Przegląd Australijski
Image Map

Strona
główna
Australia
z oddali
Świat Tubylców
Australijskich
Wędrówki
kulinarne
Piórem,
Pędzlem i...
„Panorama”
- miesięcznik
Ostatnia aktualizacja: 29.12.2012

Wirreenun


WIRREENUN (6)


Do Coobong wybrałem się dopiero po kilku dniach. Wąska drożyna prowadziła przez busz. Zwykła leśna ścieżka. Gdzieniegdzie zwieszała się zmurszała kładka nad zarosłym wodorostami i krzakami strumykiem, gdzieniegdzie grodził drogę zwalisty pień eukaliptusa.

Wyszliśmy nagle na pastwisko. Wszędzie pasło się wspaniałe bydło. Wielkie, krowie oczy spoglądały na nas wyraziście, ze zdumioną ciekawością. John szła szybko nie zwracając na nie uwagi.

– Stój! – zawołałem.

Na skraju ścieżki leżała krowia szczęka. Podniosłem ją w milczeniu i obejrzawszy dokładnie cisnąłem z powrotem. Parę kroków dalej znalazłem następną. I w tej zęby były pokryte jak emalią cieniutką warstwą złota!

John milczała. Nie odzywając się do siebie, dotarliśmy do miasteczka. Leżało głęboko w dolinie. Stojąc na wzgórzu widziałem je jak na dłoni. Białe, obszerne domy skrzyły się w słońcu. Ulice były szerokie i wylane bizmutem. Po drugiej stronie doliny wysoko w górę pięły się winne latorośla.

Z całego osiedla biło poczucie dobrobytu. Szybko zeszliśmy. Ze zdumieniem spoglądałem na zaparkowane samochody. Same najnowsze modele. Obejrzałem się za siebie. John gdzieś znikła. Podążała natomiast za mną chmara dzieci. Nie odzywały się. Kroczyły poważnie z wlepionymi we mnie oczyma. Każde było ubrane schludnie i ładnie. Żadne nie krzyczało i hałasowało. Były dziwnie spokojne i ciche. Za nimi w porządnej odległości podążało kilku czarnych. W tej podwójnej asyście doszedłem do pabu. W kieszeni miałem jeszcze parę szylingów, które jakimś cudem zaplątawszy się w podszewkę nie wyleciały. Wszedłem do środka.

Przy stolikach piło paru możnie wyglądających facetów. Za kontuarem stał gruby szynkarz. Na mój widok wszyscy zamarli w bezruchu. Spojrzenia były utkwione we mnie. Poczułem się głupio. Czyżby mnie podejrzewali o morderstwo. Czy wiedzą o trupie w wagonie? Opanowałem się i zdobyłem na odwagę. Położyłem na ladzie dwuszylingówkę.

– Szklankę piwa.

Barman nie odrywając ode mnie wzroku w milczeniu podsunął szklankę. Na wargach poczułem znajomy, gorzkawy smak. Nieznośna cisza utrzymywała się ciągle. Wreszcie przerwał ją szynkarz.

– Co tu robisz cudzoziemcze?

Drgnąłem, ani forma ani ton pytania nie były zwykłym dobrodusznym, prowincjonalnym szukaniem informacji. Przebijała przez nie ukryta złość i ironia. Odsunąłem piwo.

– Szukam pracy.

– Tu nie ma pracy dla obcych.

– Zobaczymy.

Barman oparł się o szynkwas. Na ramionach prężyły się ogromne muskuły. Potężne, grube cielsko przelewało się pod niezwykle czystą koszulką gimnastyczną. Pierś miał porosłą długim rudym włosem. Pozostali klienci oderwali się od swoich napitków i otoczyli mnie złowrogim kręgiem. Barman potrząsnął mnie mocno za ramię i zasyczał prosto w twarz.

– Tylko nie podskakuj. Już tu lepszych usadziliśmy. Jak się tu dostałeś? Kto cię tu przywiózł? Po co tu jesteś?

– Sam przyszedłem.

– Przez busz?

– Tak.

Wzruszył z pogardą ramionami.

– Bujaj kogo innego. Tak wyglądasz na buszmena jak ja na dziewicę. Gdzie mieszkasz?

– U tubylki. Nazywa się John.

Drgnął. Krąg rozluźnił się nagle. Niektórzy powrócili do picia, jakby nic nie zaszło. Pozostali czekali z wyraźna ciekawością na wynik indagacji.

– Długo tu chcesz zostać?

– Zarobię trochę i dalej pojadę.

– Mogę cię podrzucić do Brisbane ciężarówką. Jutro jadę po towar.

Zaczynało mię to złościć. Nie mieli najmniejszego prawa tak nachalnie wyrzucać mnie z ich miasteczka.

* * *



Poleć ten artykuł znajomemu | zobacz co słychać na forum
Copyright © Przegląd Australijski 2004-2011