Przegląd Australijski
Image Map

Strona
główna
Australia
z oddali
Świat Tubylców
Australijskich
Wędrówki
kulinarne
Piórem,
Pędzlem i...
„Panorama”
- miesięcznik
Ostatnia aktualizacja: 29.12.2012

Piórem, Pędzlem i...

Leszczyna w Australii

Kurier Zachodni, październik 2006

O poezji Ludwiki Amber pisze Ryszard Matuszewski


Ludwika Amber, poetka i Lech Paszkowski, pisarz w Melbourne (fot. z prywatnego archiwum Ludwiki Amber)

Ludwika Amber (urodzona w 1948 roku) poetka polska zamieszkała w Australii, należy - mam wrażenie - do bardzo już dziś nielicznych przedstawicieli naszej literatury uprawiających swą działalność twórczą z dala od kraju. I nie ma w tym nic dziwnego. Nie pomylę się chyba określając ją jako ostatnie - na dzień dzisiejszy przynajmniej - ogniwo łańcucha wielkiej i długiej tradycji, jaką ma za sobą poczet poetów polskich tworzących poza ojczyzną.

Jest ona - przeciętnie biorąc - młodsza o pokolenie od grona poetów, którzy startowali w latach pięćdziesiątych w środowisku polskich emigrantów w Londynie, skupiwszy się wokół wychodzących tam wtedy polskich czasopism Merkuriusz Polski i Kontynenty i tworzących chyba ostatnią formację polskich poetów na obczyźnie o charakterze grupowym.

Sytuacja w Polsce pojałtańskiej w pełni tłumaczyła fakt, że po II wojnie światowej nie powróciła do kraju spora liczba pisarzy, którzy jej lata przeżyli na emigracji. I aczkolwiek obecnie można stwierdzić - chyba bez ryzyka błędu w ocenie - że niesuwerenność Polski pojałtańskiej nie przyniosła powtórzenia zjawiska, które historia literatury XIX wieku określiła mianem „Wielkiej Emigracji”, choć nie powtórzyła się sytuacja, w której tylko poza zniewolonym krajem mogły powstawać arcydzieła wolnego ducha naszej narodowej literatury, znaczone nazwiskami Mickiewicza, Słowackiego, Krasińskiego czy Norwida - to jednak niewątpliwie spowodowała, że w roku 1950 „wybrał wolność” poeta tej miary co Czesław Miłosz, że nie zdecydowali się na powrót do kraju pisarze tego kalibru co Wierzyński, Lechoń czy Gombrowicz i że doniosłym elementem walki o duchową suwerenność Polski stały się takie ośrodki jak paryska Kultura Jerzego Giedroycia, londyński Związek Pisarzy Polskich na Obczyźnie czy Polska Sekcja Radia Wolna Europa pod kierunkiem Jana Nowaka-Jeziorańskiego.

Warunki te uległy oczywiście dużej zmianie z chwilą odzyskania przez Polskę suwerenności u progu ostatniej dekady minionego wieku. Ludwika Amber wyjeżdżając (przez Austrię) do Australii w 1982 roku, a więc wkrótce po ogłoszeniu stanu wojennego, uczyniła to w momencie, kiedy po raz ostatni o sytuacji naszego kraju zdecydował fakt jego zależności od sowieckiego imperium. Już w kilka lat później impulsy do wyjazdów z Polski, choć z pewnością nie przestały istnieć, zmieniły swój charakter. Polakami opuszczającymi kraj ojczysty po roku 1989 mogły kierować różne względy natury praktycznej, np. szansę lepszego zarobku lub kariery w niektórych dziedzinach nauki, ale nie brak wolności słowa, podstawowy motyw mogący skłaniać do emigracji ludzi pióra.

Dwie poetki: Ludwika Amber i Ela Chylewska podczas Festiwalu Kultury i Sztuki Polskiej POLART 2003 w Sydney

Kiedy więc dziś czytam utwory Ludwiki Amber - autorki kilkunastu zbiorów pisanych po polsku wierszy, kilku wyborów poezji i przekładów z literatury australijskiej oraz obszernej antologii poezji i prozy polskiej w Australii, kiedy zastanawiam się nad fenomenem jej twórczości, która zyskała sobie uznanie zarówno krytyki polskiej jak czytelników obcych (wiersze jej przekładane są na angielski, niemiecki, francuski i litewski), to zadaję sobie pytanie, jakie czynniki warunkują fakt, że ktoś żyjąc od lat z dala od kraju, pozostaje twórcą zakorzenionym w polszczyźnie i wciąż aktywnym. I dochodzę do wniosku, że czynnikiem podstawowym jest tutaj fakt, że opuszczając kraj Ludwika Amber była już osobowością w pełni intelektualnie i kulturalnie ukształtowaną. Nie jest bez znaczenia, że zanim wyjechała z Polski do Australii miała już za sobą 33 lata życia w ojczyźnie, że miała tutaj za sobą długi okres edukacji, determinujący zarówno jej stosunek do rodzinnego kraju i języka, jak i do nowej, przybranej ojczyzny.

By uświadomić sobie znaczenie tego zakotwiczenia Ludwiki Amber w polskiej kulturze i polskim języku warto spojrzeć na jej dorobek, porównując go z osiągnięciami, które były udziałem wyżej wspomnianych i starszych o pokolenie poetów polskich z londyńskiej grupy „Kontynenty”. Na ich przykładzie widać wyraźnie, w jak znacznym stopniu trwałe uprawianie poezji w polskim języku zależało od tego, czy okres intelektualnego dojrzewania przeżyli jeszcze w kręgu kultury polskiej czy już w Wielkiej Brytanii, w brytyjskich szkołach i uczelniach. Pouczające są tu przykłady odskakującego wiekiem nestora owej grupy, jakim był Jerzy Niemojowski (1918-1989), który zdążył jeszcze rozpocząć studia wyższe na Uniwersytecie Jagiellońskim w latach międzywojennych, czy też Bolesława Taborskiego (ur. 1927), który - wywieziony z Polski po Powstaniu Warszawskim - zdał maturę w 1945 roku w polskim liceum w Lubece, jak przykłady ich młodszych kolegów, którzy już wykształcenie w zakresie szkoły średniej zdobywali w Wielkiej Brytanii. Jeżeli nawet przypadało to na lata, w których polskie ośrodki emigracyjne odznaczały się dużą liczebnością i żywotnością, to dalszy rozwój ich pisarstwa bywał wyraźnie uzależniony od decyzji życiowych, które podejmowali.

Z całej owej grupy tylko Jerzy S. Sito (ur. 1934) zdecydował się na powrót do kraju, co zapewniło mu możliwość zajęcia określonej pozycji w ojczystej literaturze. Inni, czasem nawet świetnie zapowiadający się poeci, jak np. Bogdan Czajkowski (ur.1932), stawali się z czasem raczej propagatorami kultury polskiej jako bądź historycy literatury, bądź jej tłumacze na angielski. Podobnie rzecz miała się z poetą Adamem Czerniawskim (ur. 1934), przy czym pamiętam, jak omawiając - ćwierć wieku temu - jego polskie wiersze w Roczniku Literackim nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że ich swoistą skazą było przejęcie przez autora angielskiej idiomatyki, co sprawiało, że robiły czasem wrażenie przekładów z angielskiego.

I właśnie na tym tle uderza absolutna swoboda i nieskazitelność polszczyzny w wierszach Ludwiki Amber. I to niezależnie od tego, czy tematem ich są próby przybliżenia nam australijskiej egzotyki kulturowej i pejzażowej, czy nawrót do tematyki ojczystej, związany np. z odwiedzinami miejsc odgrywających szczególną role. w jej rodzinnej tradycji.

Oto na przykład jej wiersz „W Wilnie”, mieście, które po raz pierwszy zobaczyła jako osoba pięćdziesięcioletnia, w roku 1998:

Babcia i Dziadek przeszli przez Ostrą Bramę
z nieistniejącego domu w Lidzie przyszli tu do mnie
przekraczając wszystkie granice —
razem dotarliśmy na północny biegun rodzinny.

W szaro-różowym kościele świętej Teresy
białoruska chusteczka Babci na głowach kobiet
i w chórze mocny głos Dziadka „Swienty, swienty

Wysoko w złocistym blasku niekończące się niebo
niebo otwarte w nas jak wielkie łzy dziecinne
bezkresne jak ocean nareszcie taki spokojny.

Wilno, 30 czerwca 1998

Ale z równą swobodą osadzone są w polszczyźnie utwory, w których poetka wprowadza nas w egzotykę swojej nowej ojczyzny - Australii. Oto fragmenty wiersza „Nad rzeką czarnych łabędzi”:

Stare banksje w Ogrodzie Botanicznym
(................)
Zielona papuga - inna niż w Sydney
pasie się na trawie pod drzewami
roślinne pazurki kangurów zaczepiają

mój wzrok ciemną kosmatą czerwienią
czekam na dzikie czarne łabędzie
jeszcze nie przyleciały tego dnia
(.................)

Może to być także z wiersza „Czekamy na wieloryby”, w którym czytamy:

Zimowe łagodne światło słońca
kołysze się lekko na falach oceanu.
Na nagim zielonym wzgórzu stoimy
- ze sto osób - wpatrzeni w spokojne wody
czekając z lornetkami na biały pióropusz.

Na ciemnej powierzchni Pacyfiku
zaledwie kilka jasnych łódeczek tu i tam.
Na brzegu dzieci liżą lody gapiąc się
na nas czując napięcie oczekiwania
wszystkich ludzi zwróconych na południe.
W oddali pojawia się biała fontanna.

Dmucha! Dmucha! Taaam! Ich grzbiety
i płetwy ogonowe otwierają głębinę
pomiędzy nami nieskończoność ewolucji
nasza zdrada ich krwi - ta odległość ta bliskość.
(....................)

Ma Ludwika Amber swój odpowiednik Herbertowskiego „Pana Cogito”. Jest nim „Pani Drzewo”. „Rozmowy z panią Drzewo” to tytuł jej drugiego zbioru wierszy, wydanego w 1994 roku Sydney, w wersji dwujęzycznej: oryginalnej polskiej i w angielskich przekładach Barbary Plebanek i Tonny'ego Howarda. Oto jak „Pani Drzewo opowiada o Australii”

w kosmosie nieba - słońce
woda i ogień grają w chowanego
gwiazdy w kalejdoskopie nocy
obracają nam wzory Południa

drzewa mają tu inne imiona
pszczoły zbierają inne miody
(nie lipowe wrzosowe słowiańskie)
z eukaliptusów żelaznych i skórzanych
dzikie zwierzęta ukryte w buszu
na pustyni i w jaskiniach Aborygenów
wyrastają przed nami w biegu w skoku na brzegach oceanów
(...............)

Ludwika Amber, kreując swoją „Panią Drzewo”, czyni to z pełną świadomością nawiązania do Herbertowskiego „Pana Cogito”, z tym że oczywiście już w samym określeniu tej poetyckiej persony zaznacza się jej odmienność od pierwowzoru czy też źródła inspiracji. Pan Cogito, jak samo jego imię wskazuje, uosabia myśliciela, Pani Drzewo jest natomiast jakby personifikacją piękna i mowy przyrody, na które Ludwika Amber jest jako poetka szczególnie uwrażliwiona. Ma jednak swoją wymowę fakt, że reakcją Ludwiki Amber na wieść o śmierci Herberta jest - opatrzony przez nią adnotacją „Sydney, 29 lipca 1998” -wiersz pt. „Rozmowa z Panem Cogito”. Dedykowany pamięci Herberta dialog z Panem Cogito prowadzi właśnie Pani Drzewo:

Zielone wiersze - „Epilog burzy”
płyną do mnie przez morza dalekie
powiedziała cicho pani Drzewo

Nasze rozmowy rozpoczęte w Warszawie
oświetla nagle twoja gwiazda spadająca
ze znanych ścieżek Mlecznej Drogi

Rzeczy niewidzialne i rzeczy widzialne
już łączą się w tobie
w spokojnym oddechu wieczności
(...............)

Mają też swoją wymowę wiersze Ludwiki Amber z podróży do Ziemi Świętej, którą poetka odbyła w roku 2000. Tomik ukazał się w wydawnictwie Opactwa Benedyktynów w Tyńcu w 2003 roku i został przez autorkę zadedykowany „Janowi Pawłowi II w 25 roku pontyfikatu”, a także opatrzony mottem z Psalmu 19, w przekładzie Jana Kochanowskiego:

Daj, Boże, aby ust moich śpiewanie,
Także i serca mego rozmyślanie
K myśli Twej było, o pocieszycielu
I twierdzo moja, o mój Zbawicielu.

Tom ów, poprzedzony wstępem prof. Anny Świderkówny, jest już - gdy chodzi o szatę graficzną - edytorską perełką. Wierszom w nim zamieszczonym towarzyszą reprodukcje zdjęć, przeważnie robionych przez samą poetką i komponujących się z treścią zawartych w zbiorze utworów. „Wejście pani Amber do literatury polskiej - pisze w swoim »Wstepie« prof. Świderkówna -ma charakter całkiem niezwykły. Objawiła się nam nieoczekiwanie i to -jak napisała Iwona Smółka - objawiła się nagle jako w pełni ukształtowana, mądra poetka. Dojrzałość i czystość wypowiedzi łączy z celnością obrazu, wrażliwością i wyobraźnią” (wstęp do zbioru Ludwiki Amber „Na Ziemi pora kwitnienia”, Warszawa-Sydney 1994, s.7).

Profesor Świderkówna podkreśla zarówno walory poetyckie wierszy z tej książki, jak i ich szczególną wagę ideową, autorkę bowiem zbliża do tematu zarówno jej wiara, jak towarzysząca jej świadomość, iż ogląda kraj, w którym „przeszłość nigdy nie jest martwa”, w którym „obecność czasu, gdy Jezus chodził po ziemi, wydaje się szczególnie bliska”. W zbiorze, w którym z pewnością każdy z tekstów apeluje zarówno do uczuć ludzi wierzących jak po prostu do wrażliwych na piękno poezji, najbardziej może porusza szlachetny ekumenizm poetki, która w zamykającym tom wierszu „Jerozolima” pisze:

(...) Via Dolorosa - wąskie uliczki pełne ludzi
każdy mógłby dosięgnąć Go popchnąć
obetrzeć Jego twarz opluć z nienawiścią
wykrzyknąć wyrok Ceserstwa i swoich
każdy mógłby stanąć blisko przy Matce.

Dzisiaj modlitwy Żydów i nasze słowa
wrastają w szczeliny Ściany Płaczu.
(...............)

W tym samym roku 2001, kiedy w Warszawie została wydana antologia „Billabong”, w Krakowie został opublikowany cykl wierszy miłosnych „Pora kwitnienia” w trójjęzycznej edycji (polsko-angielsko-niemieckiej; przekłady B. Plebanek, T. Howard, D. Muller-Ott). Obie te publikacje były prezentowane na Światowym Kongresie Poetów (Sydney 2001), gdzie wiersze Ludwiki Amber były czytane po angielsku, niemiecku i po polsku.

O tych lirykach miłosnych tak pisze Józef Baran, poeta krakowski, który także był gościem sydnejskiego kongresu: „To zaledwie okruch bogatej i oryginalnej twórczości Ludwiki Amber, ale okruch przedniej próby. Jak w poprzednich znanych mi wierszach emanuje z nich ciepło, dobra energia. Przy tym ten cykl wierszy miłosnych rozgrywa się na tle domu wtopionego w australijską Naturę, wkomponowanego w rozległe przestrzenie. „Mikroświat” przegląda się w makrokosmosie. „Ja” i „Ty” liryczne zespolone „w tańcu nocy i dni”. Jak w każdej prawdziwej poezji - powszednie życie przeistacza się za sprawą metafory poetyckiej - w odwieczny mit. I jak w każdej dobrej poezji nie mogło zabraknąć w tych lirykach miejsca na tajemnicę i niedopowiedzenia. „Pora kwitnienia” to piękna opowieść o różnych porach miłości i małżeńskiego bytowania.” Wiersze te były przedstawiane publiczności jako adaptacja teatralna w Sydney i Melbourne (1995), opracował Stefan Mrowiński, a także w Teatrze Polskiego Radia, program II (2006) jako słuchowisko, które opracowała Iwona Smolka.

Liryki miłosne są zadedykowane mężowi Andrzejowi, co zdaje się świadczyć o tym, jak głęboka więź duchowa łączy ich oboje. Oto krótki fragment wiersza :

Kiedy śpisz kochany
przeczuwam cię w sobie
i budzimy się
razem zatrzymani na chwilę
pomiędzy wdechem i wydechem Ziemi

Krzysztof Dybciak we wstępie do wyboru wierszy Ludwiki Amber „Delfiny” (PIW, Warszawa 2000) podkreśla, że w twórczości jej „poznajemy proces zrastania się odmiennych światów przyrodniczych i cywilizacyjnych, inaczej ukształtowanych przez historię. Wyraziste artystycznie prezentacje wybrzeży oceanicznych i nieba południowej półkuli, gór, buszu, pustyń i ogrodów nowej ojczyzny. Nareszcie usatysfakcjonowany polski czytelnik kontaktuje się ze słowem poetyckim opisującym nie tylko eukaliptusy i palmy, do których go już przyzwyczajono, ale też prawdziwie egotyczne banksje, odbijające promienie billabongi; słucha didgeridoo i wędruje przez Blue Mountains (Góry Błękitne)... Znajdujemy opisy spotkań z Aborygenami, ich prastarą plemienną kulturę i dzięki przekładom poezji australijskiej w antologii »Billabong«, chyba po raz pierwszy w Polsce mamy możność czytania poezji pierwotnych mieszkańców Australii”.

Z tym wszystkim jednak momentem decydującym, gdy chodzi o ocenę twórczości Ludwiki Amber, wydaje mi się to, od czego zacząłem: jej pełne i mocne zakorzenienie w polszczyźnie, choć Dybciak słusznie zwraca uwagę na to, że jej młodzieńcze doświadczenia i wspomnienia z kraju nie rysują się bynajmniej idyllicznie. Nie bez racji podkreśla nurtujące poetkę „poczucie nieustających zmian”, przekazane jej przez poprzednie pokolenia: przodkowie z Kresów, dziadek pozostający w rodzinnej Lidzie i pradziadek zesłany na Syberię. Tracony i odbudowywany dom urasta w tej twórczości do rangi jednego z centralnych archetypów. Uczucie bezdomności i wyobcowania było silne jeszcze w Polsce. Wyraża to dobitnie wiersz „Rozmowa o domu”, dedykowany synowi:

gdzie mieszkaliśmy?
każdego roku w innym pokoju
w domu wysokim na wiele
lat czekania w tłumie
mebli i ludzi
(..................)
nie było naszego domu
ani piętra z linią horyzontu
z punktem odniesienia
stałym jak miejsce urodzenia

„W literaturze naszej części Europy - stwierdza Dybciak -doświadczenie bezdomności, wygnania lub wykorzenienia jest niemal powszechne, bo odzwierciedla koleje życiowe wielu ludzi. Wyrastające z najbardziej autentycznych przeżyć, motywy te stały się jednak stereotypem, czasem utrwalającym postawę cierpiętniczej bierności. W poezji Ludwiki Amber spotykamy się z odmiennym stanowiskiem (...) - żarliwym poszukiwaniem własnego miejsca, wysiłkiem budowania Domu i wrastania w „ojczyznę prywatną”, jak pisał Ossowski. Wysiłek duchowy przynajmniej częściowo zostaje uwieńczony sukcesem - połączeniem polskiej i europejskiej tradycji z australijską przyrodą i cywilizacją.” Krzysztof Dybciak słusznie podkreśla rzadkość takiego zwycięstwa „pozytywnych wartości” w planie biografii poetki. „W kraju - pisze - przeważało poczucie wyobcowania (...), na emigracji dominowała nostalgia, psychiczne rozdarcie, a nawet rozpacz. Dlatego poezja Ludwiki Amber jest wyjątkowo cenna również w wymiarze moralnym(...)”.

W pełni zgadzam się z tą opinią.

W tym zwięzłym przeglądzie poezji Ludwiki Amber - poetki i tłumaczki, nagradzanej kilkakrotnie, m.in. w Londynie (1997, 2003) i w Warszawie (2005) - nie mogłem już omówić cyklu wierszy „Statek na pustyni” ani wypowiadać się na temat jej australijskich publikacji takich jak wybór wierszy „Our Territory - Nasze terytorium”, 1997, (tłum. Richard Reisner), czy szkiców literackich „Many Voices” (2000), nieznanych w Polsce. Osobny szkic możnaby poświęcić rozważaniom miejsca tej twórczości w polskiej poezji jej pokolenia, poetów urodzonych po II wojnie światowej w naszym kraju.

W roku 2006, Roku Języka Polskiego, zakończę mój przegląd twórczości Ludwiki Amber jej wierszem „Lekcja polskiego - Leszczyna”

Przeczytaj:

Ryszard Matuszewski


Ryszard Matuszewski (ur. 1914 r.) - eseista, krytyk literacki, tłumacz literatury francuskiej, autor wielu podręczników. Już jako młody człowiek aktywnie włączył się w życie środowisk twórczych Warszawy. Czas okupacji niemieckiej nie przerwał jego aktywności, przeniesionej do podziemia. Po wojnie współpracował z łódzką Kuźnicą, następnie z Nowa Kulturą. W latach 50. kierował działem literatury współczesnej Instytutu Badań Literackich Polskiej Akademii Nauk. Od 1960 do 1977 roku był kierownikiem działu literatury współczesnej w Wydawnictwie „Czytelnik” i związał się z legendarną już redaktorką Ireną Szymańską. Współpracował z wieloma pismami literackimi, między innymi z Literaturą i Rocznikiem Literackim.


Poleć ten artykuł znajomemu | zobacz co słychać na forum
Copyright © Przegląd Australijski 2004-2011