Przegląd Australijski
Image Map

Strona
główna
Australia
z oddali
Świat Tubylców
Australijskich
Wędrówki
kulinarne
Piórem,
Pędzlem i...
„Panorama”
- miesięcznik
Ostatnia aktualizacja: 29.12.2012

Tajemnica Wiszącej Skały


Tajemnica Wiszącej Skały (4)


Jestem pewien, że w niedalekiej przeszłości, prawdopodobnie niedługo przed przybyciem pierwszych zesłańców i osadników, Australię nawiedziło potężne tsunami o wysokości fali grubo ponad 300 m Kilkanaście lat temu widziałem muszle, kawałki korala i piasek morski na dwóch górach Sunshine Coast w Queensland w okolicach miasteczka Coolum. Jedna z nich, Mt. Coolum (208 m)*, króluje nad wybrzeżem, druga zaś Mt. Cooroy (co najmniej 300 m – dokładna wysokość nie jest znana) oddalona jest o ok. 15 km od brzegu oceanu. Tych drobnych dowodów, że ocean wdarł się na te wzgórza, nie potrzeba było szukać, bo były dosłownie wszędzie w buszu, a w szczególności w załomach i szczelinach skalnych.

Można zatem postawić tezę, że zmiany krajobrazu, o których jest wiele informacji w mitach i legendach aborygeńskich, następowały w czasach niezbyt odległych, a przynajmniej nie przed milionami lat, jak uważają naukowcy. Mowa w nich o trzęsieniach ziemi, przelotach i upadkach meteorytów i innych zjawiskach na niebie, burzach magnetycznych, wybuchach wulkanów i rzekach lawy, tworzeniu się z dnia na dzień koryt rzecznych wypełnionych obficie wodą i o równie gwałtownym znikaniu jezior; o katastrofalnych pożarach i powodziach; o licznych tsunami oraz o „zamianie duchów w olbrzymie głazy” po każdej z takich katastrof. Jednakże Aborygeni nie uważali tych wydarzeń za kataklizmy, lecz za działalność twórczą dla ich, Aborygenów, dobra. Dlatego kiedy duchy zmęczone pracą twórczą spoczęły zamieniając się w skały, Aborygeni potrafili uszanować ich wolę i cierpliwie czekali na ich ponowne przebudzenie.

Trudno pogodzić się z teoriami, że Aborygeni wyssali sobie to wszystko z palca. Gdyby krajobraz australijski nie zmieniał się na ich oczach i w dodatku, gdyby to nie odbywało się przy akompaniamencie mrożących krew w żyłach kataklizmów, które niewątpliwie zabierały wiele krwawych ofiar, tych mitów i legend by nie było. Mity, opowieści i pieśni mówią o bardzo aktywnej działalności sił Natury w obrębie nie jednego lub wielu pokoleń, ale być może w ciągu kilku minut, godzin lub dni. Wydarzeń, które tak nastraszyły ludzi, wprawiły ich w zachwyt lub żałobę po zmarłych, że uwieczniali to w swoich przekazach powtarzanych z pokolenia na pokolenie. Już pobieżne zapoznanie się z aborygeńską mitologią wykazuje, że kataklizmy i następujące w ich wyniku zmiany odbywały się na terenie całego kontynentu, a ich naocznymi świadkami byli ludzie należący do różnych plemion. Stąd bardzo duże niekiedy różnice pomiędzy opowiadaniami poszczególnych grup ludności. Udowadniają też, że kataklizmy występowały w różnych czasach.

Większość z tych kataklizmów mogło mieć miejsce w obrębie kilku tysiącleci cofania się, czyli topnienia lodowca na obu półkulach. W Australii lodowiec występował jedynie na masywach górskich południowo-wschodniej części, czyli tam, gdzie dziś jest Nowa Południowa Walia z Górami Błękitnymi i Sydney oraz cały stan Wiktoria. Całkowicie pokryta lodem była Tasmania, która wtedy była częścią lądu australijskiego oraz cała południowa i część północnej wyspy Nowej Zelandii. W tym czasie Aborygeni byli od dawna na tamtych terenach – nawiasem mówiąc nikt nie potrafi odpowiedzieć na proste pytanie, dlaczego niektóre plemiona poszły właśnie w tym kierunku, aby cierpieć chłód i głód w niegościnnym klimacie? Dlaczego nie wróciły na północ kontynentu, a nawet na obecną Nową Gwineę, gdzie klimat był nadal ciepły, obfitujący we wszelkie rodzaje jedzenia? Oczywiście zrozumiałym jest, że migracja nie odbywa się z dnia na dzień, lecz czasem przez kilka pokoleń plemię posuwa się nie więcej niż 100 km, ale przecież Aborygeni znani są z przemierzania setek kilometrów tygodniowo. Jeśli istniały przekazy ustne, musiały mówić o szczęśliwych, ciepłych krainach na północy, zaś to powinno było zainspirować Starszych plemiennych do decyzji ucieczki na północ przed głodem i chłodem. Chyba, że takich przekazów nie było i to jest też możliwe, ponieważ potwierdza hipotezę, że Aborygeni znikąd nie przyszli, lecz są w Australii od zawsze. Być może plemiona z południa kontynentu w ogóle nie wiedziały o tej szczęśliwej, pełnej jedzenia krainie na północy, a plemiona z północy nie zdawały sobie sprawy, że kilka tysięcy kilometrów na południe marzną i głodują ich bracia i siostry. Również bardzo dziwną sprawą jest zasiedlenie Tasmanii po ustąpieniu lodowca, która wraz z szeregiem mniejszych wysp stała się chłodnym i surowym więzieniem dla kilku plemion po zatopieniu połączenia ze stałym lądem.


* Mt. Coolum był sanktuarium plemienia Gubbi-Gubbi.



Poleć ten artykuł znajomemu | zobacz co słychać na forum
Copyright © Przegląd Australijski 2004-2011