Przegląd Australijski
Image Map

Strona
główna
Australia
z oddali
Świat Tubylców
Australijskich
Wędrówki
kulinarne
Piórem,
Pędzlem i...
„Panorama”
- miesięcznik
Ostatnia aktualizacja: 29.12.2012

Piórem, Pędzlem i...

„aPL.AUs”. Znacie? To przeczytajcie!

Panorama, listopad 2004

Grali dla Lecha Wałęsy, dla premiera Południowej Australii Mike'a Ranna, dla konsula RP, dla ambasadora RP, dla gości parlamentarnych z Polski, oraz dla wielu innych dostojnych gości tak z Polski, jak i z Australii...



Zbliżają się „Andrzejki” – niezwykle popularna data w kalendarzu polskim. Kojarzą się one z rozrywką zabawą, żartami, laniem wosku itp. Jest to jedna z ostatnich okazji w roku, by się dobrze pobawić. Jak wiadomo potem to już okres adwentu oraz święta, które obchodzimy bardziej rodzinnie niż towarzysko.

W tym roku w Domu Polskim w dniu 27 listopada odbędzie się „Bal Andrzejkowy”, na którym grać będzie zespół „aPL.AUs”. Z tej to właśnie okazji przeprowadziliśmy rozmowę z Zygmuntem Mosiem. Jest publiczną tajemnicą, że jest on duszą zespołu pełniąc w nim obowiązki szefa muzycznego oraz administracyjnego.

A oto skrót naszej rozmowy:

W krótkim czasie staliście się bardzo lubianym i popularnym zespołem wśród Polonii adelajdzkiej. Mówi się o was dużo i dobrze.

— Jeśli tak jest to bardzo nas to cieszy. Znaczy to po prostu, że trafiliśmy właściwie z doborem repertuaru, że istniało zapotrzebowanie na właśnie tego rodzaju muzykę i zespół.

Zespół

Od lewej: bracia Mariusz i Janusz Strzelbiccy, Agata Kwiatkowska i Zygmunt Moś

Powiedz proszę, kto występuje w zespole.

— Bracia Mariusz Strzelbicki i Janusz Strzelbicki i Agata Kwiatkowska, która współpracuje z nami od roku.

Kiedy powstaliście?

— Ponad trzy lata temu. Jak to często bywa zadecydował przypadek. Spotkaliśmy się przy okazji robienia oprawy muzycznej do kabaretu z okazji 45-lecia istnienia Teatru Starego. Rodzice Mariusza i Janusza namówili ich, by wzięli oni udział w tym programie.

W ten sposób zetknąłem się z nimi bezpośrednio. Znaliśmy się już wcześniej, ale jakoś nasze drogi były rozbieżne. Grali oni uprzednio z innymi zespołami, a ostatnio z Mieciem Kosmalskim. Ich współpraca z Mietkiem zaowocowała między innymi wydaniem popularnego dysku „Do domu daleko” z piosenkami Mietka.

Ja zaś kilka lat temu występowałem w zespole „miniMAX”, w którym zadebiutowałem jako wykonawca i któremu zawdzięczam to, że w ogóle oswoiłem się ze sceną.

Pamiętam, pamiętam. Ukazał się nawet wtedy w jednym z numerów „Panoramy” wywiad z zespołem „miniMAX”, to znaczy z Ewą Paradowską, Ryszardem Ziółkiem oraz z Tobą.

— No właśnie. Ale potem była przerwa w mojej działalności – głównie względy zdrowotne – i dopiero kabaret Teatru Starego zmobilizował mnie do wznowienia romansu z muzyką. Bezpośrednią winę za to ponosi zresztą moja niezrównana i ukochana małżonka Basia, z powodu której podjąłem się współpracy z teatrem. No i tak się to zaczęło...

Macie ciekawą i oryginalną nazwę. Możesz zdradzić jak do niej doszło?

— Przyznam nieskromnie, że ponoszę całkowitą winę za tę nazwę. Chcieliśmy przy doborze nazwy zdecydować się na coś takiego, co by wskazywało na nasze polskie pochodzenie, ale także by szło to trochę dalej – pokazywało też nasz fakt akceptacji australijskiej części naszych życiorysów. Stąd więc pomysł na zastosowanie międzynarodowego kodu państw: Polska – PL oraz Australia – AU. Wystarczyło potem tylko trochę pożonglować wyobraźnią, by powstała nazwa dość chyba zgrabna i chwytliwa, a przy tym bardzo na czasie, bo znalazła się w niej nawet kropka internetowska – synonim nowoczesności!

Wspólny występ z zespołem „Bayer Full”

Nazwa jest bardzo dobra, choć sprawia wielu osobom kłopoty z jej szczególną pisownią. Nawet ja się jeszcze mylę. Mam jednak wrażenie, że coraz więcej ludzi oswoiło się już z tą nazwą. Jest to niewątpliwie oznaką waszej rosnącej popularności. Powiedz nam, dla kogo graliście?

— Graliśmy dla Lecha Wałęsy, dla premiera Południowej Australii Mike Ranna, dla konsula RP, dla ambasadora RP, dla gości parlamentarnych z Polski, oraz dla wielu innych dostojnych gości tak z Polski, jak i z Australii. Ale przede wszystkim cieszy nas fakt, że daliśmy się poznać szerokiej publiczności polonijnej w Adelajdzie. Występowaliśmy bowiem na kilku znaczących uroczystościach: Kabaret z okazji 45-lecia Teatru Starego, 50-lecia Domu Kopernika, 30-lecia Domu Polskiego, Bankiet Dożynkowy 2003, Dożynki 2003. Bawiliśmy też Polonię adelajdzką przy okazji kilku zabaw i balów, jak na przykład imprezy organizowane przez zaprzyjaźniony Teatr Stary w Adelajdzie, a także Sylwester 2003, na którym graliśmy wspólnie z przybyłym z Polski zespołem „Bayer Full”. Była też nasza własna „Majówka”, która miała miejsce 1 maja 2004.

Doprawdy imponujący zestaw imprez jak na krótki okres istnienia zespołu. A co gracie?

— Staramy się grać wszystko to, co się ludziom podoba. Pracujemy intensywnie nad ciągłym wzbogacaniem repertuaru. Koncentrujemy się przy tym głównie na muzyce polskiej, gdyż właśnie środowisko polonijne jest naszym głównym odbiorcą. Naszym zamiarem od początku istnienia było uprawianie tzw. muzyki popularnej. Rozumiemy, że właśnie na taką muzykę istnieje spore zapotrzebowanie wśród naszej Polonii. Staramy się zadowolić każdego odbiorcę – tego młodszego, ale i również tego z pewnym doświadczeniem życiowym. Dlatego gramy muzykę polską z lat 60-tych, 70-tych, 80-tych, ale także późniejszą również tę najnowszą. A więc piosenki z repertuaru takich zespołów jak: „Czerwone Gitary”, „Breakout”, „Czerwono-Czarni”, „Niebiesko-Czarni”, ale także „Lady Pank”, „Lombard”, „De Mono”, „Budka Suflera”. Odważyliśmy się nawet na prezentowanie najnowszych polskich piosenek z repertuaru takich zespołów jak „Golec uOrkiestra”, „Brathanki”, „Blue Cafe”, „Wilki”. Śpiewamy też piosenki Niemena, Kayi i Bregovica, Maryli Rodowicz, Krawczyka, Rynkowskiego, Edyty Górniak itp. Jednym słowem mamy w repertuarze szeroki zestaw piosenek trafiających do najszerszego grona słuchaczy.

Czy śpiewacie tylko po polsku?

— Nic dalszego od prawdy. Połowę naszego bardzo bogatego repertuaru stanowią utwory zagraniczne: angielskie, włoskie, francuskie, latyno-amerykańskie, greckie, nawet arabskie! Gramy to, czego sobie zażyczy odbiorca, czyli nasza publiczność.

Muzyka to nasze hobby

Czy muzyka to wasz zawód?

— Nie, nikt z nas nie jest muzykiem z wykształcenia. Traktujemy to jako wspaniałe hobby. Na dobrą sprawę to zastanawiam się czasem, jak to jest możliwe, że doradca finansowy, architekt oraz wykładowca mogli utworzyć zespół muzyczny! Widocznie mamy odrobinę talentu...

Uznanie publiczności by o tym świadczyło. Zdradź nam jakie są wasze najbliższe plany?

— W odpowiedzi na znaczne zainteresowanie naszymi występami zaczęliśmy myśleć w kategoriach trochę bardziej dalekowzrocznych. Stąd pomysł, by zacząć organizować coś cyklicznie, o co nas usilnie proszono. Mamy pomysł na trzy imprezy w roku, i na tej liczbie myślę poprzestaniemy, by się nie przejeść publiczności.

Czy możesz zdradzić jakie to są imprezy?

— Oczywiście, z wielką chęcią. A więc przede wszystkim „Bal Andrzejkowy”, który chcemy organizować każdego roku w ostatnią sobotę listopada w Domu Polskim. Następnie „Bal Karnawałowy” w ostatni weekend karnawału, również w Domu Polskim. W przyszłym roku wypada to 12 lutego. No i „Majówka” w Domu Kopernika w końcu kwietnia, co w przyszłym roku będzie w sobotę 30 kwietnia. Każda z tych imprez w zamierzeniu ma być imprezą coroczną. Chcielibyśmy bardzo, by wszyscy nasi zwolennicy z góry wiedzieli kiedy zaplanować sobie spotkanie z nami, by się wspólnie dobrze zabawić, pożartować no i pośpiewać.

A tegoroczny Sylwester?

— Tak się składa, że mieliśmy wcześniejsze zobowiązania sylwestrowe i nie mogliśmy tym razem skorzystać z propozycji grania na Sylwestra w Domu Polskim. Zresztą nasz kalendarzyk imprez na przyszły rok szybko się zapełnia. Mamy kilka imprez bardziej prywatnych - na przykład wesela.

Podczas swych występów próbujecie jak słyszę rozśpiewać uczestników waszych imprez.

— Chcielibyśmy bardzo, by nam się to udało. Tradycja wspólnego śpiewania trochę nam jak gdyby wygasła w okresie dyskotekowym. Dlatego też powzięliśmy inicjatywę zachęcenia publiczności do śpiewania razem z nami. W tym celu na przykład rozdajemy i rozdawać będziemy na naszych zabawach teksty popularnych refrenów, by ułatwić wszystkim chętnym wspólne z nami śpiewanie. Kto wie, może w ten sposób wyłowimy jakieś nowe talenty? Regularnie też zapraszamy innych wykonawców na scenę. Na przykład występowali już z nami między innymi Basia Czemiakiewicz, Ewa Paradowska, Małgorzata Masiewicz, Danuśka Bartak, Justyna Dudek, Marian Gawęda, Marek Markowski, Wojtek Młotkowski, Mietek Kosmalski, Grzegorz Koterski. Zamierzamy kontynuować tę tradycję. „Bal Andrzejkowy” przyniesie nam kolejną niespodziankę również i w tym zakresie. Ale nie zdradzę co i kto. Jednym słowem staramy się wciągnąć do wspólnej zabawy jak najszersze grono ludzi. Sądząc z odgłosów, jakie do nas dochodzą, bardzo się to naszej publiczności podoba.

W Adelaide popierają nas prywatnie i służbowo

Kto was popiera?

— Przede wszystkim nasze najbliższe rodziny. Bez ich ofiarnej pomocy, cierpliwości i wyrozumienia niewiele byśmy zdziałali. A więc Halinka i Edek Strzelbiccy dumni rodzice Mariusza i Janusza, którzy od kilku lat udzielają nam swego locum na przeprowadzanie prób oraz pomagają w organizacji naszych imprez. Asia i Daria – żony Mariusza i Janusza – służą nam pomocą w miarę swych możliwości. Mają je zresztą trochę ograniczone – wychowują nową kadrę artystów – mamy nadzieję następców zespołu „aPL.AUs”. Mojej małżonce Basi należy się szczególne wyróżnienie: robi po prostu wszystko, co trzeba w danej chwili, poza graniem i śpiewaniem, co łaskawie pozostawia już nam. Począwszy od noszenia ciężkiego sprzętu, poprzez przygotowanie naszych strojów, rekwizytów, dekorację sali, sceny, organizację imprez... W dodatku stara się nas uwiecznić nagrywając video z większości naszych występów. Jest naszym najwierniejszym kibicem, autorką wielu pomysłów, ale też najsurowszym krytykiem. Potrafi nas czasem zmrozić swymi uwagami, gdy jej się coś nie podoba. A robi to również podczas występu! Mimo to stwierdzam z przekonaniem, że bez jej bezgranicznego wsparcia naprawdę nie mógłbym tego na dłuższą metę kontynuować.

A inne osoby czy instytucje?

— Przede wszystkim Teatr Stary z Marianem Gawędą. Marian od samego początku w nas wierzył. Mam nadzieję, że się nie przeliczył. Popiera nas prezes Domu Kopernika Ryszard Chaustowski, który zaryzykował własną głową zapraszając nas na obchody 50-lecia. Od tej pory jest naszym zwolennikiem. Pan Tadeusz Kącki, który zdecydował się na nasz zespół przygotowując zeszłoroczne Dożynki i Bankiet z Lechem Wałęsą i który od tej pory bardzo nas ceni. No i prezes Domu Polskiego Jerzy Syrek, z którym rozpoczęliśmy współpracę od momentu obchodów 30-lecia Domu Polskiego, a którą mamy nadzieję kontynuować jeszcze przez wiele, wiele lat.

Cóż, pozostaje mi chyba życzyć wam dalszych sukcesów i kompletów publiczności, a polonii adelajdzkiej wielu wspólnych imprez z zespołem „aPL.AUs”.

— Bardzo dziękuję w imieniu zespołu. Zapraszamy bardzo serdecznie na nasze imprezy wszystkich naszych zwolenników, zaś tych, którzy nas jeszcze nie słyszeli, zachęcamy do zapoznania się z naszym zespołem choćby przy najbliższej okazji – „Balu Andrzejkowego”. Myślę, że nikogo nie zawiedziemy. Do zobaczenia na naszych imprezach!


Rozmawiała Anna Wiktorzak


Poleć ten artykuł znajomemu | zobacz co słychać na forum
Copyright © Przegląd Australijski 2004-2011