Przegląd Australijski
Image Map

Strona
główna
Australia
z oddali
Świat Tubylców
Australijskich
Wędrówki
kulinarne
Piórem,
Pędzlem i...
„Panorama”
- miesięcznik
Ostatnia aktualizacja: 29.12.2012

Nasze święta w Australii

grudzień 2006

Czesława i Henryk Bożykowie: – Boże Narodzenie to dla nas święta szczególnie miłe i bliskie, bo rodzinne


Czesława Bożyk

Henryk Bożyk

– Wciąż kojarzą nam się z mrozem, śniegiem, pierwszą gwiazdką na niebie i z polską kolacją wigilijną z tradycyjnymi trzynastoma daniami na czele z karpiem.

Pierwsze święta w Australii? Dobrze je pamiętamy, choć od tego czasu upłynęły dwadzieścia dwa lata. Zamiast płatków śniegu – skrzące promienie słońca, zamiast pierwszej mroźnej gwiazdki – wyiskrzone letnie, błękitne niebo. A mimo to pragnęliśmy powtórzyć przestrzegane w naszej rodzinie polskie zwyczaje wigilijne.

Karp był żywy świeżutki, zdobyty bez kolejki, prosto z... Torrens River. O innych możliwych miejscach połowu wtedy nie słyszałem. Część ryb Czesia usmażyła, a część zrobiła w galarecie.

Nadeszła pora kolacji. Mocno tego dnia grzało. Patrzymy... Karp w galarecie pływa! Ten smażony w ogóle nie nadaje się do jedzenia! Ulubione w Polsce makiełki nie smakują! Przy tak smętnym stole raczyliśmy się kompotem z suszonych owoców prosto z lodówki. Chciałoby się rzec po Kmicicowsku: „kończ waść, wstydu oszczędź!” Następnego dnia, w pierwszy dzień świąt Bożego Narodzenia, najbardziej smakowało nam dobrze schłodzone piwo. Wtedy dotarło do nas, że w tej Australii wszystko postawione jest na głowie: to co w Polsce było smaczne, tutaj nie smakuje wcale. O bigosie, o tej porze roku, należy raczej zapomnieć i nie stawiać go na stole w upalne, letnie dnie...

Ale co zrobić, gdy pamięć wciąż przywołuje dawny świąteczny polski stół z opłatkiem, kutią, makiełkami, niezastąpionym karpiem pod różnymi postaciami, pierożki z grzybami i barszcz czerwony?

O takim wigilijnym polskim stole, o tym jak to drzewiej bywało, dziś opowiadamy naszym wnukom, bo wszystkie święta spędzamy w gronie najbliższej rodziny– córki Ani, zięcia Mietka i trzech wnuków – Piotra, Marcina i Adama.

Kolejne, drugie Boże Narodzenie na australijskiej ziemi również głęboko zapadło nam w serce. Zaczęło się wcześnie, bo już w listopadzie, gdy przyjechała z Polski matka naszego zięcia. Mieszkaliśmy wtedy w trzy-sypialniowym domku: jedna sypialnia dla nas, druga dla Ani i Mietka, a trzecia dla gościa z kraju. Tymczasem na początku grudnia przyleciał do Australii (na stałe) kolega Mietka z Włoch, z żoną i małym synkiem. W tak gorącym przedświątecznym okresie nie mogli przecież nigdzie pójść, więc zostali z nami. Matka Mietka zamieszkała w jednym pokoju z młodą parą, a Ela, Leszek i Dawidek zajęli jej pokój.

Przyszła Wigilia – dzień zadumy, nostalgii i tęsknoty za najbliższymi. Ten wieczór z nami spędziła również Mama Czesi, a moja teściowa. Urządziliśmy sobie wspaniałą, niepowtarzalną, gwarną i radosną kolację wigilijną w gronie rodziny i przyjaciół. Na stole, a jakże!, trzynaście potraw. Nauczona doświadczeniem przygotowałam rybę smażoną i po grecku, śledzie, rozmaite pierogi, kapustę z grzybami, ciasta... Tym razem na półmiskach nic smętnie nie pływało. To były naprawdę rodzinne święta. Ich efektem jest życzliwa przyjaźń i znajomość z Elą, Leszkiem i dorosłym już Dawidem do dziś. Mojej Mamy nie ma już pośród nas...

Co to są makiełki?

Zagnieć mąkę ze śmietaną, ciasto cienko rozwałkuj i wykrawaj malutkie krążki. Ja je robię nakrętką od butelki, ale mogą być jeszcze mniejsze. Upiecz je w piekarniku i schowaj w blaszanym pudełku, aby przetrwały do Wigilii. W tym dniu, albo w przeddzień, namocz te makiełki w mleku z miodem, krótko, żeby się nie rozpłynęły. Następnie przygotuj mak jak na makowiec z dużą ilością bakalii. Wymieszaj ten mak z namoczonymi makiełkami. Pyszne!


Lidia Mikołajewska

(Z cyklu: „Szanujmy wspomnienia”)


Poleć ten artykuł znajomemu | zobacz co słychać na forum
Copyright © Przegląd Australijski 2004-2011