Przegląd Australijski
Image Map

Strona
główna
Australia
z oddali
Świat Tubylców
Australijskich
Wędrówki
kulinarne
Piórem,
Pędzlem i...
„Panorama”
- miesięcznik
Ostatnia aktualizacja: 29.12.2012

Pół wieku Polskiego Teatru „Starego” w Adelajdzie

Panorama, styczeń 2005
Teatr Stary

Pierwsze dziesięciolecie, czyli od sublokatorki do Kowalskiego


Henryk Krzymuski (z lewej) jako Gustaw i Roman Izdebski jako Albin.
„Śluby panieńskie” Fredry. Rok 1957

Co kierowało garstką ludzi, aby w 1955 roku wystawić w Adelajdzie komedię Adama Grzymały Siedleckiego „Sublokatorka” prawdopodobnie nigdy się nie dowiemy. Nie ma na to dokumentów, a ci, którzy z takim entuzjazmem stworzyli Koło Przyjaciół Teatru przy Klubie Kulturalno-Towarzyskim, tacy jak Witalis Arnold, Wiesław Araszkiewicz, Tadeusz Bogusławski i Ludwik Dutkiewicz rozpierzchli się po wszechświecie. Możemy więc jedynie spekulować, że byli miłośnikami „żywego słowa”, że pragnęli stworzyć życie kulturalne Polakom odciętym od korzeni, języka, tradycji, że tęsknili za polską mową, wreszcie, że sami mieli ambicje aktorskie, reżyserskie, twórcze, przerwane brutalnie wybuchem wojny.

Po 50 latach nieprzerwanej działalności teatru warto jednak zastanowić się co było i jest jego siłą, że przetrwał.

W albumach teatralnych pieczołowicie uzupełnianych przez Stanisława Dijakiewicza znajdują się czarno-białe zdjęcia, programy i recenzje z pierwszych premier. Recenzent Władysław Romanowski ocenił w samych superlatywach premierę „Sublokatorki”, a wyjątkowo chwalił aktorskie kreacje Araszkiewicza, Wandy Hryniewiczowej i Ludwika Dutkiewicza. Zrozumiałe, że w jego recenzji nie mogło być źdźbła krytycyzmu, wszak to on sam zaadaptował sztukę Siedleckiego na adelajdzką scenę i był kierownikiem literackim teatru. W swoim króciutkim artykule, który został opublikowany w „Tygodniku Katolickim” na początku 1956 roku, Romanowski tak skomentował powstanie teatralnej placówki

„... Idealiści jednak znajdą się zawsze i wszędzie. I chyba tylko im należy zawdzięczać, że parę miesięcy temu zawiązał się w Adelaide tzw. Komitet Teatralny. Miał do pokonania wiele trudności, ale wreszcie postawił na swoim i w rezultacie na naszym terenie powstała tak potrzebna placówka”.

Entuzjazm, idealizm, umiejętność pokonywania trudności przekazywane były z premiery na premierę, z pokolenia na pokolenie.

Po latach okazało się, że tylko tacy mogli zostać członkami tego teatru. Zespół teatralny po „Sublokatorce” nie osiadł na laurach, na warsztat wzięto następną komedię, tym razem Brunona Winawera „Roztwór profesora Pytla” zaangażowano nowych aktorów, aby sprostać potężnej 14 osobowej obsadzie. Premiera się odbyła... ale entuzjastów dopadła zmora zniechęcenia. Brakowało pomysłów co grać, nie dopisywała publiczność, a co za tym idzie doszły niepowodzenia finansowe, bowiem zespół był na własnym rozrachunku – z dochodu ze sprzedanych biletów wynajmował salę na występ, budował scenografię, szył kostiumy. A poza tym co zawsze wśród silnych, twórczych indywidualności bywa, w zespole dało się zauważyć niezgodność charakterów.

Nie wydawało się, że cokolwiek zmieni ten nastrój zniechęcenia. Traf chciał, że na zebraniu był obecny, świeżo przybyły z Perth, młody inżynier Henryk Krzymuski, który z entuzjazmem opowiadał o sukcesach teatralnego zespołu w stolicy Zachodniej Australii. Dziś trudno już powiedzieć czy zapał Krzymuskiego, czy fakt, że miał on przy sobie egzemplarz „Ślubów panieńskich” Fredry, czy też zwykłe ludzkie myślenie „jak w Perth się udało, to my nie będziemy gorsi” – zaważyło na decyzji Komitetu Organizacyjnego i Teatru nie zamknięto na kłódkę.

Do premiery „Ślubów” oczywiście doszło. Dwa przedstawienia przyniosły dochód 40 funtów. Było za co robić następne sztuki - wybór padł na komedie Bałuckiego „Grube ryby” i „Gwałtu co się dzieje” Fredry. Oprócz spraw czysto teatralnych Zespół uporządkował swoje sprawy administracyjne - założył konto bankowe, zorganizował salę na próby teatralne i ze wszystkich sił starał się o świeży narybek - brakowało aktorów oraz osób, które zgodziłyby się pracować za kulisami. Aby wzmocnić zespół zostaje nawiązany kontakt z grupą działającą w dzielnicy Semaphore. Dobry los stawia na drodze Mieczysława Kozłowskiego (reżysera), rodzinę Kuczerów - trzy córki - Lidię Ślusarską, Danutę Kuczerówną i Wandę Demczuk oraz jej męża Jerzego. To oni zostaną w przyszłości przez długie lata ozdobą każdego przedstawienia teatralnego. Recenzent „Spadkobierców pana Rozmieszki” gdzie debiutowała cała rodzina, piał wprost z zachwytu:

„Pan J. Demczuk ...był doskonałym od początku do końca. Nie mogłem uwierzyć, że to gra zwykły amator... P. D. Kuczerówna (Karolcia) odtworzyła tę postać doskonale... Doskonałą sceną była scena czytania testamentu przez p. L. Ślusarską i W. Demczuk”. I kończy tak „...[Komedia] jest ...dużym krokiem naprzód dla Koła Przyjaciół Teatru”.

Ten krok naprzód to „Zemsta” Fredry wystawiona w Tivoli Theatre (dzisiejszy Her Majesty's Theatre) w ramach obchodów Święta Żołnierza, aby tym sposobem przyciągnąć do teatru widzów, którzy w w innych okolicznościach na komedię Fredry by nie przyszli. Ludzie teatru mówią, że teatr to scena i widownia. Bez tych dwóch elementów teatru nie ma. Tak więc korzystano ze wszystkich okazji, aby teatr popularyzować. Organizowano - zabawy taneczne z mini programami rozrywkowymi, wystawiano sztuki w miejscach, gdzie było łatwo o dojazd, albo w dzielnicach, gdzie mieszkało wielu Polaków, albo tam, gdzie teatr był mniej znany.

Od samego początku teatr poszukiwał drogi do widza. Czym go zainteresować? Komedią - to było pewne, ale jak długo można było grać kostiumową klasykę. Brak materiałów do grania zmusił jego zarząd do nawiązania kontaktów z czasopismami teatralnymi w Polsce - zaczęto prenumerować „Teatr” i „ Dialog”, w bibliotece teatralnej pojawiły się skrypty sztuk z miłymi dedykacjami m.in. od Romana Brandsteattera i Ludwika Hieronima Morstina, który przyjął patronat nad teatralnym kołem.

I wszystko byłoby pięknie, gdyby Mieczysław Kozłowski pracujący z zespołem na Semaphore na trzy tygodnie przed premierą „Klubu Kawalerów” nie zrezygnował z jej dalszego reżyserowania. Wkrótce potem z Koła wycofuje się Ludwik Dutkiewicz i Witalis Arnold.

Henryk Krzymuski - dotychczasowy przewodniczący Komisji Rewizyjnej zostaje z grupą entuzjastów przekonywujących go, że choć kilka osób odeszło z zespołu, to przecież Teatr istnieje. Cztery lata minęły zanim „Klub kawalerów” pojawił się na scenie w innej obsadzie i w reżyserii H. Krzymuskiego. Ale niewątpliwie do stabilizacji polskiej amatorskiej sceny w Adelajdzie doszło w 1965 roku, kiedy to odbyła się premiera „Sprawy Kowalskiego” Gozdawy i Stępnia, współczesnej komedii muzycznej z 15 osobową obsadą, piosenkami i meblami wypożyczonymi przez firmę... Zak-Rog. Sztukę oklaskiwało 367 osób.

Po raz pierwszy publiczność dopisała, a w kuluarach pytano, kiedy następna premiera...


Ewa Błahij-Leśniewska


przeczytaj odcinek drugi

Tekst oparty na książkach: „Polacy w Południowej Australii 1948-1968”, „Emigranckie igraszki w krainie Kangurów” Henryka J. Krzymuskiego i rozmowach z członkami Polskiego Teatru „Stary” w Adelajdzie.


Poleć ten artykuł znajomemu | zobacz co słychać na forum
Copyright © Przegląd Australijski 2004-2011