Przegląd Australijski
Image Map

Strona
główna
Australia
z oddali
Świat Tubylców
Australijskich
Wędrówki
kulinarne
Piórem,
Pędzlem i...
„Panorama”
- miesięcznik
Ostatnia aktualizacja: 29.12.2012

Podwieczorek z Gałczyńskim

wrzesień 2009

Grzegorz Koterski: – Do Australii przywiozłem ze sobą pięć tomów wierszy i poematów Gałczyńskiego, wydanych w latach 60. ubiegłego wieku w Polsce


Wrześniowe spotkanie członków i sympatyków Polskiego Towarzystwa Kulturalnego, organizowane co miesiąc przez Pana Wacława Jędrzejczaka, było nietypowe.

Za „stołem prezydialnym” - jeśli można to tak określić - zasiadło tym razem dziewięć osób – aktorów Polskiego Teatru Starego w Adelaide. Wymieniam w kolejności od lewej strony stołu: Małgorzata Szczepaniak, Wiesław Wajs, Krystyna Gałązkiewicz, Elżbieta Najdowska, Henryk Najdowski, Elwira Byrt, Ola Niewiadomska i Anna Rek.

„Spotkanie z poezją Gałczyńskiego” przygotował z zespołem Grzegorz Koterski – znany mi do tej pory jako artysta malarz, grafik, scenograf i aktor Teatru Starego. Tymczasem Grzegorz okazał się wytrawnym znawcą, wręcz wielbicielem twórczości Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego!

Dzięki temu spotkaniu mieliśmy okazję przypomnienia sobie strof „Zaczarowanej dorożki”, fragmentów „Pieśni”, „Pieśni o żołnierzach z Westerplatte”, „Zielonej Gęsi” i wielu innych wierszy i poematów tego wybitnego polskiego poety – mistrza poezji lirycznej, żartu, groteski i powagi.

W świat poezji Gałczyńskiego wprowadził nas Grzegorz Koterski przypominając niektóre fakty z życia tego wybitnego polskiego poety, który żył zaledwie 48 lat, ale pozostawił po sobie ogromną spuściznę. Zmarł na zawał serca w 1953 roku. Jest pochowany na warszawskich Powązkach.

Skąd u ciebie fascynacja poezją Gałczyńskiego?

Grzegorz Koterski

– Wszystkiemu „winien jest” mój nauczyciel języka polskiego w Liceum Plastycznym we Wrocławiu, którego jestem absolwentem – mówi Grzegorz Koterski. - To on właśnie zachęcał uczniów liceum do smakowania tej poezji. Do Australii przywiozłem ze sobą pięć tomów wierszy i poematów Gałczyńskiego, wydanych w latach 60. ubiegłego wieku w Polsce. Oczywiście, wiersze w tym właśnie wydaniu są ocenzurowane, bo jak jak powszechnie wiadomo – także Gałczyński, jak każdy polski twórca – miał z cenzurą kłopoty. Np. ostatnia zwrotka wiersza „„Pieśni o żołnierzach z Westerplatte” nie podobała się cenzorowi i zakazał jej wygłaszania. Tego typu historie z cenzurą polskich twórców i dziennikarzy są już dzisiaj powszechnie znane. Różne pikantne szczegóły z tym związane poznałem piętnaście lat temu, podczas spotkania z Kirą Gałczyńską – córką pana Ildefonsa - w Praniach...

Powiedzmy więc naszym czytelnikom co to są Pranie?

– Leśniczówka Pranie, która powstała około 1880 roku, położona jest w Puszczy Piskiej (województwo warmińsko-mazurskie) tuż nad jeziorem Nidzkim. Konstanty Ildefons Gałczyński po raz pierwszy przybył do Prania w lipcu 1950 r. Przyjeżdżał z Warszawy przez kolejne trzy lata, jako gość ówczesnego leśniczego Stanisława Popowskiego. W 1952r. wraz z żoną Natalią snuł plany zamieszkania na stałe w okolicy jeziora Nidzkiego, które zniweczyła nagła śmierć poety. W 1980 r. w Praniu utworzono Muzeum Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego, którym jego córka – dziś już starsza pani, urodzona w 1936 roku – opiekuje się i w ten sposób podtrzymuje pamięć o swoim sławnym ojcu. W tej leśniczówce powstały ważne utwory: „Kronika Olsztyńska”, „Niobe”, „Wit Stwosz”, „Chryzostoma Bulwiecia podróż do Ciemnogrodu”, „Pieśni”, „Ezop świeżo malowany”, „Rozmowa liryczna”i wiele innych wierszy i poematów. Czy wiesz, że Kira ma brata przyrodniego w Australii?

Słyszałam o tym, ale nie znam szczegółów...

– Syn Gałczyńskiego prawdopodobnie mieszka w Perth. Pani Kira opowiadała mi o nim, bo się odnaleźli i spotkali w Polsce. To owoc miłości poety w Niemczech. Jak wiadomo, 24 sierpnia 1939 roku Gałczyński był zmobilizowany, a 17 września dostał się do niewoli. Powstały wówczas pierwsze wiersze wojenne: „Pieśń o żołnierzach z Westerplatte” i „Sen żołnierza”. Wraz z innymi polskimi jeńcami wojennymi Gałczyński odmówił podpisania zobowiązania, w myśl którego część żołnierzy przeznaczano na robotników cywilnych w Rzeszy. Wobec tego w roku 1941 wywieziony został do międzynarodowego obozu jenieckiego w Altengrabow pod Magdeburgiem, gdzie napisał kolejne trzy wiersze: „List jeńca”, „Srebrną akację” i „Dziką różę”. Po zakończeniu wojny poeta był w Brukseli, w Paryżu, zwiedził też Holandię. Po długich wahaniach zdecydował się na powrót do kraju. To był rok 1946.

Napisał wtedy kolejne wiersze, współpracował z redakcją „Przekroju” i innymi polskimi czasopismami, i... nie wszystkim się podobał...

– No właśnie, inny polski poeta, Adam Ważyk, zaatakował go „za drobnomieszczaństwo” na Zjeździe Literatów Polskich w 1950 roku w swoim referacie programowym. Po tym fakcie przestała ukazywać się w „Przekroju” „Zielona Gęś”, bo dla Ważyka za mało było w tej poezji „rewolucyjnej czujności”, a za dużo słowików i innych „treli moreli”.

Konstanty Ildefons Gałczyński należał przed wojną do artystycznej bohemy, był też attache kulturalnym w Berlinie i znał języki obce...

– Znał je tak dobrze, że tłumaczył wiersze z języków angielskiego, niemieckiego, rosyjskiego, a nawet z chińskiego (tłumaczonych wcześniej na język angielski). Podczas swoich studiów filologicznych napisał pracę na temat sonetów Johna Browna. Panowie profesorowie poważnie kiwali głowami i ocenili ją wysoko. Ale pan Ildefons okazał się wielkim żartownisiem, bo wymyślił sobie tego Johna Browna! Sam osobiście napisał owe sonety, przetłumaczył je na język angielski i wymyślił sobie autora.

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiała Lidia Mikołajewska


Poleć ten artykuł znajomemu | zobacz co słychać na forum
Copyright © Przegląd Australijski 2004-2011