Przegląd Australijski
Image Map

Strona
główna
Australia
z oddali
Świat Tubylców
Australijskich
Wędrówki
kulinarne
Piórem,
Pędzlem i...
„Panorama”
- miesięcznik
Ostatnia aktualizacja: 29.12.2012

Rozmowa o książce

czerwiec 2007

„Matko, woli Twej nie zmienię. Moje wspomnienia”. Autorem tej pięknie wydanej na kredowym papierze książki – autobiografii jest Pan Jerzy Smoliński.


Jerzy Smoliński

Projekt okładki: Grzegorz Koterski

Panie Jerzy, zaintrygował mnie tytuł wspomnień, który jest swoistym przyrzeczeniem: „Matko, woli Twej nie zmienię”.

- ... Chętnie to wyjaśnię. Otóż urodziłem się w Działyniu na Pomorzu. W czasie drugiej wojny światowej na tych terenach Niemcy rekwirowali polskie majątki i zmuszali Polaków, by zapisywali się na listę volsdeutschów. To oznaczało, że moi bracia i ja musielibyśmy służyć w niemieckiej armii. Mama przygotowała nas – swoje dzieci - do tej rozmowy z Niemcami w toruńskim lagrze. Tłumaczyła między innymi, że chleb nie przeszedłby Jej przez gardło, gdyby podpisała listę zdrajców Polski. Mama wychowała się pod zaborem austriackim i wiedziała co znaczy stracić wolność i Ojczyznę. Zawsze była patriotką, a przed tą kluczową rozmową z Niemcami powiedziała tak: „Jeśli ktoś z was zmieni moją wolę, wyrzekam się go na zawsze. Nie chcę się wstydzić za własne dzieci”. Przysięgając składaliśmy na Jej sercu dwa palce i mówiliśmy tak: „Przysięgam Ci mamo, iż będę wierny Tobie i Twoim słowom, tak mi dopomóż Bóg”.

I słowa Pan dotrzymał?

- Ooo tak! Nawet w Australii przez bardzo długie lata nie przyjmowałem obywatelstwa, bo wydawało mi się to zdradą. Kilka dobrych okazji pracy przeszło mi koło nosa, bo była ona zarezerwowana tylko dla Australijczyków. Dopiero na początku lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku, gdy syn Henryk nie mógł z powodu braku obywatelstwa australijskiego dostać się na studia, „pękłem”.

Dlaczego postanowił Pan tę książkę napisać? Kiedy to było?

- Dokładnie w moje 80-te urodziny. Postanowiłem spisać losy mojej rodziny dla przyszłych pokoleń, czyli dla dzieci, wnuków, prawnuków i praprawnuków... Niech wiedzą skąd ich ród. To książka mojego życia, o czym piszę w „Dedykacji” na początku książki. Zależało mi, by potomni wiedzieli dlaczego, mimo tak patriotycznego wychowania w moim rodzinnym polskim domu, żyję w Australii? Jakie były motywy mojego postępowania? Jakich ludzi spotkałem na swojej drodze? Jakie miałem pasje i jakie ideały mną kierowały?...

Panie Jerzy, jest to naprawdę piękna idea, ale nie czarujmy się! Przecież wnuki i prawnuki już tej książki w języku polskim nie przeczytają!

- Dlatego tłumaczę ją obecnie na język angielski.

A to mnie Pan zaskoczył!

- Nie mogę inaczej, skoro moje wnuki Krzysiu i Michał języka polskiego praktycznie nie znają, a Lusia trochę rozumie. Najmłodsza Krysia, którą moja żona się opiekowała, umie najwięcej. Ponadto tańczy i śpiewa w „Tatrach”, co też ma znaczenie. Trójka moich dzieci – Jadzia, Danusia i Henryk – znają oczywiście język polski i na dobrą sprawę tylko oni tę książkę mogliby dobrze poznać. Jednak wszyscy członkowie mojej rodziny dostaną po dwa egzemplarze tych wspomnień, zarówno w języku polskim jak i angielskim.

Nie wątpię, że pozostawi im Pan wspaniałą pamiątkę...

- ... specjalnie dla nich w twardej oprawie.

A w środku wspomnienia z rodzinnego pomorskiego domu, tragiczne przejścia wojenne, podróż do Australii, życie w tym kraju, radości i smutki... I wszystko to „okraszone” wierszami, słowami piosenek, czarno-białymi i kolorowymi fotografiami upamiętniającymi ważne wydarzenia – śluby własne i dzieci, fotografie wnuków, podróże, spotkania, działalność społeczna. Wszak był Pan budowniczym Domu Millenium...

- Australia jest ważna w moich wspomnieniach. To przecież praktycznie całe moje życie. Także tych wszystkich Polaków, którzy tuż po wojnie znaleźli się na gościnnej australijskiej ziemi. Ja trafiłem tutaj prosto z Niemiec, inni szli przez Rosję, Iran, Anglię, Francję. To kawał naszych dziejów i jestem przekonany, że warto je zachować dla potomnych. Dwa lata trwało pisanie tej książki - porządkowanie fotografii i dokumentów, sprawdzanie dat, żeby broń Boże niczego nie uronić i nie przekręcić.

Udało się! Gratuluję i dziękuję za rozmowę.

Rozmawiała Lidia Mikołajewska


Poleć ten artykuł znajomemu | zobacz co słychać na forum
Copyright © Przegląd Australijski 2004-2011