie, prosząc o wsparcie i opiekę na dalsze lata. Płakałam, nie mogąc powstrzymać łez. Myślami wracałam do Polski do domu, w którym przed laty błogosławili mnie nieżyjący już rodzice.

Młodzi, drużbowie, rodzina z grupą przyjaciół, ruszyli limuzynami do kościoła parafialnego pw. Zmartwychwstania Pańskiego przy Unley na zaślubiny. W tym dniu wnętrze kościoła zapierało dech w piersiach od zapachu białych lilii, róż, goździków, ułożonych w misterne kompozycje (przez Anię i Ewę) eksponując piękno ołtarza i postać Zmartwychwstałego Chrystusa. Zapełniły się weselnymi gośćmi, udekorowane białymi różami ławki.

Marsz weselny

O godzinie 13.30, przy dźwiękach marsza weselnego, po czerwonym dywanie weszli drużbanci, za nimi Filipek niosący na poduszce obrączki.

Zachwyt wzbudziły małe dziewuszki, Amelia i Ella ubrane w białe sukieneczki i wianuszki, sypiące płatki róż. Chwila ciszy i oczekiwanie na Pannę Młodą. Głośniej zabrzmiały takty marsza weselnego i ujrzeliśmy Ją w pięknej krasie. Piękna dziewczyna w szykownej sukni, w welonie jak z bajki z uśmiechem rozjaśniającym pochmurne niebo.

U boku Młodej Panny, wzruszony ojciec. Powoli i dostojnie prowadzi córkę do oczekującego przy ołtarzu Pana Młodego. Podaje rękę przyszłemu zięciowi oddając w opiekę córkę. Zaczynają się uroczyste zaślubiny. Przy dźwiękach organów i Ave Maryja Monika Rewak i Paweł Dobek przyrzekli sobie miłość, wierność i uczciwość małżeńską. Udzielający ślubu ks. Edmund Budziłowicz swoim kazaniem i życzeniami dotarł do serc wiernych, a przede wszystkim młodzieży.

Chcą brać ślub w tym kościele, z tym księdzem, ale najlepiej by było, żeby wszystko zorganizowała pani Ania. Trzeba przyznać, jej to zasługa, że wszystko było zapięte na ostatni guzik. Po uroczystej Mszy Świętej Młoda Para wyszła z kościoła przy wtórze oklasków, a na zewnątrz.....?

Niespodzianka

Nie pada, a do zebranych gości i Młodej Pary podjeżdża najprawdziwsza kareta, zaprzęgnięta w białe konie, ze stangretem w liberii. Po życzeniach dla nowożeńców, po sesji zdjęciowej, młodzi odjeżdżają karetą do parku, by na łonie natury wypić szampana i uwiecznić się na fotografiach.

Goście weselni i moja rodzinka udajemy się do swoich domów w pośpiechu, by po zmianie wyjściowych kreacji, przebrać się, tak dosłownie - przebrać się - w stroje z epoki Średniowiecza. Sama jazda przez ulice Adelajdy wzbudzała ciekawość skłaniała innych zmotoryzowanych do wychylania głów z samochodów; by popatrzeć na nasze kolorowe stroje i przesłać szczere uśmiechy. Pod Dom Polski przy ul. Angas podążają damy dworu, rycerstwo, książęta, kilku Robin Hood-ów z całą załogą. Wchodzę w gościnne progi Domu Polskiego i wybucham serdecznym śmiechem. Nie poznaję najbliższych. Państwo Rewakowie z całą rodziną, wyglądają tak, jak gdyby tylko na chwilkę urwali się ze średniowiecza.

Bogato i dostojnie

Słyszymy na swój temat, niekończące się komplementy, bo wyglądamy bogato i dostojnie. Szczególnie ja ze swoją tuszą jestem widoczna, a mój muzykalny małżonek też jest rozpoznawalny, bo gra na akordeonie. Trzeba uczciwie przyznać, że weselnicy dopisali, mieli poczucie humoru i się przebrali. Wprawdzie nieliczni się nie przebrali, bo >albo nie mogli albo się bali.

Szefowa Domu Polskiego zwiewna jak rusałka zrobiła przysłowiową "bramę" przed wejściem do budynku, bo co to za wesele, gdy młodzi za "bramę" butelką nie płacą.

>Nowożeńcy przyjechali karetą, gdy wszyscy weselnicy byli już na miejscu. Pan Młody w książęcym wydaniu szybko poradził sobie z "bramą" mieczem przecinając przeszkodę.

Chlebem i solą

Nadworny muzyk wprowadził Młodych pod drzwi wejściowe, gdzie w progu czekali rodzice z bochnem chleba i solą. Młodzi chleb i sól ucałowali, po kielichu starki wypili, szkło za siebie rzucili i rozbili. Wszystkich gości ustawiono na schodach. Rodziców i Młodych wciśnięto w tłum przebierańców i pozowaliśmy do zdjęć, uśmiechając się do kamery, bo nas filmowano. Po chwili zrobiło się małe zamieszanie, a to z tego powodu, że Pan Młody chwycił Pannę Młodą na ręce i chciał wejść po schodach, a że nas było dużo, to chwilę trwało zanim zrobiliśmy przejście. Na piętrze następna niespodzianka. W altance obrośniętej bluszczem i różami, ustawiono stolik z kieliszkami szampana. Państwo Młodzi poczęstowali gości szampanem i zaprosili do "komnaty" na ucztę, a tam następna niespodzianka. Najprawdziwsza zamkowa komnata, udekorowana zwiewnymi szarfami, girlandami, światełkami, kandelabrami i rycerskim orężem.

To był polonez!

Widzimy to wszystko z holu, ustawiamy się w pary i... słyszymy dźwięki poloneza. Za Młodymi, para za parą, tanecznym krokiem wchodzimy do komnaty, a mnie łzy się kręcą ze wzruszenia. Nie mogę złapać kroku, bo znów jestem w Ojczyźnie myślami. Mam przy boku męża, który mocniej mnie chwycił za rękę, bo wie, że w tym momencie potrzebuję jego wsparcia.

Polsko miła, kraju mój, moja dusza się wyrywa......

To był polonez! Z powagą, dumnie przeszliśmy w koło sali trzy razy. Ochłonęliśmy po polonezie i to co zobaczyliśmy, przeszło nasze najśmielsze oczekiwania. Stoły pięknie nakryte, zastawione pysznościami, przy każdym talerzu karteczka z imieniem i rozsypane czekoladowe złoto-czerwone serduszka. W złoto-czerwonej tonacji udekorowana sala emanowała ciepłem i spokojem, zapewniając gościom wygodę i swobodę. Do tańca grał nam niezrównany Zygmunt Moś z braćmi Szczerbickimi czyli aPL.AUs. Ochłonęłam trochę po zachwytach i znów... coś nowego.

Polskie pyszności na stołach

Tego jeszcze w tym Domu Polskim nie było - piękny stół, gdzie siedzieli młodzi z drużbami, wspaniałe stoły biesiadne, ale najwspanialsze to stoły uginające się od wszelkich wiejskich specjałów - zachęcały do jedzenia. Wielki dębowy stół zastawiony został wędlinami domowego wyrobu - dzieło Michała Rewaka - on to potrafi wędzić! Szynki, polędwice, boczki, kiełbasy każdy kroił sobie sam. Królował smalec w kamionkach, ogórki kiszone, kapusta z beczki, zielone sałaty, sałatki, oliwki, sery, jarzyny i co dusza zapragnie. Drugi stół zastawiono ciastami. Nie będę wymieniać jakie były, bo nie pamiętam - wszystkie, ile kto chce i ile może. Zasiedliśmy przy stołach i podano obiad. Pyszny rosół. Wjechały srebrne tace z mięsami i pieczonymi warzywami oraz różne sałaty.

Dziękujemy

Dziękujemy paniom kucharkom z Centralnego Domu Polskiego za trud. Pan starosta bardzo się starał i o gości dbał, donosił okowitę i co kto chciał. Przy okazji korzystał z mikrofonu Zygmunta, bawił gości i przywoływał rozbawionego Pana Młodego do krojenia tortu. Tort był też niespodzianką, bo wjechał w rzeźbionej średniowiecznej karecie, taki duży, trzypiętrowy. Młodzi mieczem go kroili, goście jedli i chwalili. Potem po kilkugodzinnych tańcach - wygibańcach, bo były i polki i walce i "big dance". Po północy zaczęły się oczepiny z przyśpiewkami, rzucaniem welonu i krawata. Nie powiem co kto złapał, bo to nie wypada żeby o rodzinie...

Tańce i śpiewy

Tańczyli i śpiewali wszyscy i ci starsi i ci młodzi i całkiem mali. Para Młoda wiodła prym w tańcach i bawieniu gości. Gdy już byliśmy trochę zmęczeni na stoły wjechał czerwony barszcz i pierogi. Podziękowania za sprawną obsługę gości należą się pani Basi i jej załodze. Pokrzepieni barszczykiem, po wychyleniu kolejnego toastu, bawiliśmy się do rana, prawie białego.

Uśmiech nie schodził z twarzy Moniki, przez cały dzień i noc promiennie się uśmiechała. Przykład to dla innych dziewczyn, śmiejcie się dziewczyny, to dodaje wam uroku i rozsiewa radość. Paweł, zrównoważony, spokojny, uśmiechnięty, wpatrywał się z zachwytem w poślubioną żonę. To wzór do naśladowania dla was przyszli mężowie. Piszę o tych zaślubinach i weselu, by podzielić się z innymi przeżyciami, jakie zgotowali nam Ania i Michał ze swoimi dziećmi i rodziną.

Chcę im podziękować
Że mnie zaprosili,
Dali dobre jadło,
Że mnie nie upili
Mogłam tańczyć, śpiewać,
Bawić się lub gadać
Bierzcie od nich przykład
Jak gości zabawiać

To są moje z serca płynące przemyślenia. Tak naprawdę to przykład i lekcja polskiej gościnności. Można zrobić coś dla innych, tak po prostu, zwyczajnie, bez zobowiązań, jak zrobili to państwo Rewakowie. To kosztuje masę pracy, wyrzeczeń,poświęcenia i chęci, ale warto. Dziękuję jeszcze raz Ani i Michałowi, Monice i Pawłowi. Ach .. ..co to był za ślub!


Ewa Tytuła


Poleć ten artykuł znajomemu | zobacz co słychać na forum
Copyright © Przegląd Australijski 2004-2011