Przegląd Australijski
Image Map

Strona
główna
Australia
z oddali
Świat Tubylców
Australijskich
Wędrówki
kulinarne
Piórem,
Pędzlem i...
„Panorama”
- miesięcznik
Ostatnia aktualizacja: 29.12.2012

„Trzy części we mnie”

Panorama, październik 2003

Wyznania aktorki Doroty Kwiatkowskiej


— Gdzieś tam, chyba, zapisane jest takie właśnie, a nie inne, moje życie...

Moje życie? To ciągła walka. Parcie pod prąd. Pcham je pod górę ile sił i gdy wydaje mi się, że już wszystko sobie w nim poukładałam, wtedy spadam. I znów próbuję. Wciąż od nowa...

To wyznanie znakomitej polskiej aktorki, teatralnej i filmowej, Doroty Kwiatkowskiej, która od dwóch lat mieszka w Adelajdzie. W naszym kraju zasłynęła w 1984 roku główną rolą w filmie „Thais” w reżyserii Ryszarda Bera, na podstawie dzieła Anatola France. Thais, która żyła w IV wieku, to: z wdziękiem uwodząca kurtyzana – nawrócona na chrześcijaństwo – święta.

— Jestem dzieckiem socjalizmu. Tak się przedstawiam.

Tym „socjalizmem” dla Doroty Kwiatkowskiej jest plejada najwybitniejszych polskich aktorów, jej nauczycieli, z Tadeuszem Łomnickim, ówczesnym rektorem PWST w Warszawie, na czele. To również Andrzej Łapicki, Jan Świderski, Ryszarda Hanin, Zygmunt Hübner... Tak więc pani Dorota pochodzi – jak mówi – ze starej, dobrej, polskiej szkoły aktorskiej. Nie z tej nowatorskiej! - zastrzega. I bardzo wysoko to sobie ceni.

To widać i słychać, gdy z głębokim przekonaniem i entuzjazmem mówi o doniosłej roli Sztuki przez wielkie S i o Teatrze przez wielkie T.

Aktor nie mówi o swojej pracy, tylko ją wykonuje. Dlaczego zostaje się aktorem? Nie ma odpowiedzi na takie pytanie. - A może trzeba nie mieć zdrowych zmysłów, żeby ten zawód uprawiać? To sztuka ulotna i przemijająca. Tu i teraz. Nie można liczyć na to, że ktoś moją pracę doceni w przyszłości... – wyznaje. – Zachwycało mnie, ile emocji i wartości można przekazać słuchaczowi Słowem. Ono zawsze mnie fascynowało, nawet gdy byłam dzieckiem –  wspomina aktorka z „poczciwej, wspaniałej i mądrej rodziny prawników i lekarzy, którzy nie pochwalali zawodowego wyboru córki”.

Polska: - niezapomniane role

Jest rok 1980, gdy śliczna, zielonooka, długowłosa brunetka, z wyróżnieniem kończy studia w Państwowej Wyższej Szkole Teatralnej w Warszawie.

Czy był to dobry i szczęśliwy czas? Łatwiej ocenić po latach. Ówcześni młodzi aktorzy i reżyserzy nie mieli praktycznie szans na uprawianie swoich zawodów. Pamiętny aktorski bojkot...

Ale ten czas obfitował i w miłe chwile, także dla Doroty Kwiatkowskiej, młodej aktorki, tuż po studiach, której jednak udało się grać na scenie. Artystka doskonale pamięta przedstawienie w Teatrze Powszechnym, po którym widzowie zgotowali aktorom owację na stojąco, z wyciągniętymi rękami do góry i rozchylonymi palcami dłoni w kształcie litery V. – Łzy ciekły same. I stojący obok mnie Franciszek Pieczka też płakał jak bóbr. Nigdy tego nie zapomnę!

Jeszcze na studiach, w roku 1979, zagrała rolę Brigitte Bardot w „Madame Tussaud”, w reżyserii Tadeusza Łomnickiego. Z tym przedstawieniem zespół aktorski był w Arnhem, w Sztokholmie, w Helsinkach i w Leningradzie.

Dorota Kwiatkowska była aktorką Teatru Powszechnego w Warszawie. Zagrała między innymi Violettę w „Kordianie” Juliusza Słowackiego, Ludmiłę w „Marii” Isaaca Babel’a, Senorę w „Zakonnicach” Eduarda Maneta, Aktorkę w „Mefisto” Klausa Manna. Rola Pestki w „Kopciuchu” Janusza Głowackiego ustawiła ją w plejadzie najlepszych polskich aktorów. Rolą Kunegundy w „Kandydzie” Voltera, w reżyserii Macieja Wojtyszki, zasłynęła w Teatrze Polskim w Londynie. Jednym słowem grała klasykę, co sobie bardzo ceni i chwali.

Grała także w filmach. Jeszcze na początku studiów – baletnicę Ankę w „Akwarelach” w reżyserii Andrzeja Łapickiego, Teresę w „Sobolach i pannach”, Angelikę w „Widziadle” i w wielu innych.

W tym czasie ukończyła także podyplomowe studia teatralne w Sankt Petersburgu.

Anglia: – a wszystko przez zakochanie!

W Warszawie aktorka poznała przyszłego męża, angielskiego muzyka i kompozytora. — Gdy w 1986 roku wyjechałam do Londynu na stypendium, lepiej się poznaliśmy. W końcu powiedziałam „tak”, a dziś za to małżeństwo płacę swoim zawodowym życiem.

Podczas pierwszego pobytu w Anglii artystka objechała z trupą teatralną niemal wszystkie walijskie miasteczka. Gdy angielskie małżeństwo zamknęło jej drogę powrotu do kraju, był to rok 1986, musiała radzić sobie sama.

Jej nauczyciele, najlepsi polscy aktorzy uważający swoją pracę za misję, którzy skutecznie przekonywali o Sztuce przez wielkie S i Teatrze przez wielkie T, nie przygotowywali adeptów do pracy w innych, niż PRL-owskie, warunkach. Dla nich najważniejsze było, by grać, grać, grać!!! Nie pieniądze się liczyły lecz ilość głównych i znaczących ról. Łomnicki uczył tylko, że „aktor musi mieć skórę jak słoń i duszę jak łabędź”.

Kto wtedy w Polsce słyszał o tym, że w aktorskiej pracy trzeba mieć agenta, menadżera, pisać CV, chodzić na castingi, szukać, prosić się o pracę, dowodzić, że jest się najlepszym, prezentować swoje umiejętności i talenty? Że trzeba walczyć o swoje, drzeć pazurami wszystko, co się od życia należy? Umieć wysłuchiwać i z pokorą przyjmować, że jest się za chudym albo za grubym, za starym albo za młodym, za dużym lub za małym do jakiejś roli? – Do dziś nie wiem na czym to wszystko polega – wyznaje aktorka – że wybierają mnie, a nie kogoś innego. – Wielu brytyjskich aktorów kończy bardzo dobre angielskie szkoły teatralne. Często są to dzieci uznanych aktorów. Jakże oni są giętcy! – szczerze ich podziwiam. – Rzecz w Polsce niesłychana: nawet wielcy angielscy aktorzy – bywa – grają małe, niewiele znaczące rólki. Nie tylko w teatrze czy w filmie. Nawet w reklamie! Na piedestale są tylko ci aktorzy, którzy grają w sztukach Szekspira.

— Szanse dla takich jak ja, są naprawdę niewielkie. 48 tysięcy brytyjskich aktorów należy do związków zawodowych. A te umieją dbać o swoje interesy! Przebić się, zaistnieć, zagrać... To jest dopiero sztuka!

Jak sobie z tym poradziłam? Lepiej nie myśleć. Ale miałam wtedy w sobie tyle energii! Chodziłam, pukałam, prosiłam, prezentowałam się i... wstydziłam się (polskie wychowanie!). Na ten temat napisałam taki wiersz:

„Aktorka na Zachodzie”

Zapuściła długie oczy w siebie
- szuka prawdy!
Rozpukanym palcem dosięga
- kolejnych drzwi
Smutnymi nogami żegna
- następny próg
Trzęsącymi rękoma swoje
- zdjęcie głaszcze
Gdzie odciski brudnych milionów
- zatarły jej rysy
Na jej twarzy
- druga już zmarszczka
Każdego dnia o jedną więcej
A jej uszy wciąż na telefonie
- który nigdy nie dzwoni
Zapuściła długie oczy w siebie
- szuka prawdy
Gdzie jest sztuka


Mimo wszystko Dorota Kwiatkowska przebiła się. W londyńskim teatrze zagrała główną rolę Barbary Smith w „Run For Your Wife” według Raya Conney’a.  To był rok 1992. Ale już od 1989 kursowała między Wielką Brytanią i Polską bez przeszkód. I grała! Przede wszystkim w Polsce, bo – jak mówi – aktor najlepiej przekazuje emocje we własnym języku.

Wie co mówi, bo grała także po angielsku, rosyjsku, niemiecku. I przekonała się, że każdy z tych języków wyzwala inne gesty i emocje. A aktor, jeśli chce być prawdziwie wielki, musi grać we własnym języku. Innej rady nie ma.

Australia: – teraz nie boksuję

Od dwóch lat Dorota Kwiatkowska mieszka w Adelajdzie. W dobrej dzielnicy, na wzgórzach, skąd rozciąga się wspaniały widok na panoramę miasta. Kto zna Adelajdę ten wie, jak piękna i rozświetlona jest ona nocą. I ta przyroda wokół... – Lubię naturę i to mnie ratuje – wyznaje aktorka. – Ale sztuki mi brakuje! Dzika rozpacz po prostu! A jeszcze na dokładkę znajomi w Sydney i Melbourne kpią ze mnie, że w Adelajdzie mieszkam, gdzie nie mam szans na granie w filmie czy w profesjonalnym teatrze. Gdy mówię, że na próby i granie przylecę samolotem, to w czoło się pukają. Nic nie rozumiem! W Anglii naprawdę nie byłoby z tym problemów... W dzisiejszej dobie!?

Powiem szczerze: po przyjeździe do Adelajdy chciałam znów ułożyć swoje zawodowe życie. A więc od nowa pod górę. Współpracuję z profesjonalną stacją radiową w Adelajdzie, gdzie czytałam niedawno wiersze Miłosza. Trudny jest on w języku angielskim.

Nie mogę – rzecz jasna – poświęcić czegokolwiek z życia rodzinnego, które jest mi drogie, na to tylko, by być aktorką, chociaż tak bardzo pragnę grać!

Ale... teraz nie boksuję. Znów pod górkę? Nie mam siły...


Lidia Mikołajewska

(To wypowiedź Doroty Kwiatkowskiej na wrześniowym spotkaniu członków i sympatyków Polskiego Towarzystwa Kulturalnego, działającego przy Centralnym Domu Polskim w Adelajdzie, pod kierunkiem Wacława Jędrzejczaka).


Poleć ten artykuł znajomemu | zobacz co słychać na forum
Copyright © Przegląd Australijski 2004-2011