Przegląd Australijski
Image Map

Strona
główna
Australia
z oddali
Świat Tubylców
Australijskich
Wędrówki
kulinarne
Piórem,
Pędzlem i...
„Panorama”
- miesięcznik
Ostatnia aktualizacja: 29.12.2012

Tajemnica Wiszącej Skały


Tajemnica Wiszącej Skały (2)


Wyspa Magnetyczna

(...)

Zakłócenia organizmu objawiające się brakiem poczucia czasu i orientacji w terenie mogą mieć różne przyczyny natury medycznej, jednakże chwilowe zakłócenia pracy tak obiektywnych przecież przyrządów jak kompas i zegarek, są o wiele trudniejsze do wyjaśnienia. Odkrywca wschodnich wybrzeży Australii, kapitan Cook, nazwał jedną z wysp w okolicach Townsville w Queensland Wyspą Magnetyczną, bo kiedy ją próbował opłynąć wszystkie przyrządy pokładowe po prostu zwariowały. Nikt po nim nie miał takich problemów i do tej pory żadnych magnetycznych anomalii tam nie stwierdzono. Niemniej jednak Wyspa Magnetyczna jest dziwnym tworem geologicznym, przypomina wielokroć powiększoną Wiszącą Skałę – nawiasem mówiąc takich „wiszących skał” jest tam bardzo wiele – i była kiedyś aborygeńskim sanktuarium. Gdzie indziej, na tereny, na których wystąpiły takie anomalia i tajemnicze zgony turystów, udawały się grupy specjalistów z aparatami pomiarowymi, a w ostatnich latach również radiesteci ze swoimi przyrządami, w tym z wahadełkami i różdżkami. Nikt nie stwierdził żadnych znanych zakłóceń – nikt również nie stwierdził u siebie „dziwnego samopoczucia”. Zegarki, radia, telefony komórkowe i aparaty cyfrowe pracowały normalnie dokładnie w tych miejscach, gdzie turyści tajemniczo zmarli.

Sprawę zatrzymania się zegarków o godzinie 12 w południe uwypukla również Joan Lindsay w swojej książce, a za nią twórcy scenariusza filmowego. Skąd wzięła ten pomysł, nie wiadomo – jeśli faktycznie cała historia się jej śniła przez parę tygodni intensywnego pisania, zatrzymanie się zegarków i utrata poczucia czasu i przestrzeni przez uczestniczki pikniku i woźnicę, stanowiły część snu. Jeśli wersja snu była jedynie wykrętem, Lindsay mogła słyszeć lub czytać o podobnych przypadkach w górach. Jednakże, w jednym z wywiadów przyznała się, że takie wydarzenia nie są jej obce, ponieważ sama posiada dziwną właściwość powodującą, że w jej obecności zatrzymują się zegarki zarówno mechaniczne, jak elektroniczne – tym ostatnim często rozładowują się zupełnie nowe baterie.

Jakby jednak nie było, anomalia czasoprzestrzenne występujące okresowo lub chwilowo w górach są wielokrotnie potwierdzonym faktem. Potwierdzone również przez australijskich realizatorów filmu w ciągu całego okresu pobytu pod Wiszącą Skałą do tego stopnia, że zapytanie „która godzina” było uważane za głupi żart, ponieważ każdy zegarek pokazywał coś innego lub po prostu nie funkcjonował. Poza tym aktorzy i reszta ekipy odczuwali jakiś dziwny nastrój, zwłaszcza gdy musieli wejść pomiędzy skały. Na ten temat piszę szerzej w swoim raporcie z wizji lokalnej.

(...)

Następnym razem wydarzenie się powtórzyło, więc postanowiłem przyjrzeć się tej skale. Jak się okazało, od strony lądu wyglądała inaczej – ta jej ściana, która pochylała się nad zakolem strumienia wydawała się odłupana od reszty składającej się z kilku jeszcze większych głazów stojących pionowo lub pochylających się w różne strony. Coś mnie pociągnęło, żeby wejść między głazy i wtedy wróciło to irracjonalne, paraliżujące uczucie strachu. Tym razem jednak ciąg w kierunku skał był silniejszy i wiedziałem, że muszę tam wejść z jakiegoś powodu, ale – jak się zdaje na szczęście – nie byłem w stanie ruszyć ani ręką, ani nogą. Stałem tam jak głupi u wejścia do szczeliny zwężającej się ku dołowi i ginącej z oczu gdzieś głęboko pod ziemią. Po chwili – tak mi się zdawało – wszystko minęło; wyszedłem spośród głazów i poszedłem dalej, żeby obejść cały kompleks. Kiedy jednak spojrzałem na zegarek okazało się, że stałem tam ok. 45 min. Nie mogłem uwierzyć swoim własnym oczom.

Byłem tam jeszcze kilka razy i za każdym razem strach był coraz słabszy, ale jednocześnie wystąpiła niechęć do dalszego badania zjawiska. Gdy pojechałem ostatni raz, towarzyszył mi człowiek, który znał właściciela tych gruntów i kiedyś przy piwie dowiedział się, że grupa skał była dawno temu świętym miejscem kultu Aborygenów. Podczas gorączki złota w połowie XIX w. jedno z plemion przybyło tam, aby odprawiać swoje ceremonie i zostało wystrzelane przez białych poszukiwaczy. Od tamtej pory miejsce cieszyło się złą sławą, bo ktokolwiek tam płukał złoto ani nie umarł śmiercią naturalną, ani nie zachował swojego skarbu. Złoża porzucono tłumacząc to wyczerpaniem się kruszcu, co jednak nie zniechęciło grupy Chińczyków, którzy w parę lat później uzyskali zezwolenie i zaczęli tam kopać, ale i oni nie mieli szczęścia. W promieniu kilkuset metrów do dziś można tam znaleźć porzucone, zrujnowane sztolnie, w których są jeszcze zardzewiałe łopaty i kilofy. Każda z nich była świadkiem ludzkiej tragedii.

Wytłumaczenie dobre jak każde inne, jednakże wydaje mi się, że wymordowanie plemienia jedynie wzmocniło „niepokój”, który tam zawsze panował w związku z odprawianymi od tysiącleci ceremoniami.



Poleć ten artykuł znajomemu | zobacz co słychać na forum
Copyright © Przegląd Australijski 2004-2011