Przegląd Australijski
Image Map

Strona
główna
Australia
z oddali
Świat Tubylców
Australijskich
Wędrówki
kulinarne
Piórem,
Pędzlem i...
„Panorama”
- miesięcznik
Ostatnia aktualizacja: 29.12.2012

Tajemnica Wiszącej Skały


Tajemnica Wiszącej Skały (6)


Rysunek naskalny w Wiktorii

Zawoalowanym ostrzeżeniem, aby nie mieszać się w sprawy Aborygenów jest również książka Joan Lindsay i film Weira. Ten subtelny woal rozwiewa się przed każdym, kto czyta książkę i ogląda film nie tylko pod kątem sensacyjnej wprawdzie, ale fikcyjnej tragedii, lecz nieco głębiej wnika w problematykę sakralnych miejsc kultury i religii aborygeńskiej. Zauważmy, że pomimo sprowadzenia najlepszych tropicieli aborygeńskich, dziewcząt i nauczycielki nie udało się odnaleźć, zaś jedna z nich została później znaleziona w miejscu, które było kilkakrotnie penetrowane. W filmie jest scena poszukiwań, gdzie aborygeńscy tropiciele zachowują się tak, jakby byli bardzo niechętnie nastawieni do zleconego im zadania i wcale nie mieli ochoty szukać. W czasie sceny poszukiwań jest ujęcie, gdzie pies zaczyna ujadać pod jakąś skałą zarośniętą krzakami. Jednakże nikt nie idzie w tym kierunku, a prowadzący psa odciąga go siłą od tego miejsca. Wydaje się, że Weir chciał w ten sposób zaakcentować nie tyle nieudolność grupy poszukiwaczy, co raczej wpływ nastroju tamtego miejsca, który doprowadził do swego rodzaju „paraliżu” umysłowego. Uczestnicy poszukiwań ruszają się jak muchy w smole, wchodzą między skały i zaraz wracają, popijają kawę i znów próbują szukać. Miejscowy policjant wygląda na zmęczonego i zniechęconego, choć to był pierwszy dzień po zniknięciu dziewcząt i nauczycielki. Biorąc pod uwagę inne przypadki, gdy tropiciele byli efektywni po wielu miesiącach od rozpoczęcia pościgu i w końcu doprowadzali do pojmania przestępcy, ich zachowanie w tym przypadku wiele mówi.

Przypomina to autentyczną historię sprzed ponad 100 lat w Gatton, miasteczku położonym 100 km na zachód od Brisbane. W drugi dzień świąt Bożego Narodzenia 1898 roku miała się odbyć zabawa, na którą wybrał się młody mężczyzna z dwiema swoimi siostrami. Od farmy, na której mieszkali do Gatton jest jakieś 12 kilometrów, które przebyli bryczką zaprzężoną w jednego konia. Jednakże, gdy przybyli na miejsce okazało się, że sala jest zamknięta i zabawa się nie odbędzie, bo zbyt mało było chętnych. Zawrócili więc około godziny 9 wieczorem i udali się w drogę powrotną. Gdy do rana nie wrócili, ich szwagier osiodłał konia i pojechał w stronę Gatton. Mniej więcej 2 km przed miasteczkiem zauważył, że ślady kół bryczki skręcają w dróżkę prowadzącą do odległego o jakieś 300 m. od głównej drogi lasu. Rozpoznał te ślady, bo jedno koło bryczki buksowało od jakiegoś czasu. Pojechał za śladem i na leśnej polanie zobaczył bryczkę i zabitego konia. W chwilę potem, w zaroślach znalazł trzy nieżywe, zmasakrowane ciała. Wszyscy troje zostali zgwałceni i zabici w bestialski sposób uderzeniem jakiegoś ciężkiego przedmiotu.

Sprowadzono dwóch aborygeńskich tropicieli z okolicy, którzy kręcili się tu i tam wcale nie mając ochoty na poszukiwania. Po dwóch dniach dotarł sławny i dotąd niezawodny tropiciel z wyspy Fraser, która leży ca 200 km od Gatton. Rzucił okiem na polanę, zamienił parę zdawkowych zdań z miejscowymi tropicielami w ich języku, po czym wszyscy trzej zaczęli raczej markować poszukiwania niż naprawdę szukać. Znaleźli jedynie wielkie i ciężkie polano, które miało na sobie krew oraz zardzewiały rewolwer w dziupli powalonego drzewa, który tam prawdopodobnie leżał od kilkudziesięciu lat. Żadnych innych śladów nie znaleźli przede wszystkim dlatego, że zostały zadeptane przez wielokrotne najazdy w tamto miejsce mieszkańców Gatton i okolic oraz niewątpliwie dlatego, że nie chcieli ich znaleźć.

Jak zwykle bywa w takich razach, powstało wiele różnych hipotez. Rodzina była bogobojna i nie miała wrogów wśród okolicznych mieszkańców. Czy na pewno? Całe miasteczko miało żelazne alibi, jedynie nieliczni nie byli w stanie udowodnić, gdzie byli i co robili w czasie popełnienia zbrodni. Zwrócono uwagę na nich oraz na miejscowych pijaczków i włóczęgów. Jednakże badania wykazały, że jednak i oni mieli alibi. Podejrzewano młodego chłopaka, który przywędrował do Gatton na dwa tygodnie przed świętami i dostał pracę u miejscowego rzeźnika, ale po przesłuchaniu przez inspektora policji z Brisbane został zwolniony i pozwolono mu wyjechać w obawie, że zostanie zlinczowany. Jak się okazało 100 lat później, ten inspektor znał jego i jego rodziców – ojciec chłopaka był pastorem w jednym z miasteczek Nowej Południowej Walii, z którego pochodził również inspektor. Jednakże chłopak nie miał żadnego motywu, żeby zabijać, zresztą nawet nie znał ofiar morderstwa.

Wśród wielu hipotez jest jedna szczególnie interesująca. Do dzisiaj mówi się w farmerskich kołach, że na początku drugiej połowy XIX w. rodzina brała czynny udział w wytruciu miejscowego plemienia Aborygenów przy pomocy zatrutej mąki, aby pozyskać ich grunty. Takie praktyki były na porządku dziennym w tamtych czasach i nikt się temu nie dziwił, ani nie uważał tego za zbrodnię. Pierwszym i ostatnim ostrzeżeniem, że coś dotknie tę rodzinę było zabicie ich konia na pastwisku kilka miesięcy wcześniej. Koń był obdarty ze skóry i pozbawiony narządów płciowych, co zresztą spotkało również zamordowanego chłopaka. Być może ostrzeżeń było więcej, ale rodzina o nich milczała?

W setną rocznicę morderstwa miejscowy historyk zorganizował ciekawe spotkanie, w którym brali udział potomkowie osób związanych ze śledztwem w 1899 roku. Na tym spotkaniu oświadczył, że ma dowody na to, że chłopak był „ogierem, który nie przepuścił żadnej dziewczynie” oraz że „zadawał się również z młodocianymi Aborygenkami”. Powiedział również, że „w niektórych kołach sprawa jest nadal żywa”, bo od czasu do czasu dostaje ostrzeżenia, a nawet raz został wtłoczony pomiędzy regały w supermarkecie, gdzie mu zapowiedziano, żeby zapomniał o tej sprawie, bo będzie z nim niedobrze. Oczywiście historyk nie ujawnił nazwiska. Zestawiając powyższe z niechęcią tropicieli do szukania sprawcy lub sprawców, można zaryzykować twierdzenie, że mogła to być zemsta Aborygenów.

(...)


Fot: www.crystalinks.com/aboriginals.html



Poleć ten artykuł znajomemu | zobacz co słychać na forum
Copyright © Przegląd Australijski 2004-2011