Przegląd Australijski
Image Map

Strona
główna
Australia
z oddali
Świat Tubylców
Australijskich
Wędrówki
kulinarne
Piórem,
Pędzlem i...
„Panorama”
- miesięcznik
Ostatnia aktualizacja: 29.12.2012

Tajemnica Wiszącej Skały


Tajemnica Wiszącej Skały (1)



(...)

Mój serdeczny przyjaciel i wieloletni współpracownik, Robert Leśniakiewicz – istna kopalnia wiedzy z „różnych szuflad”, dziennikarz, tłumacz i pisarz, a poza tym niespokojny duch i niestrudzony badacz Nieznanego – wiele lat temu zauważył, że góry jakie by one nie były posiadają wiele niewyjaśnionych tajemnic. Jego arcyciekawe hipotezy i próby racjonalnego wytłumaczenia dziwnych wydarzeń występujących w Tatrach, Beskidach oraz w zasadzie wszystkich górach na świecie, zaowocowały w postaci książek i publikacji prasowo-internetowych, gdzie podaje szczegółowy spis do dziś dnia niewyjaśnionych śmierci i zaginięć turystów, spacerowiczów, a nawet doświadczonych taterników.

W swoim „Projekcie Tatry” Leśniakiewicz ogranicza się jedynie do przedstawienia wypadków w naszych, polskich górach, ale z innych źródeł wiemy, że dokładnie to samo dzieje się w Alpach i innych europejskich masywach górskich, a także w amerykańskich Górach Skalistych, Andach i oczywiście w Himalajach. Źródeł tych nie jest wiele i są w zasadzie niezbyt dostępne ze względu na trywialność wydarzeń, które dawno temu uznano na świecie za „przypadki” wprawdzie dziwne, ale zwyczajne. Jak wszystkim wiadomo, góry są niebezpieczne i wszystko tam się może zdarzyć, ponieważ istnieje wiele czynników występujących razem – np. zejście ze szlaku w połączeniu z nagłą zmianą pogody, obniżeniem temperatury, porywistym wichrem, deszczem, śniegiem, oblodzeniem itp., jest bardzo często wyrokiem śmierci na nieostrożnego turystę. Niemniej jednak, gdyby można było dotrzeć do roczników miejscowej prasy krajów górskich, niewątpliwie znaleźlibyśmy olbrzymi materiał potwierdzający nasze tezy, o których będzie za chwilę.

Naturalnie są przypadki bardzo typowe. Ot, dwoje młodych udało się na przechadzkę dobrze oznakowanym szlakiem turystycznym, ale w pewnym momencie przyszło im do głowy, żeby coś ciekawego sfotografować. Chłopak chce np. zrobić zdjęcie ukochanej na tle cudownego krajobrazu Tatr, ale widok jest częściowo zasłonięty krzakami rosnącymi wzdłuż ścieżki, więc oboje schodzą ze szlaku, przez kilkanaście metrów przedzierają się przez zarośla i w ten sposób docierają do odkrytej krawędzi urwiska. Dziewczyna ustawia się w odpowiedniej pozie, chłopak szykuje aparat, lecz w tym momencie krawędź się obrywa i oboje lecą w przepaść.

Ustalenie przyczyn takiego wydarzenia nie sprawia kłopotów doświadczonemu ratownikowi, który sporządza raport i sprawa zostaje zamknięta. W prasie ukazuje się krótka, lakoniczna notatka, czasami ktoś napisze dłuższy artykuł ku przestrodze dla innych. I tyle.

Są jednak przypadki zajmujące łamy prasy na wiele dni, a nawet miesięcy. Później pokrywają ją inne, ważniejsze sprawy, ale nadal istnieje w aktach organów śledczych jako wydarzenie nie wyjaśnione.

(...)

Jednakże wśród tych dających się tak czy owak wyjaśnić zaginięć są inne, od A do Z owiane dziwną mgłą tajemnicy. Odnalezienie od razu lub po jakimś czasie zwłok u podnóża skały lub w jakiejś rozpadlinie z reguły zamyka sprawę, bo scenariusz wydarzenia nie jest trudny do odtworzenia. Lecz jeśli znajduje się ciało po kilku miesiącach w miejscu, które na pewno i bez cienia wątpliwości było kilkakrotnie penetrowane przez ratowników zawodowych i amatorskie grupy poszukiwawcze, stawia sprawę na zupełnie innym poziomie. Albo niezrozumiała śmierć kilku członków wieloosobowej grupy, którzy nagle „źle się poczuli” i zmarli w ciągu paru minut. Jeśli do tego dodamy zeznania naocznych świadków, którzy w tym czasie i miejscu „dziwnie się czuli”, tracili poczucie czasu i przestawali się na jakiś czas orientować w terenie, wydarzenie staje się dziwne i tajemnicze, rodzące najróżniejsze teorie i przypuszczenia. W takich przypadkach lekarze stwierdzają post mortem niedowład serca spowodowany np. niedotlenieniem, nadciśnieniem itp., wystawiają akt zgonu i tyle, czyli przypisują zgon zupełnie naturalnym skutkom zmęczenia, wysokości, zmiany ciśnienia atmosferycznego oraz dolegliwościom, które ci osobnicy już mieli i zostały pobudzone i wzmocnione zmianami otoczenia.

Robert przytacza również przypadki, gdy sekcja znalezionych zwłok dosłownie niczego nie wykazała i lekarze nie byli w stanie powiedzieć, co było lub mogło być przyczyną śmierci. Również wizja lokalna i śledztwo przeprowadzane przez służby ratownicze i doświadczonych funkcjonariuszy policji nie ustaliło, aby podczas wycieczki stało się coś niezwykłego. W niektórych przypadkach cała marszruta turysty była łatwa do sprawdzenia. Schronisko wiedziało, dokąd się udaje, jakimi szlakami będzie szedł oraz kiedy przewiduje czas powrotu i faktycznie, gdy nie wrócił w przewidzianym czasie, odnajdywano go na tej trasie martwego. Dla ratowników zadanie bywa w takich przypadkach łatwe, za wyjątkiem jednej rzeczy – dlaczego doszło do zgonu, jeśli warunki pogodowe były dobre, droga niezbyt trudna itp.

(...)


Fot: www.aboriginal-art.com



Poleć ten artykuł znajomemu | zobacz co słychać na forum
Copyright © Przegląd Australijski 2004-2011