Przegląd Australijski
Image Map

Strona
główna
Australia
z oddali
Świat Tubylców
Australijskich
Wędrówki
kulinarne
Piórem,
Pędzlem i...
„Panorama”
- miesięcznik
Ostatnia aktualizacja: 29.12.2012

Polski lekarz z Holandii

Panorama, lipiec 2006

Dr Janusz Teodorczyk pracuje w Kraju Kwitnących Tulipanów już dwadzieścia lat


Dr Janusz Teodorczyk

Niezbyt często mamy okazję spotkać na antypodach rodaka – lekarza z Holandii, który przybył do Adelajdy na Naukowy Kongres Specjalistów Anestezjologów i Intensywnej Terapii.

Panie doktorze, czy trudno było odnaleźć się w holenderskim środowisku medycznym polskiemu lekarzowi?

– Gdy Polska nie była członkiem Unii Europejskiej, lekarze specjaliści z tej części Europy nie byli przyjmowani z otwartymi ramionami. Najpierw trzeba było zdać egzamin państwowy z języka niderlandzkiego, a potem, na własną rękę, poszukać uniwersytetu, który byłby gotów przyjąć na staż specjalistyczny zakończony egzaminami nostryfikacyjnymi. Zrzeszenie Specjalistów Holenderskich broniło się przed zbyt dużą konkurencją. Ze wszystkich uniwersytetów tylko jeden odpowiedział mi pozytywnie. Po nostryfikacji dyplomu znalezienie pracy też było trudne z powyższych powodów. W Holandii bardzo ważny jest „profil socjalny” człowieka, tzn. koleżeńskość, uczciwość, stosunek do personelu pielęgniarskiego itp. Z powyższych powodów wyrzucono z pracy co najmniej czterech polskich lekarzy specjalistów. Oni już nie mają czego szukać w Holandii, ale pozostawili taką opinię o Polakach, która nam nie ułatwiała znalezienia pracy, zwłaszcza na eksponowanych stanowiskach. Niemniej w środowisku lekarskim nie miałem istotnych problemów i do tej pory pracuje mi się bardzo dobrze. Oczywiście trzeba bardzo uważać, aby nie popełnić błędu, bo pacjenci w Holandii są dobrze zorganizowani, mają własne zrzeszenie, własnych prawników, którzy prowadzą ich sprawy.

Do Adelajdy przybył Pan na międzynarodowy kongres lekarski. Czego konkretnie dotyczył ten zjazd naukowy? Nad czym pracowaliście i w jakiej formie? Referaty, wykłady, wymiana doświadczeń?

– Do Adelajdy przybyłem na Naukowy Kongres Specjalistów Anestezjologów i Intensywnej Terapii. Program obejmował cztery kierunki: intensywną terapię (leczenie pacjentów po ciężkich wypadkach i w sytuacji zagrożenia życia); znieczulenia; pomoc medyczną w przypadku dużych katastrof (tsunami, terroryzm itp.); walkę z bólem, głównie przewlekłym, opornym na konwencjonalne leki. Główną częścią Kongresu były prezentacje najnowszych osiągnięć w tych dziedzinach, połączone z szeroką dyskusją. Drugą formą były sympozja dyskusyjne na wybrane tematy, gdzie specjaliści zajmujący się poszczególnymi, wąskimi dziedzinami medycyny (np. chirurgia serca czy mózgu), wymieniali poglądy i doświadczenia dotyczące szczególnie trudnych przypadków. Głównym celem tego typu kongresów jest umożliwienie spotkania się specjalistów zajmujących się określonymi tematami i nawiązania aktywnej współpracy.

Kto może uczestniczyć w takich kongresach? Czy trzeba wykazać się jakimś dorobkiem naukowym? Osiągnięciami w medycynie? Czy też można po prostu wyrazić chęć zapoznania się z nowymi metodami leczenia?

– W tego typu kongresach może uczestniczyć każdy lekarz specjalista. Kongresy odbywają się w większości krajów w języku angielskim (nawet w Holandii). Jedynie w Ameryce Łacińskiej w języku hiszpańskim. Tłumaczy nie ma, każdy musi dawać sobie radę z językiem sam.

Ilu lekarzy uczestniczyło w adelajdzkim Kongresie? Z jakich państw przyjechali? Czy oprócz Pana byli jeszcze inni Polacy?

– W Kongresie uczestniczyło około 950 lekarzy specjalistów. Przybyli głównie z Australii i z Nowej Zelandii. Kilku delegatów było z Hong-Kongu, Arabii Saudyjskiej, kilku z Singapuru, USA., z Kanady. Z Europy przyjechało sześciu Anglików, jeden Szkot, jeden Polak pracujący od dwudziestu lat w Norwegii i ja, z Holandii.

Co konkretnego wywiezie Pan z tego spotkania?

– Podczas Kongresu uczestniczyłem w ciekawych dyskusjach na trudne tematy, dotyczące przede wszystkim tego, jak lepiej i skuteczniej leczyć pacjentów. Wymieniłem adresy z wieloma interesującymi kolegami z różnych krajów. Będziemy dyskutować za pośrednictwem poczty elektronicznej, telefonów, w bezpośrednich spotkaniach.

Czy w Holandii leczy Pan polskich pacjentów?

– Nie. Polacy zdarzają sie przypadkowo. Ale w moim szpitalu, oprócz mnie, pracują cztery Polki: trzy pielęgniarki i jedna w laboratorium.

Jak liczna jest Polonia w Holandii?

– Myślę, że w Holandii zamieszkuje około 17 tysięcy Polaków. Polacy w tym kraju nie są zorganizowani w Polonii Holenderskiej. Często nie znają się, chociaż mieszkają w tym samym mieście. Istnieją natomiast zrzeszenia kulturalne, np. Szkoła Polska, ośrodki prezentujące osiągnięcia kultury i sztuki polskiej np. filmy, przedstawienia teatralne itp. Starsi Polacy, którzy pozostali po wyzwoleniu Holandii (z dywizji generała Maczka) i ich dzieci (głównie w okolicach Bredy) mają własne stowarzyszenia kulturalne.

Panie doktorze, jest Pan pierwszy raz w Kraju Kangurów. Co najbardziej podobało się Panu w Australii?

– Parki narodowe. Według mojej oceny Australia ma bardzo dobry program ochrony przyrody, czego brakuje w innych krajach, gdzie człowiek na ogół chce mieć wszystko dla siebie. Poza tym przyjacielski stosunek człowieka do człowieka, spontaniczna chęć pomocy potrzebującym...

Dziękuję za interesującą rozmowę. W imieniu Czytelników i Redakcji „Panoramy" życzę dalszych sukcesów w życiu zawodowym i szczęśliwego powrotu do Holandii.

Dziękuję, życzę również pomyślności w pięknej Australii.

* * *

W podróży do Australii doktorowi Januszowi Teodorczykowi towarzyszyła żona Ewa. Pani Ewa jest kobietą pełną osobistego uroku, serdeczną w kontaktach z ludźmi. W swoim holenderskim ogrodzie pielęgnuje oryginalne krzewy i kwiaty. Ale najważniejsze wśród nich są tulipany, hiacynty i skromne polskie konwalie.

Państwo Teodorczykowie są zachwyceni Adelajdą i jej okolicami. Mimo krótkiego pobytu starali się zobaczyć jak najwięcej, a sprzyjała im piękna jesienna pogoda. Pasją pani Ewy jest fotografowanie. Z Australii wywiozła mnóstwo zdjęć, a wśród nich te „wizytówkowe" z koalami, kangurami i eukaliptusami. Stolicę Południowej Australii nazwała „elegancką Królową Adelajdą”. Zapowiedziała swoje ponowne odwiedziny Australii, aby móc dłużej cieszyć się jej urokami.

Państwo Teodorczykowie mają trójkę dzieci. Najmłodsza z rodzeństwa idzie w ślady ojca.


Jadwiga Korczyńska


Poleć ten artykuł znajomemu | zobacz co słychać na forum
Copyright © Przegląd Australijski 2004-2011