Przegląd Australijski
Image Map

Strona
główna
Australia
z oddali
Świat Tubylców
Australijskich
Wędrówki
kulinarne
Piórem,
Pędzlem i...
„Panorama”
- miesięcznik
Ostatnia aktualizacja: 29.12.2012

Młode Talenty Polonii

marzec 2009

Rozmowa z Grażyną Strzelecką


Podczas dorocznego adelajdzkiego konkursu „Młode Talenty Polonii” w parafii na Ottoway widać doskonale, że mamy w Adelajdzie utalentowane muzycznie dzieci i młodzież. Ten Konkurs to okazja nie tylko do ich współzawodnictwa w grze na rozmaitych instrumentach muzycznych i wokalistyce. To również rodzaj spotkania towarzyskiego Polaków, nad czym konsekwentnie czuwa Komitet Organizacyjny „Młodych Talentów Polonii”. Zasiada w nim trio: Grażyna Strzelecka, proboszcz parafii – ksiądz Marek Ptak i Andrzej Strzelecki.

Pani Grażyno, czym jest konkurs „Młode Talenty Polonii”? Na czym on polega?

Grażyna Strzelecka z Krzysiem i Olkiem Stirratami

Robert Wolf i Estera Seta

Michelle Sienicki - najmłodsza uczestniczka ubiegłorocznego Konkursu

Andrzej Strzelecki

– Zastanawiam się czy dobrze dobraliśmy słowo „konkurs” w tytule, czy nie lepsze byłyby „festiwal” lub „przegląd”? No, ale skoro tak zaczęliśmy, niech już zostanie „konkurs”.

Ale wracając do pytania, to może odpowiem tak: organizując go, mieliśmy przede wszystkim na uwadze scalenie najmłodszej i młodej Polonii – danie im możliwości spotkania się ze swoimi rówieśnikami polskiego pochodzenia, nawiązania znajomości między sobą, uświadomienie im skąd pochodzą ich rodzice, dziadkowie, czyli jakie są ich korzenie. Pragnęliśmy przede wszystkim otworzyć nasze młode pokolenie na polskość. Weźmy pod uwagę, że istotnym elementem konkursu jest dobór repertuaru. Za polski repertuar (np. polski kompozytor, polska piosenka, itp.) przyznawane są dodatkowe punkty. I tutaj widać to, o czym wcześniej wspomniałam – pojawia się pierwiastek patriotyczny.

Kto wpadł na pomysł tego Konkursu?

– Tyle razy już odpowiadałam na to pytanie... Więc dzisiaj powiem tak: początki naszego konkursu giną w mrokach dziejów. To już siedem lat mija od pierwszej jego edycji. Siedem lat! Ale zleciało...

Tak więc w tym roku organizujemy go już po raz siódmy. Siódmy jeśli chodzi o konkurs w kategoriach instrumentalnej i wokalnej. Bo od tych dwóch kategorii konkursowych wszystko się zaczęło. Później dodaliśmy współzawodnictwo plastyczne na oficjalny plakat konkursowy. Pomyślałam sobie, że dobrze by było zorganizować coś dla tych, którzy ani nie grają, ani nie śpiewają, więc niech namalują czy narysują plakat dla swoich rówieśników. I wie Pani co wyszło? Często dzieci i młodzież robią projekt plakatu sami dla siebie, bo później biorą udział w muzycznej części tego Konkursu. Bardzo się z tego cieszę. Wyróżniona praca, ta pierwsza, zostaje później powielona i rozwieszona w kilku punktach miasta. Natomiast drugi wyróżniony projekt używam do programu. Służy jako okładka.

Jest Pani główną organizatorką tego Konkursu...

– … i na mojej głowie jest tzw. strona organizacyjna, czyli sponsorzy, jurorzy, konferansjerzy, ogłoszenia, zawiadomienia, powiadomienia, scena, projekt programu...

Ufff! Nie zazdroszczę! Kto Pani w tej pracy pomaga?

– Komitet organizacyjny od samego początku składa się z tych samych trzech osób: ksiądz Marek Ptak, Andrzej Strzelecki i ja. Zgłoszenia do udziału w Konkursie przyjmuje również Irena Dyrynda, która prowadzi sekretariat parafii na Ottoway. Irena pomaga mi też przy dekoracji sceny. Na przykład na nasz piąty konkurs przygotowała śliczną dekorację z kwiatów.

Andrzej wykonuje najcięższą pracę, bo nagłaśnia całą imprezę. Zawsze dzień wcześniej robi z uczestnikami próbę akustyczną. To jest bardzo ważna część konkursu, a, niestety, często lekceważona. Nie wiem dlaczego. Może uczestnicy myślą, że to dla Andrzeja. Ale to nie jest dla niego. On jest profesjonalnym inżynierem dźwięku i da sobie radę z nagłośnieniem. Ta próba jest dla tych, którzy będą na scenie. Bo to oni prezentują się przed jurorami na następny dzień, a nie Andrzej. Na próbie ustawia się wszystko pod indywidualne potrzeby każdego z występujących. Andrzej robi sobie notatki co, komu i kiedy jest potrzebne. A poza tym jest to bardzo ważne dla tych, którzy przychodzą do nas po raz pierwszy, bo to dla nich pierwsze zetknięcie się ze sceną. Dlatego zawsze namawiam, by na próbę przyszli wszyscy. Ja wiem, że rodzice nie zawsze mają czas, ale wszyscy chyba chcieliby widzieć swoje pociechy z główną nagrodą. No, może z drugą, ostatecznie z trzecią.... A to przecież nie zależy ode mnie czy Andrzeja jak ktoś zaśpiewa czy zagra. Ani od jurorów, którzy oceniają rzetelnie. Ta próba dzień wcześniej naprawdę pomaga w lepszym zaprezentowaniu siebie.

Czy ten Konkurs cieszy się wśród naszych dzieci i młodzieży dużym powodzeniem?

– Uczestników mamy zawsze sporo. Co roku jest to liczba większa od 20. O, właśnie mam przed sobą dokument z 2006 roku. Wtedy mieliśmy 27 przesłuchań. Tak, liczba zgłoszeń ciągle rośnie. Sama jestem ciekawa ile zgłoszeń będzie w tym roku.

Tak więc dzięki waszej pracy dzieci i młodzież polskiego pochodzenia mogą wykazać się swoimi umiejętnościami gry na instrumentach i śpiewu. Nie bądźmy skromni i powiedzmy wprost, że mamy się kim pochwalić. Ciekawa jednak jestem, co się potem z nimi dalej dzieje? Może przykład kogoś, kto się wybił?

– Była jedna osoba, która miała związać się – jeśli mogę to tak określić – z muzyką na stałe. To pianista, Witold Bloch, którego występ z 2005 roku często wspominamy. Miał wtedy 17 lat. Jeśli powiem, że wpadł i zagrał jak burza, to nie będzie w tym przesady. Jak się później dowiedziałam, jurorzy jednogłośnie wytypowali Witka na laureata. Rozmawiając z jego mamą przed konkursem dowiedziałam się, że Witek w krótkim czasie po konkursie miał mieć przesłuchania do konserwatorium. Na naszym konkursie chciał grać między innymi coś z Chopina, ale właśnie przez te przesłuchania do konserwatorium zmienił w ostatniej chwili repertuar i zagrał, jeśli dobrze pamiętam, któreś z preludiów Rachmaninowa. Zagrał cudownie! Ale co się stało z Witkiem, czy poświęcił się muzyce, czy dostał się do konserwatorium, tego już nie wiem. Słuch o nim zaginął. „Pewniakiem” była niewątpliwie Daniela Jędrzejczak Dziś jest ona absolwentką Konserwatorium Uniwersytetu Adelajdzkiego.

Nasze dzieci i młodzież „nie giną”, bo zawsze występują na różnego rodzaju imprezach polonijnych tworząc dużą część ich programów.

Korzystając z tej rozmowy chciałabym poruszyć jeszcze dosyć istotną kwestię. A mianowicie chciałabym wspomnieć na temat naszych jurorów. My, organizatorzy, traktujemy ten konkurs naprawdę poważnie...

Nie musi Pani o tym przekonywać! To naprawdę widać i słychać! Porozmawiajmy więc o jurorach...

– W skład komisji oceniających, a mamy takie dwie, wchodzą zawsze osoby związane z muzyką. I niekoniecznie są to osoby z naszego polskiego środowiska. W jury zasiadają profesorowie ze szkoły muzycznej, kompozytorzy, wykonawcy. Ostatnio nawet, z racji popytu, zaprosiłam dwie osoby z dwóch australijskich zespołów młodzieżowych grających muzykę współczesną, nie klasyczną. No, bo i u nas, w naszym polonijnym środowisku pojawili się wirtuozi gry na gitarze elektrycznej (na przykład).

Niektórzy jurorzy są z nami od samego początku. Robert Wolf – przewodniczący panelu. Śmieję się, że z nami dorobi się emerytury. Ryszard Pusz – znany i znakomity perkusista, w tej chwili emerytowany wykładowca muzyki. Jacek Szociński którego znają chyba wszyscy. Moja córka Gloria. Pani Jola Kozak, której przedstawiać chyba nie muszę. Parę razy zaprosiliśmy do jurorów laureatów konkursu. Zawsze zasiadał z nami konsul. Przez większość konkursów był z nami Stasiu Seroczyński. Inni się zmieniają.

Kiedyś zapytano mnie dlaczego komisja jest „taka duża”? Dla mnie jest to oczywiste. Chodzi o to żeby ocena była jak najbardziej obiektywna. Zadano mi też pytanie, i to wielokrotnie, dlaczego tak długo trwają obrady jurorów? Czy nie można tego skrócić? No tak, owszem, można by było, mając np. tylko dwóch jurorów. Ale czy takie posunięcie nie odbiłoby się na ocenie? Czy byłaby to ocena obiektywna? Sprawiedliwa? Już i tak „dostosowałam się” do woli publiczności (czyli rodziców) i porobiłam skróty. A co było można „obciąć”? Tylko konferansjerkę, bo przecież nie czas występu. I tak, zaczynając ten konkurs, każdy uczestnik był w kilku słowach przedstawiany przez konferansjera łącznie z wymienieniem utworów i kompozytora. Obecnie jest tylko zapowiadany. Dało to oszczędności czasowe, ale w dalszym ciągu nie jestem przekonana, że to było słuszne „cięcie”. Ale cóż.... Vox populi.

Ale wracając jeszcze do jurorów... Jest jeszcze druga komisja oceniająca projekty plakatów. Są to również osoby związane ze sztuką, Oczywiście ta komisja nie jest duża, bo i zgłoszeń jest mniej. Z reguły są to trzy osoby, nie zawsze te same i, tak jak w poprzedniej, nie tylko z naszego środowiska. W skład tej komisji wchodzili historyk sztuki, grafik, nauczycielka rysunku, itp. Mieliśmy też osoby z naszej stanowej Art Gallery. Komisja sporządza protokół, w którym uzasadnia wybór tej, a nie innej pracy do nagrody.

Pragnę podziękować tym wszystkim, którzy przyjmują nasze zaproszenie do komisji. To jest z ich strony duże poświęcenie, bo dla nas poświęcają swój weekend.

Korzystając z okazji chciałabym również zapytać Panią o córkę Glorię – znaną w naszym środowisku śpiewaczkę. Mówi Pani, że zasiada ona w jury. Czy również w tym Konkursie występowała?

– Gloria nigdy nie występowała w konkursie. Była „za stara” gdy ten Konkurs rozkręcaliśmy. Natomiast jest jurorem od samego początku. I od samego początku należy też do panelu oceniającego prace plastyczne. To z ramienia jej zawodu i kierunku studiów, które ukończyła dwa lata temu. Znalazła swoje powołanie w „innej” sztuce. Z wykształcenia bowiem jest historykiem sztuki (master degree). Prowadzi też swoją własną galerię, w której promuje młodych artystów. Śpiewem zajmuje się teraz trochę, tak dorywczo. Np. ostatnio zaśpiewała na K’Ozzi festiwalu balladę, którą napisał dla niej, specjalnie na tę okoliczność, lider zespołu Wawele – Jan Wojdak.

Dziękuję Pani za rozmowę i życzę powodzenia także w tym roku na siódmej edycji „Talentów Młodej Polonii”. Życzenie na pewno się spełni, wszak siódemka to szczęśliwa liczba...

– I ja chciałabym podziękować wszystkim naszym sponsorom. Tym dużym i tym małym. Tutejszym i z poza Adelajdy, bo takich też mamy. Serdeczne podziękowania kieruję również dla naszego Konsula Generalnego z Sydney, który od samego początku jest patronem Konkursu. Bez pomocy tych wszystkich mielibyśmy wielkie kłopoty w zorganizowaniu tego przedsięwzięcia.

Dziękuję też tym, którzy mają dla nas słowa krytyki. To dzięki nim unikamy, w miarę możliwości, błędów. Proszę jednak aby pamiętali, że krytykując powinni podać nam wskazówki, dzięki którym my, organizatorzy, mielibyśmy szanse ulepszyć swój warsztat. Bo krytyka jest pomocna, ale nie ta złośliwa.

Rozmawiała Lidia Mikołajewska

Fot: Andrzej Strzelecki

Komunikat komitetu organizacyjnego konkursu
„Młode Talenty Polonii 2009”

Organizatorzy informują, że tegoroczna edycja konkursu "Młode Talenty Polonii" odbędzie się w niedzielę, 13-go września. Przesłuchania rozpoczną się o godz. 3 pm.

Próba akustyczna odbędzie się w sobotę przed dniem konkursowym od godz. 2 pm.

Do konkursu jak zwykle zapraszamy dzieci i młodzież od lat 6-ciu do 18-tu. Zgłoszenia przyjmowane są w dwóch kategoriach muzycznych: instrumentalnej i wokalnej.

Zgłoszenia, z podaniem wieku uczestnika, kategorii oraz adresu i telefonu można już przesyłać na adres:

Konkurs 'Młode Talenty Polonii'

85 Rosewater Terrace, Ottoway SA 5013

Informujemy, że zgłoszenia w powyższych kategoriach przyjmowane będą do dnia 6-go września.

Organizatorzy również zapraszają dzieci i młodzież do wzięcia udziału w konkursie na projekt oficjalnego plakatu na tegoroczną edycję konkursu.

Na plakacie powinny być zamieszczone informacje dotyczące daty, godziny oraz miejsca, w którym odbędzie się konkurs. Technika wykonania plakatu dowolna, format A3. Informacje o autorze prosimy zamieszczać na odwrocie pracy. Prace przyjmowane będą do 13-go sierpnia.

Za komitet

Grażyna Strzelecka


Poleć ten artykuł znajomemu | zobacz co słychać na forum
Copyright © Przegląd Australijski 2004-2011