Przegląd Australijski
Image Map

Strona
główna
Australia
z oddali
Świat Tubylców
Australijskich
Wędrówki
kulinarne
Piórem,
Pędzlem i...
„Panorama”
- miesięcznik
Ostatnia aktualizacja: 29.12.2012

Festiwalowy stan

Przegląd Australijski, styczeń 2007

O Adelaide – mieście festiwali – pisze Grzegorz Koterski, powszechnie znany i ceniony artysta plastyk, członek The Royal South Australian Society of Arts


Grzegorz Koterski

Sala wystawowa RSASA

Przy North Tarace w centrum miasta mieszczą się liczne w Adelaide galerie, biblioteki, stowarzyszenia i organizacje kulturalne

Biblioteka stanowa

Siedziba Galerii Sztuki Południowej Australii

W tym budynku miesci się siedziba Stowarzyszenia Artystów w Południowej Australii

Jeżeli Redakcja będzie uprzejma zamieścić zdjęcie ukazujące typową tablicę rejestracyjną samochodu, to łatwo możecie Państwo sprawdzić, ze Australia Południowa deklaruje się być „Stanem Festiwalowym”.

Nie jest to oświadczenie gołosłowne, a sprawa ma długą tradycję jak na tak młode państwo. Historia australijskiej państwowości liczy sobie około 200 lat, a najstarsze tutejsze stowarzyszenie twórcze „The Royal South Australian Society of Arts”, do którego mam zaszczyt należeć, obchodzi w tym roku 150 lecie istnienia. Tak, tak, to nie pomyłka. Rok założenia 1856!

W lipcu ubiegłego roku mieliśmy tam specjalną wystawę połączoną z konkursem w czterech działach tematycznych, związanych z jubileuszem 150 lecia działalności stowarzyszenia. RSASA mieści się w zabytkowym budynku, zbudowanym specjalnie dla tego stowarzyszenia ponad sto lat temu. Wielka sala wystawowa znajduje się na piętrze i posiada stylowy szklany dach zapewniający naturalne, rozproszone dzienne światło.

Ciekawa jest trzystopniowa struktura tej organizacji. W odróżnieniu od wielu innych stowarzyszeń, gdzie przynależność zależy tylko od chęci wstąpienia w ich szeregi, w RSASA trzeba mieć rekomendacje dwóch członków tego towarzystwa i akceptację zarządu, żeby zostać „Ordinary Member”, czyli szeregowym członkiem 1-go stopnia. Nikt tu nie pyta o świadectwo ukończenia studiów plastycznych itp. Trzeba po prostu działać w tej dziedzinie i być zauważonym. Dodajmy jeszcze, ze osoby wprowadzające muszą być co najmniej członkami drugiego stopnia, a osiągnąć to można tylko po uzyskaniu trzech wyróżnień, „Merit Award”, przyznawanych przez jury na cyklicznych wystawach stowarzyszenia, które odbywają się co kwartał. Na każdej z tych wystaw można pokazać tylko dwie prace, pod warunkiem zakwalifikowania ich do ekspozycji. Zostaje się wtedy członkiem stowarzyszonym, czyli „Associate”. Niektórym szeregowym członkom zajmuje to wiele lat a bywa, że do końca życia pozostają na tym etapie. Przynależność do trzeciej, elitarnej grupy, czyli do Towarzystwa, czy też jak kto woli Bractwa („Fellows”), uzależniona jest od decyzji specjalnego jury, przed którym trzeba zaprezentować kilka prac oraz udokumentować udział w ważnych wystawach, przyznane nagrody itp.

W Adelajdzie – stolicy stanu Południowa Australia - odbywa się rocznie ogromna ilość imprez plastycznych. Zacznijmy od ilości miejsc gdzie codziennie można obejrzeć jakąś wystawę sztuki wizualnej. W książce telefonicznej pod hasłem „Galerie” znajdujemy ponad osiemdziesiąt (!) takich placówek różnego kalibru, poczynając od okazałego budynku „Art Gallery of South Australia”, czy też „National Aboriginal Cultural Institute”, a na małych galeriach - sklepach kończąc. Ale to nie wszystko. Liczbę tę należałoby podwoić, ponieważ wystawy plastyczne urządza też wiele kawiarni, restauracji, hoteli i organizacji kulturalnych.

Przejdźmy teraz do wydarzeń, których obecność upoważnia Australię Południową do nazywania się Stanem Festiwalowym. Najpoważniejszą imprezą kulturalną w Adelajdzie jest „FRINGE FESTIVAL”, który odbywa się co dwa lata, a ostatni odbył się na przełomie lutego i marca ubiegłego roku. Jest to impreza multimedialna z udziałem wielu artystów i zespołów z zagranicy. (Nawiasem mówiąc takie pojęcie w tutejszym słownictwie nie istnieje. Jeżeli coś dzieje się poza Australią, to mówimy „overseas”, czyli „za morzami” ponieważ naturalną granicą tego państwa – kontynentu są brzegi mórz i oceanów).

Festiwal ten odbywa się z godnym podziwu rozmachem. Wertując katalog znalazłem, uwaga!; 117 wystaw i wydarzeń wizualnych, 108 spektakli teatralnych i różnego rodzaju „performance”, 27 imprez i koncertów muzycznych, 156 występów kabaretowych i komediowych (!), 13 imprez tanecznych i baletowych, 6 pokazów filmowych (nie licząc codziennego repertuaru kin) i wreszcie 24 różnego rodzaju imprezy przygotowane przez miejscowych, rdzennych mieszkańców Australii, czyli Aborygenów.

Każdego roku, na przełomie lipca i sierpnia, mamy tez tutaj „SALA Festival” (South Australian Living Artist). Jest to impreza obejmująca wszelkiego rodzaju sztukę wizualną, uprawianą aktualnie przez artystów zamieszkałych na terenie Australii Południowej. Katalog tego festiwalu zawiera wykaz stu siedemdziesięciu pięciu (!) indywidualnych wystaw i pokazów wizualnych odbywających się w Adelajdzie, a do tego dochodzi ponad sto imprez regionalnych.

Obydwu wymienionym tu festiwalom towarzyszą liczne zabawy na wolnym powietrzu, uliczne pochody różnych przebierańców, pokazy ogni sztucznych itp. itd. Prawdziwa olimpiada wydarzeń artystycznych. A nie wspomniałem jeszcze o takich imprezach jak Festiwal Wina, Festiwal Wykwintnych Potraw, Festiwal Parostatków Rzecznych i wiele innych, równie ciekawych. Ale to ju może następnym razem?

Muszę jeszcze dodać, że Australijczycy bardzo lubią się bawić i świętować. W porównaniu do naszego kraju jest tu o wiele więcej dni wolnych od pracy, a jeżeli święto wypada w sobotę lub niedzielę, to przesuwa się je na piątek lub poniedziałek, żeby nie przepadło. Każda okazja do świętowania jest wykorzystana, jak na przykład urodziny królowej brytyjskiej, które zresztą jeden ze stanów obchodzi innego dnia niż pozostałe – tak jakby królowa urodziła się dwa razy. Czy też „Święto Konia”, czyli dzień dorocznych wyścigów konnych w Melbourne, w czasie których ruch w całej Australii zamiera bo wszyscy śledzą wyniki.

Ale największy szał ogarnia wszystkich przed „Christmas Day”. Już od początku listopada wszystkie sklepy, a przede wszystkim wielkie domy towarowe, są bajecznie udekorowane i robią wszystko żeby odchudzić portfele klientów. Całe zastępy „Świętych Mikołajów” w zimowych szatach, ze sztucznymi brodami i wąsami, krążą przed sklepami zachęcając przechodniów do przedświątecznych zakupów. Męczą się okrutnie w tych przebraniach, ponieważ święta wypadają tu w środku lata, gdzie temperatura waha sie często w granicach plus czterdziestu stopni. Zmrok zapada w tym okresie dobrze po dziewiątej wieczorem, pierwszej gwiazdki na niebie nie ma co wypatrywać i często najlepiej spędzić wigilię na plaży nad oceanem. Same święta nie są tu tak ważne i celebrowane jak przedświąteczne zakupy i rytuał wręczania prezentów pod choinką, prawie zawsze sztuczną. Wielu Australijczyków wykorzystuje te parę wolnych dni na wyjazdy wypoczynkowe bo trzeba pamiętać, ze społeczeństwo australijskie to mieszanka wielu ras, narodowości i orientacji wyznaniowych.

Zaraz po świętach – kolejny szal. Wielkie, poświąteczne przeceny w sklepach, gdzie wiele towarów można kupić o połowę taniej. Kupowanie w Australii jest naprawdę łatwe. Można kupować na kredyt i na raty, bez żyrantów i procentów. Kartę kredytową może mieć praktycznie każdy kto ma jakiś minimalny dochód. Można mieć zero na koncie i „przewalić” kartę na parę tysięcy dolarów. Wszyscy Australijczycy, nawet ci dobrze sytuowani, są zadłużeni. Najpierw się kupuje a potem myśli jak to spłacić i nikt się tym specjalnie nie przejmuje.

Święta Wielkanocne przebiegają tu o wiele spokojniej, ale już ponad miesiąc wcześniej sklepy zasypane są tysiącami czekoladowych jajek i wielkanocnych zajączków. Najważniejszym dniem w tym czasie jest dla Australijczyków Wielki Piątek, a resztę świąt spędza się po prostu na odpoczynku i wyjazdach.


Grzegorz Koterski

Fot:

  • Grzegorz Koterski
  • Stan Guziński
  • Milena Czyż


Poleć ten artykuł znajomemu | zobacz co słychać na forum
Copyright © Przegląd Australijski 2004-2011