Przegląd Australijski
Image Map

Strona
główna
Australia
z oddali
Świat Tubylców
Australijskich
Wędrówki
kulinarne
Piórem,
Pędzlem i...
„Panorama”
- miesięcznik
Ostatnia aktualizacja: 29.12.2012

Kwiaty sercem malowane

styczeń 2008

– Kwiaty zawsze bardzo lubiłam, ale zaczęły się one częściej pojawiać w moich pracach trochę za sprawą wypadku...


Lucię Urbaniak, która spędziła w Australii prawie 50 lat, poznałem stosunkowo niedawno i to w dość ciekawych okolicznościach. Brałem udział w wystawie plastycznej zorganizowanej przez Krysię Andrecką na „Dożynkach 2004” W czasie wieszania prac podpatrywałem co wystawia „konkurencja” i uwagę moją zwróciła nieduża, ale zgrabnie namalowana akwarela pt. „Inowrocław, ulica Królowej Jadwigi” . Ze zdumieniem oglądałem znajomy mi widok, ponieważ urodziłem się w... Inowrocławiu, w mieszkaniu przy tej właśnie ulicy! Zapytałem głośno o autora tej pracy. Odezwała się wysoka, postawna dama i okazało się, że to właśnie Lucia, też Inowrocławianka. Trzeba było pojechać na drugi koniec świata, żeby spotkać krajankę – Kujawiankę i to z tej samej ulicy!

Siedzimy sobie teraz przy kawie w ogrodzie jej starego, przytulnego domu, oglądamy stare zdjęcia, albumy i katalogi. Przy Luci waruje jej wierny przyjaciel, siedemnastoletni już pies Rex. Miło się gawędzi, czas powoli ucieka, pora uporządkować ciekawą, ale trochę chaotyczną rozmowę...

Lucia Urbaniak w galerii

„Łzy szczęścia” 50 lat temu

Przybyłaś do Australii w roku 1959 i byłaś już wtedy dorosłą osobą. Czy już w Polsce zaczęłaś interesować się plastyką?

– Tak. Od najmłodszych lat szkolnych bardzo lubiłam rysować i dobrze mi to wychodziło, więc często dostawałam różne dyplomy i wyróżnienia w tej dziedzinie. Później - jak tylko była okazja - chodziłam na różne kursy i kółka artystyczne, ale na prawdziwe studia artystyczne nie było warunków. Musiałam pracować, ale i w pracy wykorzystywano moje zdolności plastyczne. Pracowałam w handlu i często robiłam dekoracje wystaw sklepowych. Chciałam studiować, ale wojna mi w tym przeszkodziła.

A jak to się stało, że znalazłaś się tutaj, w Australii?

– To była trochę zwariowana historia. Moja koleżanka, mężatka, miała znajomego w Australii i w tajemnicy przede mną wysłała mu moje zdjęcie. Ja byłam już wtedy wdową, osobą samotną „po przejściach” – jakby się dzisiaj powiedziało – ale nie miałam specjalnej ochoty na jakieś nowe związki. Ten australijski kolega pokazał moje zdjęcie swojemu znajomemu z pracy, a ten znajomy napisał do mnie piękny list. Korespondencja trwała ponad rok i w końcu zdecydowałam się na tę niesamowitą podróż. Wyjechałam z Polski 1 Maja 1959 roku, pociągiem, przez Czechosłowację i Austrię do Genui we Włoszech. Pamiętam, że cała Czechosłowacja czerwieniła się od pierwszomajowych dekoracji. Z Genui płynęłam ponad dwa miesiące okrętem „Toskania”do Melbourne, gdzie czekał już na mnie mój przyszły mąż.

To naprawdę bardzo romantyczna historia. Wasze spotkanie zostało uwiecznione na zdjęciu, które ukazało się w miejscowej gazecie, a my je tutaj reprodukujemy.

– Tak, to już stare dzieje. Mój mąż, niestety, nie żyje od prawie trzynastu lat. Pozostały tylko piękne wspomnienia.

W Australii studiowałaś u różnych znanych artystów, jak Margorie Hahn, Albert Engel, June Calligan, Gary Goston czy Ingrid Erns. Komu z nich zawdzięczasz najwięcej?

– To trudno powiedzieć. Właściwie od wszystkich czegoś się nauczyłam, przede wszystkim poważnego podejścia do sztuki. Myślę, że u Margorie Hahn najbardziej skorzystałam z jej umiejętności w technice akwareli, a u Garrego Gostona w rysunku.

A kiedy miałaś swoją pierwszą wystawę indywidualną i gdzie jeszcze wystawiałaś?

– Pierwszą wystawę indywidualną miałam w roku 1995, w „Lombard Art Gallery” przy Magill Road. Od ponad trzydziestu lat jestem członkiem „The Royal South Australian Society of Arts”, gdzie często biorę udział w wystawach zbiorowych. W roku 2005 przyznano mi w tym stowarzyszeniu „Associate Membership”. Od wielu lat należę też do „Adelaide Society Of Arts”, gdzie często wystawiałam swoje prace. Wystawiałam też w St. Mary’s Convent oraz brałam udział we wszystkich wystawach w czasie organizowanych w Adelajdzie polskich Dożynek. Jestem też oczywiście członkiem naszego, polskiego „The Australian – Polish Arts Society in SA”.

Tutaj muszę dodać, co przez skromność pominęłaś, że prezesujesz temu stowarzyszeniu prawie od początku jego istnienia, to jest od 36 lat!

Lucia Urbaniak w ogrodzie

Ogrodowa galeria

– Ach, jak ten czas leci! Ale przy okazji muszę się pochwalić w imieniu naszego Stowarzyszenia, do którego ty też przecież od paru lat należysz, że od dwunastu lat urządzamy każdego roku wystawę „Art for Heart” z której część dochodów ze sprzedaży przekazujemy na rzecz ”The SA Heart Foundation”. W tym roku planujemy urządzenie wystawy charytatywnej na rzecz dzieci chorych na raka.

Jesteś bardzo pracowitą artystką, czego ci trochę zazdroszczę i życzyłbym sobie takiego zapału do pracy. W swojej twórczości interesujesz się bardzo różną tematyką, ale najczęściej malujesz kwiaty i robisz to naprawdę dobrze. Dlaczego właśnie kwiaty?

– Kwiaty zawsze bardzo lubiłam, ale zaczęły się one częściej pojawiać w moich pracach trochę za sprawą wypadku, któremu uległam w 1972 roku. Spadłam tak nieszczęśliwie ze schodów, że miałam pękniętą miednicę i zostałam na długi czas unieruchomiona. Bardzo nie lubię bezczynności i już w szpitalu zaczęłam malować pocztówki z motywami kwiatowymi. Potem przez prawie dwa lata nie wychodziłam z domu i nie miałam możliwości malowania pejzaży, które lubię malować tylko z natury, w plenerze. Układałam więc sobie kwiatowe bukiety i malowałam. Kwiaty bardzo pomogły mi przetrwać ten trudny okres uwięzienia mnie w domu.

Jest jeszcze jedna dziedzina twoich zainteresowań – malowanie na ceramice. Jak ty to robisz? Przecież to nie jest łatwe w warunkach domowych?

– Nie jest to łatwe i wymaga specjalnej technologii a przede wszystkim dużo cierpliwości. Trzeba zacząć od dobrania odpowiedniej porcelany. Nie każda się nadaje. Najlepsza do ręcznego malowania jest porcelana niemiecka.

No i co? Tak po prostu bierzesz i malujesz na tej porcelanie?

– Można zacząć od narysowania wzoru specjalnym ołówkiem do szklistych powierzchni, ale można też od razu nakładać kolory pędzelkiem, jeżeli ma się wzór „w głowie”.

Oczywiście trzeba mieć specjalne farby.

– Tak, ale też trzeba nabrać trochę wprawy. Nie można nakładać zbyt grubej warstwy farby, bo wszystko odpadnie. A jak pomalujesz za cienko to kolory będą blade, mało intensywne. Najlepiej nakładać farby trzykrotnie, cienkimi warstwami, żeby pogłębić kolory i uzyskać odpowiedni efekt. Oczywiście trzeba poczekać aż pierwsza warstwa wyschnie, żeby położyć następną. Można też dodać trochę dekoracyjnych efektów używając do tego złota w płynie.

A jak się pomylisz i chcesz coś poprawić, to co wtedy? Można „wymazać” fragment malunku?

– Można usunąć farbę za pomocą specjalnej terpentyny, ale lepiej się nie mylić bo usuwając część kompozycji można uszkodzić sąsiednie fragmenty.

Czyli trzeba mieć pewną rękę i dobrze przygotowany projekt, żeby już nic nie poprawiać. Załóżmy że wszystko się udało i mamy malunek na talerzu czy też wazonie. Jak zabezpieczyć gotowy wzór przed uszkodzeniem, na przykład w czasie mycia.

– Gotowy obiekt trzeba wypalić w specjalnym, elektrycznym piecu w odpowiedniej temperaturze i odpowiednim czasie.

Lucia Urbaniak - Dożynki 2007

Kwiaty na porcelanie

Czyli lepiej się do tego nie zabierać bez gruntownego, teoretycznego i praktycznego przygotowania. W twoim domu można obejrzeć sporo przykładów dobrej roboty; pięknie zdobione talerze, dzbany, dzbanuszki z kolorowymi kompozycjami o różnej tematyce. A ile krąży po świecie? Chyba sporo tego już narobiłaś. Pamiętasz ile?

– Nie, to niemożliwe. Na początku liczyłam, ale później straciłam rachubę, tyle tego było. Kiedyś robiłam sporo na zamówienie różnych galerii, ale zraziłam się do tego. Bardzo słabo płacili a sprzedawali to – jak się później przekonałam – po dziesięciokrotnie wyższych cenach. Teraz robię to bardziej dla własnej satysfakcji, a jak się coś sprzeda to wpadnie parę groszy na utrzymanie. Mieszkam sama, nie licząc Rexa, i sama muszę o wszystko zadbać, a koszty są coraz większe.

Z naszej rozmowy wynika, że masz wszechstronne zainteresowania. Malujesz różnymi technikami. Przeważnie jest to akwarela, ale nieobca jest ci technika olejna czy akrylowa. Do tego dochodzi znakomicie opanowany warsztat malowania na ceramice. Chyba o wszystkim już porozmawialiśmy i na zakończenie proponuję...

– Zaraz, zaraz, a malowanie na jedwabiu? Zobacz te kolorowe apaszki, szaliki, chusty... To wszystko moja robota. A malowanie na drewnie? Zdobienie różnych drewnianych przedmiotów, skrzynek, kuferków, pudełek...

Wiesz co? Ty masz naprawdę niespożytą energię i ciągle mnie zaskakujesz, ale... Poddaję się! Wystarczy mi wrażeń na dzisiaj i proponuję, by coś odłożyć na następne spotkanie. Kto wie jakie jeszcze niespodzianki mnie czekają.

– Jak chcesz. Zawsze serdecznie zapraszam.

Dziękuję za rozmowę i życzę Ci zdrowia i pomyślności w nowym, 2008 roku.

– Dziękuję i do zobaczenia.

Rozmawiał Grzegorz Koterski


GALERIA OBRAZÓW LUCI URBANIAK


Poleć ten artykuł znajomemu | zobacz co słychać na forum
Copyright © Przegląd Australijski 2004-2011