Przegląd Australijski
Image Map

Strona
główna
Australia
z oddali
Świat Tubylców
Australijskich
Wędrówki
kulinarne
Piórem,
Pędzlem i...
„Panorama”
- miesięcznik
Ostatnia aktualizacja: 29.12.2012

Tajemnica Wiszącej Skały


Tajemnica Wiszącej Skały (10)


Próby integracji w nowej społeczności były jednak czymś bardzo rzadkim i na ogół człowiek ten musiał być w ekstremalnej sytuacji, np. przez wiele dni nie mógł znaleźć jedzenia i wody. W takim przypadku bywał nakarmiony, ale po posiłku nakazywano mu odejść, na co musiał się zgodzić, bo jeśli nie posłuchał, groziła mu śmierć. Były to jednak wyjątkowe przypadki, bo każdy dorosły Aborygen dobrze wiedział jak szukać wody i pożywienia, i – co najważniejsze – raczej nie zapuszczał się na pustynie, choć wędrówka przez bogatsze w środki do życia regiony była niebezpieczna ze względu na ich dość gęste zaludnienie. Wchodząc na teren jakiegoś innego plemienia naruszał prawa terytorialne i zasoby żywności, w związku z czym bywał przepędzany, ponieważ z punktu widzenia miejscowych był po prostu złodziejem i pasożytem.

Tego typu konsekwentnie egzekwowane kary były najlepszym środkiem wychowawczym i zapewniały utrzymywanie surowej dyscypliny w plemionach. Decyzja Starszych była wyważona, sprawiedliwa, ostateczna, bez prawa apelacji. Posłuszeństwo wobec Starszych zabezpieczało bowiem harmonijne współżycie społeczności, bez względu na to, jak była ona mała lub wielka. Wyłamywanie się spod praw i zasad stawiało winnego nie tylko poza marginesem jego grupy rodzinnej, klanu i plemienia, ale jak przekonaliśmy się z powyższego opisu, całej ówczesnej populacji Australii. Nikt nie polował, nie łapał ryb i nie zbierał pożywienia roślinnego na własną rękę, za wyjątkiem przypadków, gdy z jakichś względów miał odbyć samotną wędrówkę lub przez jakiś czas pozostawać w osamotnieniu. Takie przypadki zdarzały się często, gdy Starsi wysyłali młodego mężczyznę z „mówiącym patykiem” do sąsiednich plemion; gdy niewielka grupa mężczyzn szła w awangardzie przed przemieszczającym się wolno plemieniem oraz gdy chłopiec lub dziewczyna przechodzili samotne próby życia w buszu w procesie przygotowania do inicjacji. Poza tymi wyjątkami każda zdobycz była dzielona między wszystkich. Uczciwość i prawdomówność były naczelnymi zasadami i wyłamanie się groziło surowymi karami. Jedną z nich była utrata zaufania współplemieńców, którzy od złapania na pierwszym kłamstwie lub nieuczciwości, zawsze już nie wierzyli temu osobnikowi, który i tym razem sam stawiał się na marginesie społeczności. Patrząc na kłamstwo i kombinatorstwo z mistycznego punktu widzenia, rodzi się ono zazwyczaj z tchórzostwa. Obawa przed ośmieszeniem i konsekwencjami jest przejawem silnego, ale strachliwego ego. Nieuczciwość powstaje wtedy, gdy człowiek chce więcej niż może mieć oraz dąży do czegoś, co mu się nie należy. W zasadach aborygeńskich widzimy zatem odwieczną walkę z pięcioma obsesjami człowieka: pożądaniem, gniewem, chciwością, przywiązaniem i egotyzmem. Życie w trudnych warunkach, zmaganie się z żywiołami, współistnienie w grupie, wymagało bezwzględnego podporządkowania się dawno temu ustalonym obyczajom i bieżącym decyzjom Starszych, którzy wiedzieli lepiej i patrząc z wyższej perspektywy ludzi doświadczonych i mądrych, widzieli jakie są skutki niewłaściwych działań.

Naturalnie przybycie białych kolonizatorów, zesłańców i osadników wprowadziło poważne zakłócenia w harmonijne życie Aborygenów. W XX-wiecznych rezerwatach mało kto słucha Starszych, dostępny jest alkohol, którego spożywanie prowadzi prosto do anarchii. Pijany mąż bije żonę i maltretuje dzieci, które z kolei biją się między sobą, kradną i kłamią. Kobiety kłócą się i biją między sobą; wśród mężczyzn wybuchają bójki o byle co; młodzież tworzy chuligańskie gangi. Nie można już wykluczyć kogoś z plemienia, bo oznaczałoby to wyrzucenie z rezerwatu, a nad tym czuwają już inne, rządowe czynniki. Nawet totalny bojkot kogoś, kto się źle zachowuje i nie przestrzega plemiennych praw, nie skutkuje, bo każdy Aborygen jako pełnoprawny obywatel może zamieszkać w innym rezerwacie lub wynieść się do dużego miasta, gdzie dostanie zasiłek, dach nad głową, a czasem nawet pracę. Jeśli będzie chciał żyć na wolności w miejskim parku, ojczyzna i tak mu nie da zginąć przywożąc mu pod nos posiłki trzy razy dziennie.

Na szczęście są jeszcze niedobitki Aborygenów preferujące życie takie jak przed tysiącami lat. Ich izolacja od współziomków w rezerwatach i białych pozwala na zachowanie tradycji i gnozy oraz praw i zasad. Nadal odprawia się ceremonie w sanktuariach; nadal przy wieczornym ognisku Starsi opowiadają te fragmenty odwiecznej wiedzy ubrane w fabułę legend i baśni, jakie są odpowiednie dla szerokiego grona; nadal panuje nastrój pokoju, zgody, wzajemnego zrozumienia i miłości. Jak długo?

(...)


Fot: www.crystalinks.com



Poleć ten artykuł znajomemu | zobacz co słychać na forum
Copyright © Przegląd Australijski 2004-2011