Przegląd Australijski
Image Map

Strona
główna
Australia
z oddali
Świat Tubylców
Australijskich
Wędrówki
kulinarne
Piórem,
Pędzlem i...
„Panorama”
- miesięcznik
Ostatnia aktualizacja: 29.12.2012

Wirreenun


WIRREENUN (4)


- A gdzie ta biała dziewczyna? Tu nie ma żadnej białej.

Mianglea spoważniała i spoglądała na mnie uważnie. Zrobiło mi się nieprzyjemnie. Well, jeśli chcą ją ukrywać przede mną to ich interes. Na wszelki wypadek postanowiłem się upewnić.

- Na pewno ją znasz! Blondynka wysoka i raczej nie za dużo ubrana – wymownym ruchem zakręciłem biodrami. – Przyprowadziła mnie tutaj.

Mianglea upuściła grzebień. Wydała cichy okrzyk. Stanęła tuż przede mną i przypatrywała mi się natarczywie. Czułem silny zapach jaki wydzielało jej ciało.

– To była Mungamunga, jasnowłosa zjawa! Inaczej byś tu nigdy nie przyszedł. Nikt nowy do nas nie przychodzi. Musiałeś się jej spodobać, że cię uratowała. Czy widziałeś wodę, która znika?

– Widziałem, nawet dużo za bardzo – przyznałem zdziwiony.

– To był wirreenun*, który cię zwodził. Całe to miejsce jest dużo niedobre.

Machnąłem ręką. Dla tubylców prawie wszystko jest dużo niedobre. Nie miałem wiele do czynienia z aborygenami, ale to co miałem, dało mi silne przeświadczenie, że najlepiej na ich gadaninę nie zwracać uwagi. Jeśli się rozmawia z nimi jak z równymi, czy w przyjaźni, to cię później traktują jak śmieć, albo jak półgłówka.

– Jak się to całe zapłakane miejsce nazywa?

– Coobong.

– Jeszcze jedna miejscowa nazwa. Daleko stąd do jakiegoś miasta?

– Nie – powiedziała dziewczyna – ale ty tam nie pójdziesz.

– Co za głupstwo, dlaczego?

– Jeśli cię tu Mungamunga sprowadziła, to już na zawsze zostaniesz, nawet gdybyś sam chciał zły wirreenun nie wypuści, wirreenun bardzo silny.

– A bliżej nie ma żadnego osiedla?

– Coobong, przecież mówiłam trzy mile.

– Ile ludzi?

Mianglea zamyśliła się, tak jakby starając się przeliczyć w pamięci wszystkie osoby w miasteczku. Zmarszczyła brwi. Spostrzegłem teraz, że cera jej była raczej złota niż brązowa.

– Dużo, dwieście, trzysta osób, biali. Moi ludzie tam mieszkają, dużo na polowaniu, reszta w boongville* * za Coobong.

– A dlaczego ty nie z nimi?

Nie odpowiedziała. Nie przejmowałem się tym. Jeśli miasteczko znajdowało się tylko parę mil stąd, problem był rozwiązany. Zawsze mogłem się tam wybrać. Jeśli będę szedł ściśle szlakiem ścieżki, jeżeli wezmę ze sobą wodę, nie powinienem się zgubić. Może zresztą nie wybierać się teraz do Brisbane. Poczekać, aż ta afera z trupem znalezionym w wagonie trochę przyschnie. Z tego względu chyba i lepiej nie śpieszyć się też tak do miasteczka.

– Ty tam nie zostaniesz – powiedziała Mianglea jakby czytając moje myśli.

– Dlaczego?

– Zobaczysz. Ty wrócisz. Musisz być ze mną.

Nie odpowiedziałem.

* * *

Pod wieczór ciągle jeszcze tam byłem. Umyłem się. Zmyłem z siebie swoją i cudzą krew i poczułem się od razu inaczej. Mianglea też zrobiła się zaraz uprzejmiejsza. Ofiarowała się nawet uprać moją koszulę i dżinsy. Siedziałem więc na łózku owinięty w brudny koc, gdy nagle na dachu, tuż nad moją głową zaczęła się niesamowicie drzeć kookaburra. Słyszałem już niejedną w życiu z ich szatańskim śmiechem, ale ta biła wszelkie rekordy.

Do chaty zajrzała Mianglea. Na ręku miała przewieszoną prawie wyschniętą odzież. Bez słowa wskazałem na dach. Kookaburra wprost wyła. Dziewczyna uśmiechnęła się.

– Nie bój się – powiedziała. To Gougourgahgah mojej siostry. Zaraz tu będzie.


*) wirreenun – czarownik

**) Boongville – tubylcze osiedle na skraju miasta



Poleć ten artykuł znajomemu | zobacz co słychać na forum
Copyright © Przegląd Australijski 2004-2011