Przegląd Australijski
Image Map

Strona
główna
Australia
z oddali
Świat Tubylców
Australijskich
Wędrówki
kulinarne
Piórem,
Pędzlem i...
„Panorama”
- miesięcznik
Ostatnia aktualizacja: 29.12.2012

Koncert Tatr

listopad 2006

W niedzielę, 22 października, w Scott Theatre, odbył się koncert „Tatr"


„Tatry” tańczyły i śpiewały także w Polish Hill River. W środku Ewa Gruszka

Jest już tradycją, że pod koniec każdego roku mamy okazję podziwiać wspaniałe owoce ciężkiej, ponad ośmiomiesięcznej pracy artystów i ich opiekunów, instruktorów tańca i śpiewu.

I myślę, że zgodzą się ze mną te osoby, które regularnie oglądają występy, że za każdym razem opuszczamy widownię bardziej nimi oczarowani.

Nie inaczej było i tym razem.

Pod koniec grudnia „Tatry" wyjeżdżają do Hobart, aby reprezentować nasz stan na Polonijnym Festiwalu POL-ART i w pewnym sensie, oglądając niedzielny koncert, mieliśmy przedsmak tego, co zamierzają pokazać na Tasmanii. Jestem pewna, że nie będziemy się za Nich wstydzić! O każdym koncercie „Tatr" można się rozpisywać, opisując stroje, podziwiając tańce, śpiewy.

Kolejny występ to wyzwanie dla recenzenta, który musi się głowić, aby znaleźć odpowiednie słowa, mogące oddać obraz tego, co działo się na scenie. Właściwie można by przygotować szablon opisu i za każdym razem zmieniać przymiotniki z „piękny” na „wspaniały”, „zachwycający” na „urzekający”, przykładów byłoby wiele.

Myślę, że najlepszą recenzją dla Zespołu jest zawsze prawie pełna sala i długo nie milknące oklaski. W tym roku było podobnie.

W skład „Tatr” wchodzi kilka grup wiekowych i każda, według swoich możliwości, przedstawiła ludowe tańce i piosenki.

Szczególne owacje otrzymują zawsze najmłodsi wykonawcy. Wszyscy z uciechą, ale i z czułością,przyjmowali występy kilkulatków tańczących polkę, czy śpiewających piosenki o żabce i znaną wszystkim - „Kukułeczka kuka”. Ich dziecięca naturalność podbiła serca widzów.

Średnie grupy pięknie zatańczyły „Smutnego kujawiaczka” (dziewczęta), polkę, taniec z Kujaw „Kukułeczka:” i krakowiaka. W ich wykonaniu usłyszeliśmy m.in. „Czerwone jabłuszko”, „Gdy strumyk płynie z wolna" (niektórzy na widowni nie mogli się powstrzymać i też cichutko śpiewali) oraz piosenki o przepiórce.

Gdy słuchałam tych ostatnich, zachwycił mnie prawie bezbłędny sposób wymawiania polskich słów, w większości zawierających typowe dla naszego języka dwuznaki „sz” i „cz”.

Szczerze mówiąc, wszyscy wykonawcy zrobili na mnie ogromne wrażenie, czysto śpiewając niełatwe, ludowe utwory. Pamiętając, że większość z nich urodziła się w Australii i na codzień z większą łatwością posługuje się językiem angielskim, trzeba pogratulować im oraz pani Ewie Gruszce ostatecznego efektu.

Najstarsze grupy już tradycyjnie zaprezentowały wysokiej klasy repertuar. Począwszy od przepięknie zaśpiewanych tradycyjnych piosenek ludowych oraz „Czerwonego Pasa - Hucuł”poprzez tańce „Zabawa sądecka” i „Oberek”, skończywszy na Góralskim Zbójnickim, bez którego żaden koncert „Tatr” nie może się obejść. Taniec z ciupagami, przewrotki i inne elementy góralskiego tańca zawsze robią ogromne wrażenie i wywołują aplauz u widzów.

Każde przedstawienie, koncert kończy się finałem. Te, które oglądamy w wykonaniu „Tatr” śmiało można nazwać WIELKIMI FINAŁAMI! W tym roku było podobnie. Na scenę wyszli wszyscy artyści, według pana Pawła Zająca administratora „Tatr”, ponad 120 (wśród nich można było dostrzec nowe „nabytki” Zespołu, co bardzo cieszy i jest dowodem, że młode pokolenie nie wstydzi się swojego pochodzenia). Przepiękne kolorowe stroje (krakowskie, łowickie, góralskie) mieniły się wieloma barwami, wzorami. Zrelaksowane, uśmiechnięte twarze były chyba jaśniejsze od teatralnego oświetlenia. Tej wspaniałej atmosfery żadne słowa nie są w stanie zobrazować. To trzeba osobiście obejrzeć i przeżyć!

„Tatry" to jedna wielka rodzina. Istnieją od 48 lat, choć dopiero od 1965 roku pod obecną nazwą. Są częścią polskiej społeczności, ich przedstawiciele dodają blasku prawie każdej polonijnej uroczystości.

Reprezentują nas także wśród społeczności australijskiej (przykładem niech będzie tegoroczny udział w wieczornej ceremonii poprzedzającej obchody ANZAC DAY, która odbyła się przy pomniku upamiętniającym ofiary wojny, przy North Tce.).

Starszym Polakom ich występy przypominają ojczysty kraj, młodym pokazują kulturę ich dziadków. W czasie swoich koncertów przenoszą widza w inny świat. I za to Im dziękujemy.

Życzymy „Tatrom” sukcesu w Hobart, ale przede wszystkim wspaniałej zabawy, spotkań z rówieśnikami i już czekamy na przyszłoroczny koncert.


Kamilla Springer


Poleć ten artykuł znajomemu | zobacz co słychać na forum
Copyright © Przegląd Australijski 2004-2011