Przegląd Australijski
Image Map

Strona
główna
Australia
z oddali
Świat Tubylców
Australijskich
Wędrówki
kulinarne
Piórem,
Pędzlem i...
„Panorama”
- miesięcznik
Ostatnia aktualizacja: 29.12.2012

Wirreenun


WIRREENUN (8)


Złoto! Złoto! John wspominała złoto. Zęby krów i owiec były pokryte złotą emalią. W ziemi musiało być złoto. Bydło zbierało je z trawą. Nie potrafiłem znaleźć innego tłumaczenia.

Starałem się jednak nie dać nic poznać po sobie. John na pewno wie, gdzie ono jest. Byle tylko wyczekać odpowiedniego momentu i wszystkiego się dowiem. Dla obu tubylek byłem jak najlepszy i ku swojemu zdziwieniu zaczynałem je naprawdę lubić.

Tymczasem pracowałem u Robertsona. Prawie każdy w miasteczku przychodził tam na swe codzienne piwo. Patrzyli na mnie wilkiem, lecz nic nie mówili.

Pewnego dnia zawołał mnie pastor MacLeen. Skinął na mnie władczo białą ręką i wyjrzał spod warstw tłuszczu, pokrywających mu twarz. Sztywny kołnierzyk prawie odcinał mu głowę.

– Hej ty! – krzyknął.

Przybliżyłem się niechętnie.

– Hej ty! – powtórzył. – Ty mieszkasz u tej Mianglea?

– Tak.

– Żyjesz w rozpuście i grzechu z nią i jej siostra poganką.

– Niczyj interes.

– Właśnie, że mój. Takich jak ty nam w mieście nie potrzeba, żeby cię jutro tu nie było.

Odwrócił się majestatycznie i podążył dalej swoją drogą. Tego dnia zaraz po pracy Robertson wręczył mi kopertę z tygodniówką. Obrzucił mnie badawczym spojrzeniem. Przygładził resztki wypełzłych włosów.

– Słyszałeś co ci pastor powiedział?

– Słyszałem.

– Żeby cię jutro w Coobong nie było!

– Jak będę chciał!

Wbrew moim spodziewaniom barman nie zareagował gwałtownie. Uśmiechnął się nieprzyjemnie. Spokojnym ruchem wytarł szklankę po piwie.

– Jeśli cię kto jutro w mieście zobaczy, nie ja będę gadał z tobą a Lucky.

Lucky był miejscowym policjantem. Miał wzrostu ponad sześć stóp i odpowiednią do tego tuszę. Pod czołem kretyna świeciły się małe maślane oczka. Nie nagabywał mnie dotąd.

– Okay – powiedziałem – nie ma o co robić hałasu. Trzymaj bracie nerwy w kieszeni. Jutro mnie tu nie będzie.

Wieczorem powiedziałem Mianglei, że Robertson ostatecznie kazał mi się wynosić z miasteczka. Nie wiedziałem co zrobić. Złoto! Tu gdzieś się kryło złoto! Z drugiej strony mogło nic nie być a ja mogłem się nabawić tylko nieprzyjemności. Emigrantowi lepiej nie zaczynać z żadnymi oficjalnymi czynnikami nawet w takiej dziurze tym bardziej w mojej sytuacji.

Mianglea zesmutniała. Siedziała nieruchomo w kącie. Wydała głuche sapnięcie.

– Niedobrze – powiedziała.

– Dlaczego?

– Będę mieć dziecko.

– Co? Moje?

– Może. Nie wiem.

– Co to znaczy nie wiem!?

– Nie wiem. Może twoje. Może Robertsona a może pastora. Zupełnie nie wiem.

Chwyciła mnie pasja. Zerwałem się na nogi. Potrząsnąłem dziewczyną gwałtownie. Skuliła się i zwisła bezwładnie jak manekin.

– Ty łajdaczko! Nawet nie wiesz z kim śpisz! Komu bastarda przyniesiesz... – szarpałem ją z całej mocy.



Poleć ten artykuł znajomemu | zobacz co słychać na forum
Copyright © Przegląd Australijski 2004-2011