Przegląd Australijski
Image Map

Strona
główna
Australia
z oddali
Świat Tubylców
Australijskich
Wędrówki
kulinarne
Piórem,
Pędzlem i...
„Panorama”
- miesięcznik
Ostatnia aktualizacja: 29.12.2012

Mozaiki z „odpadków”

marzec 2009

Wymyślałam wzory, dobierałam kolory, cieszyła mnie każda nowa wersja. Tłukłam te kafle młotkiem, raniłam sobie ręce...


Grażyna Milewska – urodziła się w Warszawie. Inżynier elektryk, absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. W Australii mieszka od 1981 roku. Najpierw mieszkała w Perth, a po kilku latach przeniosła do Canberry, do pracy jako urzędniczka państwowa (Public Service). Tu ukończyła również studia w zakresie nauki o zdrowiu oraz kursy komputerowe. Po redukcji etatów w Public Service zajęła się pracą ze starszymi ludźmi, pisaniem wspomnień, tłumaczeniami, podróżami, fotografowaniem. Jej hobby – to mozaiki wykonane z fragmentów płytek ceramicznych.

Grażyna Milewska

Muszę przyznać, że zaintrygowały mnie twoje prace plastyczne. Skąd ten pomysł, by tworzyć z... odpadków? Bo chyba tak mogę nazwać te szczątki płytek ceramicznych, z których układasz obrazy?

– Masz rację mówiąc, że są to odpadki. Te potłuczone kafelki, szczątki talerzy... Mój garaż wciąż jest tymi materiałami zawalony. Teraz trochę „ostygłam”, bo zajęłam się pisaniem wspomnień, tłumaczeniami, w miarę możliwości także podróżuję i fotografuję...

Czyli zrezygnowałaś już z takiego tworzenia obrazów?

– Ależ nie. Te moje obrazki podobają się, kilka prac udało mi się nawet sprzedać, więc nie widzę powodu, by z tego rezygnować.

Jak to się zaczęło?

– To było pięć lat temu. Zaczęłam opiekować się chorym mężczyzną. Właściwie zajmowała się nim jego żona, której jednak potrzebny był dzień wypoczynku – czas na zakupy, czy załatwianie swoich spraw. I w tym dniu ja ją przy chorym mężu zastępowałam. Przygotowywałam mu coś do jedzenia, poprawiałam poduszkę, nastawiałam telewizor na program jaki sobie życzył albo stację radiową, która nadawała muzykę klasyczną... Do dziś tę pracę mile wspominam, bo to był piękny, czyściutki dom i bardzo mili ludzie. Dużo rozmawialiśmy ze sobą. Ta pani – Ronda jej na imię – to starsza, elegancka i bardzo miła kobieta. Pewnego dnia pochwaliłam mozaikę wiszącą na zewnątrz domu. Wtedy ona zaczęła mi opowiadać, że takie mozaiki robi sama, że to jej hobby. Pokazała mi inne swoje prace. W atrium najbardziej przypadł mi do gustu stolik pokryty kafelkami – niebieskie i żółte kwadraty, a w środku kwiat. Bardzo mi się ten stolik spodobał. A ona na to: - tez możesz to robić! Jeśli chcesz, to cię nauczę... Któregoś dnia razem wykonałyśmy mozaikę dla mnie. No i tak to się zaczęło.

Czy to trudna sztuka?

– Bierzesz karton wodoodporny lub kawał drewna, może być także bardzo twarde febre (fibro). Naszkicuj na tym zarys obrazu, jaki chcesz stworzyć. Potem nałóż „odpadki”i przyklej je do podłoża specjalnym klejem do kafelków, a szczeliny między nimi zagruntuj kolorowym cementem. Gotowe!

I ludzie takie prace kupują?

– Sprzedaję je czasami na marketach, rozdaję znajomym, wystawiam na wystawach organizowanych dla tych, którzy tworzą z tzw. „recycle materials”. Jest ich w Canberze wielu. Gdy po raz pierwszy zaniosłam na taką wystawę cztery swoje prace, dwie zostały sprzedane od ręki. I to mnie zachęciło do takiego tworzenia. Był taki czas, że wpadłam niemal w obsesję. Dosłownie codziennie musiałam coś pokleić. Wymyślałam wzory, dobierałam kolory, cieszyła mnie każda nowa wersja. Tłukłam te kafle młotkiem, raniłam sobie ręce... Przyznaję, że był to niełatwy okres w moim zyciu, bo straciłam wtedy pracę, byłam zestresowana. Więc praca z tymi „odpadkami” - to była swoista terapia.

Oby każdy taką terapię potrafił sobie zafundować! Skąd bierzesz potrzebnne materiały?

– Pierwsze prace tworzyłam z materiałów, które podarowała mi pani Ronda. Któregoś dnia zaprosiła mnie na sobotę do swego garażu i zaproponowała, bym wzięła sobie trochę kafli, drewna, kleju, wszystkiego czego chcę i potrzebuję. I w ten sposób artystyczny bałagan z jej garażu przeniósł się do mojego. Poza tym musisz przyznać, że znalezienie niepotrzebnych kafelków, potłuczonych kubków czy talerzy wcale nie jest trudne. Jeśli rozgłosisz wśród znajomych, że ci to potrzebne, napływ materiałów masz zapewniony. Wielu ludzi, których dzięki wystawom poznałam, czerpie wielką radość ze zbierania kafelków, zużytych talerzy, odpadków ze sklepów, czy nawet z... „ revolve”, czyli śmietnisk. Ja na śmietniska nie chodzę, ale znam takich, którzy z przyjemnością po nich buszują w poszukiwaniu ciekawych kolorystycznie kafli.

W naszej Galerii, do której zapraszamy Czytelników, jest niewiele twoich prac...

– Niestety, nie robiłam zdjęć wszystkiego, co stworzyłam. Wiele prac trafiło do znajomych i przyjaciół. Obiecuję, że gdy trafię przy okazji do domów, w których są te moje „obrazki”, to je sfotografuję i dołączymy do Galerii „Przeglądu Australijskiego”.

Tak więc Galeria będzie się rozwijała. Liczę również na nowe twoje prace. Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiała Lidia Mikołajewska


GALERIA OBRAZÓW GRAŻYNY MILEWSKIEJ


Poleć ten artykuł znajomemu | zobacz co słychać na forum
Copyright © Przegląd Australijski 2004-2011