Przegląd Australijski
Image Map

Strona
główna
Australia
z oddali
Świat Tubylców
Australijskich
Wędrówki
kulinarne
Piórem,
Pędzlem i...
„Panorama”
- miesięcznik
Ostatnia aktualizacja: 29.12.2012

Tajemnica Wiszącej Skały


Tajemnica Wiszącej Skały (9)


W 1854 roku osadnik o nazwisku Hubert de Castella pisał następująco o zamieszkałej na jego terenie grupie rodzinnej z plemienia Wurrunjerri:

Czarni rozbijają obóz zawsze w przyjemnym miejscu nad brzegiem strumienia lub rzeki w cieniu wielkich eukaliptusów, które również dostarczają im różnych rodzajów pożywienia. Czasami zatrzymują się na dłużej na otwartych brzegach rzeki Yarra i wtedy mieszkają raz na naszych terenach, kiedy indziej zaś na terenach naszych sąsiadów. To oni dostarczają nam dzikich kaczek i ryb, w zamian za co dostają od nas narzędzia i pożywienie. Gdy przychodzą i proszą o coś u kuchennych drzwi, nigdy nie odchodzą z pustymi rękami.

Ich powolny, luźny chód ma w sobie coś szlachetnego. Stawiają stopy na ziemi uroczyście i dostojnie, co przypomina mi poruszanie się aktorów na scenie. Gdy o coś proszą, robią to po prostu, z podniesioną głową, często przypochlebnym tonem, ale nigdy nie robią niczego, co zasługiwałoby na pogardę.

Na moje pytanie, kim Aborygeni zostają po śmierci, jeden ze Starszych powiedział, że po śmierci stają się białymi ludźmi. Jesteś moim bratem, który zmarł dawno temu – powiedział z przyjaznym szacunkiem – wszyscy jesteśmy biali w tym życiu lub innym.

Powyższy fragment napisany został niewątpliwie przez człowieka wrażliwego, który bywał w teatrze, zanim przybył do Australii, a także interesował się życiem po śmierci. Pani Aeneas Gunn w swoim pamiętniku z końca XIX w. pisze:

Jak to zwykle bywa w przypadku spotkań w bora, każdy uczestnik zobowiązuje się do pozostawienia w domu wszelkich zadrażnień i wstępuje do sanktuarium w pokojowym nastroju. Każdy krok od miejsca zamieszkania w kierunku bora jest wzmocnieniem tego najświętszego zobowiązania. Zanim wyruszy w drogę ma się pogodzić nawet z największym osobistym wrogiem.

Trzeba w tym miejscu dodać, że ktoś, kto nie był całkowicie czysty wewnętrznie, tzn. wolny od nienawiści i agresji, nie był wpuszczany do sanktuarium, nie mógł uczestniczyć w ceremonii i oczywiście okrywał wstydem swoich współplemieńców, za co groziło mu często wygnanie z plemienia – była to kara gorsza od kary śmierci. Starsi i szamani mieli swoje sposoby, aby „zajrzeć” do mentalnego wnętrza takiego osobnika i nie dopuścić go do ceremonii. Można również przypuszczać, że nie był on w stanie przedostać się przez niewidzialną ścianę negatywnej energii. Jednakże takie przypadki zdarzały się niezmiernie rzadko, bo Aborygen nie polemizuje z nakazami zwyczajowych, odwiecznych praw i zasad.

Jest to ciekawe zagadnienie, bo porusza sprawę zdolności telepatycznych Aborygenów. Wygnany członek plemienia otrzymywał „wilczy bilet”, który szedł przed nim, dokądkolwiek się udał. Nawet gdyby chciał przyłączyć się do jakiegoś plemienia o tysiące kilometrów dalej, jego opinia już tam była wysłana wcześniej „w eter” przez Starszych jego rodzinnej grupy. Po natychmiastowym rozpoznaniu przez plemię, osobnik był bez pardonu wypędzany i musiał iść dalej traktowany jako intruz na nie swojej ziemi. Innymi słowy, tak wielka Australia stawała się dla niego za mała. Oczywiście dla białych brzmi to jak bajka, bo obecnie ktoś „spalony” w jednym miejscu może wynieść się 100 km dalej lub wyemigrować do innego kraju i zostanie bez zastrzeżeń przyjęty przez tamtejszą społeczność, znajdzie pracę i będzie żyć do końca dni swoich.



Poleć ten artykuł znajomemu | zobacz co słychać na forum
Copyright © Przegląd Australijski 2004-2011