Przegląd Australijski
Image Map

Strona
główna
Australia
z oddali
Świat Tubylców
Australijskich
Wędrówki
kulinarne
Piórem,
Pędzlem i...
„Panorama”
- miesięcznik
Ostatnia aktualizacja: 29.12.2012

Piórem, Pędzlem i...

Polskie drzeworyty w Australii

Panorama w sieci, lipiec 2006

– Bez kompleksów proszę pani! Ja myślę i tworzę po polsku i wcale się tego nie wstydzę! Jak się to komuś nie podoba, to nie... Ale o dziwo!? Podoba się! Chociaż nie są to wcale ładne obrazki. W życiu chodzi po prostu o to, żeby wszystko co się robi, wykonywać jak najlepiej w miarę możliwości. Ja tak czynię – wyznaje pani Lidia Groblicka, znakomita graficzka i malarka, mieszkanka Adelajdy, w odpowiedzi na moje pytanie jaką czuje się artystką. Polską czy australijską?


Drzeworyty Lidii Groblickiej są doskonale znane Australijczykom. Od lat prezentuje je na licznych wystawach. Miała ich wiele w najważniejszych miastach Australii, a także w Polsce. Np. w Regionalnym Muzeum w Nowym Sączu, w miejscu jej młodości w Polsce. Jej prace znajdują się w wielu australijskich galeriach. Najważniejsze są kolekcje w Australijskiej Galerii Narodowej i w Galerii Sztuki w Południowej Australii.

– Od czasu jej przyjazdu do Australii w 1965 roku sztuka Groblickiej była połączona z jej doświadczeniami emigrantki, która dostosowuje się do życia w nowym kraju – pisze Julia Robinson w „Art and Australia”. – Lidia, jej mąż Tadeusz oraz młody syn żyli w schronisku dla emigrantów w Sydney przed przenosiami do Adelajdy w lipcu 1966 roku. W Adelajdzie Groblicka spotkała urodzonego w Polsce Władysława Dutkiewicza, który żył w Australii od 1949 roku i który również studiował w Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie. Przez Dutkiewicza Groblicka została członkiem Royal South Australian Society of Arts. Tu poznała również, i bardzo wysoko ceni sobie tę znajomość, Stanisława Ostoję-Kotkowskiego...

Krzycząca bestia

Na początku, niestety, Lidia Groblicka musiała dostosowywać się do wymogów komitetu, który nie rozumiał jej kulturalnego pochodzenia i filozofii sztuki i często wyrzucał jej prace z wystaw. Niezadowolenie Groblickiej zdaje się być pokazane w jej pracy „Krowa” z 1969 roku. To mocny obraz przestraszonej bestii, która krzyczy. Ta bestia zdawała sobie sprawę z tego, że zaraz zostanie zabita. Ten symboliczny obraz przywołuje także wojenne, tragiczne wspomnienia...

– W australijskich pracach Groblickiej, które często składają się z obserwacji australijskiego życia i polskich wspomnień, powstał nowy styl, do tej pory raczej nieznany w tym kraju: niezwykle proste, dziecięce formy, płaskie przestrzenie, symetryczne układy, linie, które przypominają wyszywanki...

Tak widzą i oceniają twórczość Lidii Groblickiej australijscy krytycy sztuki.

Artystka z powodzeniem studiowała na wydziale grafiki w Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie. Na dyplomie przyznającym tytuł magistra sztuki ocena: bardzo dobry. Początkowo, jak mówi, chciała specjalizować się w malarstwie. Jednak „zakochała się” w drzeworytach.

Mówią drzewa

– Motywami mojej twórczości są zwierzęta, owady, kwiaty i drzewa – mówi. – Pokazują moją miłość do świata, które obudził we mnie ojciec na wycieczkach do lasu. Doskonale te wycieczki pamiętam, głęboko zapadły mi w serce, wciąż ożywają w moich pracach.

Lidia Groblicka pokazuje te motywy w stylizowanej, uniwersalnej i często symbolicznej formie. Na przykład  w 1972 roku zrobiła serię drzeworytów o drzewach wyposażając je w ludzkie emocje i humory: płacz, oczekiwanie, smutek... Jest więc drzewo płaczące, umarłe drzewo, drzewo słoneczne. Drzewa mają szczególne znaczenie dla Groblickiej, ponieważ w czasie wojny dawały bezpieczeństwo i schronienie przed samolotami latającymi nad głowami. Ulubionymi motywami w twórczości Lidii Groblickiej są także kwiaty, przede wszystkim słoneczniki i... owady. Świat owadów – to świat ludzkich kreatur. Może dlatego mówi, że nie są to „ładne obrazki”. Dlaczego?

– Wielu artystów maluje kwiatki i pejzaże. W porządku! Ja też to robię, ale nie dlatego, by pokazać, jakie to wszystko śliczne jest. Ja nawet poprzez te kwiatki i drzewka chcę powiedzieć: – Ludzie! Spójrzcie! Ile zła panoszy się wokół! Kult pieniądza. Totalitaryzm. Rządy wielkiego kapitału. Coraz bardziej rozwarte nożyce między bogactwem i nędzą na tym świecie. Tak mówię, bo nie lubię tej ultra nowoczesności, tego kultu dolara... Sztuka wizualna to język obrazkowy. Ja go znam. I chcę tym językiem powiedzieć co mnie trapi, co interesuje. To jest moje przesłanie. Nie to, co mi w duszy gra. Bo co to kogo obchodzi? Ważniejsze jest, by zapytać: „ludzie, czemu się zabijacie”!?

– Pani prace są bardzo osobiste, indywidualne, w dużym stopniu inspirowane polską sztuką ludową. A mimo to, dzięki przesłaniu o którym pani mówi, zrozumie je każdy mieszkaniec Ziemi... Mieszają się w nich makabra, absurd i czarny humor. Jak u Stanisława Witkiewicza...

– Przyznaję, że moje polskie pochodzenie jest bardzo wyraźne w mojej twórczości. Maluję i rysuję po polsku. Polska sztuka ludowa wyróżnia się od reszty świata. Doceniam ją za szczerość i bezpośredniość ekspresji. Moje pierwsze prace były bardzo realistyczne. Ale po przyjeździe z mężem i synem z Londynu do Australii, a było to w roku 1965, rozwinęłam swój indywidualny styl, w którym przemieszały się australijskie życie współczesne z polskimi tradycjami. Swoją twórczością komentuję współczesność i jej problemy. Prawie każdy obrazek jest wyznaniem mojej subtelnej ironii i poczucia humoru. Powtarzające się dekoracyjne formy – jak pani zauważyła – to elementy makabry, absurdu i czarnego humoru są wyrazem mojego egzystencjalnego poglądu na  życie.

Tylko po polsku

– Lubię drzeworyty, bo są bezpośrednie i szczere, jak XIX-wieczna polska sztuka ludowa właśnie – dodaje artystka. – Ja się ze swojej polskości nie wyzwoliłam i wcale nie zamierzam tego robić, bo taka postawa artystyczna to mój atut w środowisku australijskim. Bardzo wysoko ceniony! Dodam, że w ciągu pobytu w tym kraju narysowałam tylko dwa australijskie pejzaże.

Cokolwiek Lidia Groblicka robi, czyni to po polsku i o Polsce. I, wbrew pozorom, jest to jeden z powodów jej wielkiego uznania w Australii. Jej drzeworyty są indywidualnym głosem w australijskim świecie malarstwa i kultury. Przekazem bogatego dziedzictwa polskiej sztuki graficznej. Miesza się w nich tradycja polskiego realizmu i surrealizmu.

– W moich pracach używam wizualnego języka, który jest tak prosty, jak to możliwe – mówi. – Moja sztuka powinna być zrozumiana i przez gospodynie domowe i przez dzieci. Pomimo moich krytycznych komentarzy, moje malunki są przyjemne i pozytywne. Nie ma po co szokować.

Lidia Groblicka stworzyła ciepłe komentarze na temat naszego społeczeństwa i rasy ludzkiej. Jej trochę naiwne rysunki wzbogacone przez mądrość i humor, bezbronną szczerość, wyrażają wiarę w moc duszy ludzkiej.

Artystka mieszka w cichej, dalekiej dzielnicy Adelajdy. Może dzięki temu zdołała odizolować się od australijskiego świata sztuki. To pozwoliło jej zachować indywidualność i oryginalność patrzenia na  świat, wizji, które mieszają polskie tradycje z australijskim życiem.


Lidia Mikołajewska

GALERIA LIDII GROBLICKIEJ


Poleć ten artykuł znajomemu | zobacz co słychać na forum
Copyright © Przegląd Australijski 2004-2011